Za rządów PiS zarobki prezesów mocno poleciały w dół. Eksperci są pełni obaw

Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło, jedna z "ofiar" tzw. ustawy kominowej
Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło, jedna z "ofiar" tzw. ustawy kominowej Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta
Rząd Prawa i Sprawiedliwości krytykował rozpasanie panujące, zdaniem jego polityków, w spółkach Skarbu Państwa. Po objęciu władzy PiS uderzył więc w zarobki osób stojących na czele państwowych spółek. Jak się okazało, z bardzo dużą skutecznością.

Narzędziem za pomocą którego rząd postanowił ograniczyć wysokość pensji jest tzw. ustawa kominowa, która uzależnia wynagrodzenie od wielkości firmy. Członkowie zarządów największych spółek mogą zarobić miesięcznie do 15-krotności przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw z poprzedniego roku (w 2017 – 66 tys. zł). Do połowy 2017 roku jej przepisy musiały wdrożyć u siebie wszystkie spółki należące do Skarbu Państwa.

Teraz przyszedł czas na podsumowanie pierwszych efektów. „Dziennik Gazeta Prawna” wziął pod lupę kilka najbardziej prestiżowych stanowisk. I okazało się, że choć niektórzy próbują obchodzić nowe przepisy, to jednak gros menedżerów dostało mocno po kieszeni.

Ile stracili prezesi?
Zmiany najbardziej odczuł prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło, którego pensja spadła o połowę. Udało mu się to jednak zrekompensować dzięki wypłacie za niewykorzystany urlop.

Finansowo stracił także odwołany w lutym prezes PKN Orlen Wojciech Jasiński. W wyniku obowiązywania „kominówki” jego wynagrodzenie brutto spadło o 30 proc, z 3,3 mln do poziomu 2,4 mln złotych rocznie. Niższa okazała się również odprawa i rekompensata z z tytułu braku konkurencji – Jasiński dostał 400 tys., podczas gdy jego poprzednik, Jacek Krawiec – aż 3 mln.


Eksperci nie są przekonani
Eksperci mają jednak wątpliwości, czy polityka przyjęta przez obecny rząd jest słuszna. W rozmowie z DGP Adam Ruciński, prezes firmy doradczej BTFG, wskazuje, że powinno się wyjaśnić opinii publicznej, dlaczego osoby stojące na czele spółek państwowych powinny dobrze zarabiać. A jest to, jego zdaniem związane z koniecznością konkurowania z sektorem prywatnym o najzdolniejszych ludzi.

– Nie ma sensu obniżanie wynagrodzeń menedżerom kontrolowanych przez państwo spółek na pokaz – wyjaśnia.

Inna sprawa, że na obniżkach wynagrodzeń spółki i tak nie zaoszczędziły. Okazało się bowiem, że odprawy dla zwalnianych menedżerów i jednorazowe obciążenia związane z wprowadzaniem ustawy kominowej sprawiły, że np. w PKO BP koszt zarządu i rady nadzorczej okazał się wyższy, niż we wcześniejszych latach.
Trwa ładowanie komentarzy...