Co wie o nas Facebook i jego partnerzy? Sprawdźcie w tych ukrytych opcjach

Mark Zuckerberg.
Mark Zuckerberg. Fot. 123rf.com
Wystarczy decyzja jednej osoby, by do developerów współpracujących z Facebookiem popłynął strumień danych. Tylko w najlepiej znanym obecnie przypadku naukowca z uniwersytetu Cambridge chodziło o detale 57 miliardów zawartych w 2011 roku „przyjaźni”.

Wystarczą szybkie rzuty oka na plansze, na których Facebook wylicza potencjalne dane, jakie mogą uzyskać deweloperzy na temat użytkowników, żeby uświadomić sobie, jak wiele wiedzy o nas niepostrzeżenie wypływa z zabezpieczonych przed nieznajomymi profilów.

W tej części portalu, która jest adresowana do developerów – np. twórców rozmaitych aplikacji, w których użytkownicy mogą sobie sprawdzić cechy osobowości, porównać się do zwierzątek czy celebrytów – znajdują się platformy dokładnie definiujące rodzaj informacji, jaki można przy tej okazji uzyskać. Dane osobowe, polubione przez nas strony, filmy, książki, aktywność na profilu, w dostępnych na Facebooku grach – to ledwie wierzchołek góry lodowej danych do pozyskania.
Gorzej, że obok apletu „user data permissions”, który odnosi się do osób korzystających z udostępnionej na portalu aplikacji, znajdziemy też „Friends Data Permission”. To oznacza, że za jednym zamachem użytkownik, który pobawił się naszą aplikacją, dał nam dostęp do danych swoich przyjaciół – i to bez ich wiedzy. W grę wchodzi niemal analogiczna paczka danych – od informacji z obszaru danych osobowych, przez zachowania w sieci, odwiedzone miejsca, wydarzenia, w których przyjaciele wzięli udział.
To właśnie pakiet danych, jaki trafił najprawdopodobniej do Aleksandra Kogana, badacza mołdawskiego pochodzenia, pracującego na Cambridge University. Kogan stworzył apkę, będącą rodzajem quizu dotyczącego cech osobowości (reklamowaną jako „aplikacja badawcza wykorzystywana przez psychologów”), którą zainstalowało sobie 300 tysięcy użytkowników Facebooka: dzieląc się w ten sposób zarówno danymi własnymi, jak i przyjaciół.

Ale i to jest zaledwie początek. Jak twierdzi brytyjski dziennik „The Guardian”, Kogan dostał też od portalu Zuckerberga dane dotyczące praktycznie każdej znajomości – „przyjaźni” – zawartej przez użytkowników portalu w 2011 roku. Na bazie 57 miliardów detali o interakcjach użytkowników z tamtego roku powstała wydana w 2015 roku praca naukowa o międzynarodowych przyjaźniach, pod którą podpisało się również dwóch pracowników portalu.


Dziś współpraca Facebooka i Kogana to już przeszłość, a badacz uważa się za „kozła ofiarnego”. Tak czy inaczej, dane użytkowników przepadły.

Czy Facebook podsłuchuje swoich użytkowników?
Na tym jednak nie koniec. Okazuje się, że pomimo wieloletnich zapewnień, w których Facebook zaprzeczał jakoby podsłuchiwał swoich użytkowników korzystających z aplikacji w urządzeniach mobilnych, jest to jak najbardziej możliwe. Tak uważa były pracownik Cambridge Analytica Christopher Wylie.
Trwa ładowanie komentarzy...