Sto procent zysku. Na wyrzucaniu lokatorów z kamienic zarabiano kolosalne kwoty

Tylko wyrzucenie lokatorów z kamienicy oznaczało dwukrotny wzrost jej wartości.
Tylko wyrzucenie lokatorów z kamienicy oznaczało dwukrotny wzrost jej wartości. Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta
Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji jeszcze pracuje, ale już wiadomo, że odsłoni kawał brutalnej prawdy o „czyszczeniu kamienic” z lokatorów. A przede wszystkim tę, jak korzystny był to proceder.

Sprawa Jolanty Brzeskiej – lokatorski z kamienicy na ulicy Nabielaka 9 w Warszawie, która nie chciała się wyprowadzić i którą znaleziono w 2011 roku spaloną żywcem – jest doskonale Polakom znana. Komisja raczej jej nie wyjaśni, ale dla naświetlenia tła wystarczy jeden dokument, jaki opublikował w ten weekend Magazyn „Dziennika Gazety Prawnej”.

To operat szacunkowy dla tej kamienicy. Jasno z niego wynika, że w 2006 roku, kiedy przejmowano kamienicę, była ona warta 1,7 miliona złotych – z lokatorami. W tym samym czasie wyceniono ją również na niemal 3,7 mln złotych – bez lokatorów. Innymi słowy, tylko na operacji usunięcia lokatorów z kamienicy można było zyskać 2 mln złotych. To ponad sto procent. Podobne „przebicie” można było uzyskać na każdej przejętej kamienicy. A na Nabielaka 9 było zaledwie 19 mieszkań.

– Dwukrotna przebitka dawała czyścicielom ogromną kasę, ale od dawna środowiska lokatorskie o tym mówiły. Po prostu nie widzieliśmy, czy przebitka wynosiła 30, 50 czy 100 procent – mówi dziennikarzowi „DGP” Jan Śpiewak ze stowarzyszenia Wolne Miasto Warszawa. – Czyściciele doskonale wiedzieli, że kupują trefny towar. Dlatego można było taniej kupić – dodaje. Na przykładzie innej, trzykrotnie większej kamienicy i innej firmy, „DGP” szacuje zysk firmy na 45 mln złotych (a firma przejęła szereg kamienic w Warszawie, Wrocławiu i Łodzi).


Dlatego Marek M., najsłynniejszy z warszawskich „czyścicieli” – oraz inne parające się takimi „inwestycjami” osoby – nie miał skrupułów. Odcinał media, drastycznie podnosił czynsze, straszył lokatorów. Ale – jak twierdzi Śpiewak – w „branży” stosowano też okrutniejsze metody: wybijanie opornym okien, zostawianie fekaliów na klatkach schodowych, głośne imprezy, zrywanie dachu budynku w zimie, murowanie wejść do mieszkań.

Kierowana przez wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego będzie miała możliwość wymierzania kar na własną rękę – m.in. nakładania na „czyścicieli” kar rzędu do 1 mln złotych, może też zobowiązywać do zwrotu odniesionych korzyści. Na efekty przyjdzie jednak poczekać.
Trwa ładowanie komentarzy...