Oto nowy kodeks pracy: „pracownicy będą żyli w jeszcze większym strachu niż dotąd”

Wiceprzewodnicząca komisji, która przygotowała projekt nowego kodeksu pracy, odcina się od nowych przepisów.
Wiceprzewodnicząca komisji, która przygotowała projekt nowego kodeksu pracy, odcina się od nowych przepisów. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
– Mam nadzieję, że kodeks pracy w takim kształcie nie wejdzie w życie, bo stanie się źródłem niekończących się sporów. I cofnie nas pod względem wolności i praw pracowniczych o dziesiątki lat wstecz – tak podsumowała na stronach „Gazety Wyborczej” nowy kodeks pracy Monika Gładoch, wiceprzewodnicząca... komisji, która przygotowała projekt nowych przepisów.

Wywiad, jakiego udzieliła Gładoch, wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, świadczy o tym, że pracom nad nowym kodeksem pracy musiały towarzyszyć wielkie emocje. – Kodeks pracy będzie tak dużym aktem prawnym, że już na wstępie nie będzie nam się go chciało otwierać. Ludzie będą się w tym gubić – zapowiada Gładoch.

– We Francji nowy kodeks pracy, który niedawno wszedł w życie, został odchudzony trzykrotnie. Stał się bardzo konkretnym dokumentem. (…) My natomiast stworzyliśmy kodeks, który jest napisany w duchu prawa administracyjnego: czyli, co ci wolno obywatelu, a czego ci nie wolno. I to w niesamowitych szczegółach. Dotyczy to nawet podstawowych procedur, chociażby rozwiązywania umowy – kwitowała.

Umowy śmieciowe inaczej
Co więcej, nowe przepisy miały wyrugować nadużywanie umów śmieciowych, tymczasem po prostu je przepakowują: umowa o pracę sezonową, dorywczą i nieetatową „nie daje pracownikom żadnej ochrony”. Na ochronę nie mogą liczyć pracownicy w wieku przedemerytalnym kobiety w ciąży, osoby na zwolnieniach lekarskich. – Pracodawca nie będzie musiał podawać przyczyny zwolnienia. I tak naprawdę pracownicy będą żyli w jeszcze większym strachu niż dotąd – kwituje Gładoch.


Formuła umów zleceń i o dzieło pozostaje dostępna dla samozatrudnionych. Ale ci będą musieli spełniać pewne kryteria, by móc być samozatrudnionymi. – To wiedza specjalistyczna, którą się posługuje lub przekazuje dana osoba – wskazuje wiceprzewodnicząca. Natomiast „jeśli zechcę być freelancerem, bo tak wolę żyć, bo nie chcę być nikomu podporządkowany, bo nie chcę codziennie rano wstawać do pracy, to państwo mi tego zabroni. No chyba, że będę wykonywała prace okazjonalnie. Do 32 godzin w miesiącu”.
Trwa ładowanie komentarzy...