Morawiecki przeforsował obniżkę składek. Ze zmiany skorzysta głównie ta konkretna grupa

Premier Morawiecki przeforsował swoją koncepcję uzależnienia wysokości składki od przychodu
Premier Morawiecki przeforsował swoją koncepcję uzależnienia wysokości składki od przychodu Przemysław Skrzydło/Agencja Gazeta
Telenowela związana z obniżaniem składek na ZUS dobiega końca. Premier Morawiecki przeforsował swoją koncepcję uzależnienia wysokości składki od przychodu. Dzięki temu najmniej zarabiający przedsiębiorcy będą odprowadzać do Zakładu jedynie 520 zł miesięcznie. Ale zdaniem ekspertów, z tego rozwiązania cieszyć się będą głównie samozatrudnieni.

Początki tej historii pamiętają już chyba tylko nieliczni. Mateusz Morawiecki, wówczas jeszcze minister, stwierdził, że należy ulżyć początkującym przedsiębiorcom, którzy nie wykazują dużych zysków. Ulga miała objąć firmy z miesięcznym obrotem mniejszym niż dwuipółkrotność minimalnej pensji. Standardowa składka to 1232,16 zł miesięcznie, po zmianach miała spaść nawet do 32 zł (przy przychodzie do 200 zł miesięcznie).

Plany zostały jednak wstrzymane po interwencji resortu pracy. Minister Rafalska obawiała się, że w wyniku reformy spadną dochody budżetu państwa i trzeba będzie zwiększyć dotacje do wypłaty rent i emerytur. Resort przedstawił więc własny projekt ustawy, który zdaniem Pracodawców RP wypaczył sens całej koncepcji.

Kto zapłaci niższe składki?
„Gazeta Wyborcza” informuje jednak, że zwaśnionym stronom w końcu udało się dojść do porozumienia. Ostateczna wersja zakłada, że mniejsze składki zapłacą firmy, których przychód nie przekracza 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia (w tym roku 5,3 tys. zł). Wprowadzona została jednak minimalna wysokość składki na poziomie 520 złotych miesięcznie.


Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP zauważa jednak, że uzależnienie wysokości składki od przychodu, a nie od dochodu, ma jedną poważną wadę. – Jeśli rząd będzie się upierał przy przychodzie, to mniejsze składki będą płacili tylko głównie samozatrudnieni, twórcy czy ludzie, którzy zostali wypchnięci przez pracodawcę z etatu na własną działalność. Oni nie mają wysokich kosztów uzyskania przychodu, w rezultacie przychód jest taki sam jak dochód – tłumaczy w rozmowie z „GW”.
Trwa ładowanie komentarzy...