I po apetycie. Klienta znalazła w jogurcie z Lidla obrzydliwy dodatek

Maciej Kuroń/Agencja Gazeta
Pani Aleksandra kupiła w Lidlu jogurt truskawkowy marki Pilos. Z jej opisu wynika, że o tym, co znalazła ostatecznie w środku przekonała się organoleptycznie – po prostu wkładając łyżkę z zawartością do swoich ust. Na jej nieszczęście okazało się, że w środku znalazła kilkucentymetrowego robaka.

Zbulwersowana klientka natychmiast zamieściła serię zdjęć na fanpage'u niemieckiej sieci. - Tak i robak czysty – skomentowała natychmiast jedna z internautek. – Tak pani Joanno, czysty. Miałam go w buzi – odparła zniesmaczona klientka.

Trzeba przyznać, że obsługa społecznościowa sieci dyskontów zareagowała podręcznikowo. Już 3 minuty później pani Aleksandra dostała link do formularza reklamacyjnego i informację, jak skontaktować się z działem jakości.
To zapewne jednostkowa sytuacja, zdarza się także innym sieciom, ale Lidl nie ma ostatnio dobrej prasy. Stwierdzenie to jest sumą większych i mniejszych wpadek.

Największy kryzys wizerunkowy sieć przeszła po tym, jak jeden z jej dostawców wywiózł ze swojego zakładu pracownicę z Ukrainy, która dostała wylewu w trakcie pracy, zostawił ją na ławce i wezwał karetkę. Jakby tego było mało, ów dostawca, Jędrzej Cichowlas, był jedną z twarzy akcji "Ryneczek Lidla".

Wcześniej przedstawiciele Lidla musieli natomiast odpierać zarzuty związane ze zbytnim podobieństwem wody Saguaro Muszyńskie (która jest dostępna w ich sklepach) z popularną Muszynianką.
Trwa ładowanie komentarzy...