Senator rzucił Zuckerberga na łopatki. Wystarczyło pół minuty, by pokazać mu coś, czego on w ogóle nie zrozumiał

Mark Zuckerberg w drodze na przesłuchanie na Kapitolu.
Mark Zuckerberg w drodze na przesłuchanie na Kapitolu. Fot. YouTube
W feerii pytań mądrzejszych i głupszych niewątpliwie politycy ten jeden raz zatriumfowali. Stało się tak za sprawą Richarda Durbina, weterana waszyngtońskiej polityki z ramienia Partii Demokratycznej.

– Panie Zuckerberg, czy nie przeszkadzałoby panu, gdyby podzielił się pan z nami nazwą hotelu, w którym zatrzymał się pan dzisiaj? – wypalił znienacka senator Durbin podczas przesłuchania.

Jak z niekłamaną satysfakcją odnotowuje serwis Slate.com, po pytaniu zapadła dłuższa chwila ciszy, przerywanej tylko chrząknięciami oraz „panicznym spojrzeniem” szefa Facebooka. – Nie – odparł w końcu lakonicznie Zuckerberg z „baranim uśmiechem”, gdy tłum przysłuchujących się przesłuchaniu widzów wybuchł śmiechem.

Durbin jednak postanowił wbić gwóźdź do trumny. – Jeśli pisał pan do kogoś wiadomości, może podzieliłby się pan z nami nazwiskami osób, do których pan pisał? – dorzucił jeszcze senator. Ale jego adwersarz doszedł już najwyraźniej do siebie. – Senatorze, nie. Prawdopodobnie wolałbym tego nie robić tu publicznie – uciął niemal natychmiast.

- Myślę, że o to tu właśnie chodzi -- skwitował Durbin. - Prawo do prywatności i jego granice. I jak wiele go oddajemy w Ameryce, w imię łączenia ludzi na całym świecie - dodał.
Trwa ładowanie komentarzy...