Facebook przyjął kolejny cios. Miał nadzieję się wywinąć, ale dopadła go nowa afera

Prawnicy Marka Zuckerberga będą mieli sporo papierkowej roboty. Pozew zbiorowy może potencjalnie objąć zasięgiem miliony użytkowników
Prawnicy Marka Zuckerberga będą mieli sporo papierkowej roboty. Pozew zbiorowy może potencjalnie objąć zasięgiem miliony użytkowników Fot. Flickr.com / Anthony Quintano / CC BY 2.0
Nie wszyscy zdążyli jeszcze strawić dwie imprezy z grillowaniem Zuckerberga przed Kongresem, na jaw wychodzi kolejna afera. Firma siedziała na tej minie od 2015 r., na nieszczęście dla niej, właśnie eksplodowała. Tym razem poszło o facebookowy system rozpoznawania twarzy, który służy m.in. do automatycznego oznaczania znajomych na zdjęciach.

Facebook siedział na tej minie od 2015 r. Od tego czasu kalifornijski sąd federalny rozpatrzył dokumentację i pozwolił na złożenie pozwu zbiorowego. Dotyczy mieszkańców stanu Illinois. Początkowo domagano się, by każdy użytkownik Facebooka z tego stanu mógł przystąpić do procesu, jednak sąd zawężył tę grupę do tych, którym po 2011 r. Facebook stworzył rekordy z matematycznym identyfikatorem. Mimo to skalą pozew może objąć miliony ludzi.

Facebookowi grozi pozew zbiorowy za rozpoznawanie twarzy
Dlaczego od 2011 r.? Wówczas Facebook wprowadził funkcję automatycznego oznaczania znajomych na zdjęciach. Ale żeby móc rozpoznawać twarze, algorytm musi do czegoś równać. Sklasyfikował miliony twarzy z przypisanym do nich matematycznych identyfikatorem. Nie wszyscy się na to świadomie godzili, nie wszyscy w ogóle o tym wiedzieli.

Z decyzją sądu zbiegło się w czasie oświadczenie Facebooka, w którym firma przyznaje się pewnych praktyk. Tych, które kilka lat temu wytknęli jej belgijscy akademicy. Mianowicie - że Facebook generuje informacje także o tych internautach, którzy nie są zalogowani lub nie mają konta na Facebooku. Wystarczy wejść na stronę internetową z wtyczką Facebooka - czyli praktycznie każdą.


Firma ustami dyrektora produktu Davida Basera, wyjaśniła na swoim blogu, co i jak gromadzi. Jak czytamy na blogu:
David Baser

Gdy odwiedzasz stronę internetową lub aplikację, która używa naszych usług, otrzymujemy o tym informacje, nawet jeśli nie jesteś zalogowany lub nie masz konta na Facebooku. A to dlatego, że te strony i aplikacje nie wiedzą, kto dokładnie korzysta z Facebooka. Czytaj więcej

Dodał sprawdzoną firmową mantrę, w myśl której Facebook gromadzi dane, by zapewnić jak najlepsze usługi, dbać o swoją stronę, by dostarczać usługi bezpośrednio użytkownikowi.

Facebook po aferze Cambridge Analytica
Sprawa z pozwem zbiorowym, choć bezpośrednio dotyczy amerykańskich użytkowników, jest bardzo interesująca z polskiej czy europejskiej perspektywy. Facebook w 2012 r. wprowadził na krótko tę funkcję w Europie, jednak - w związku z silniejszymi niż w USA przepisami dotyczącymi prywatności, usunął ją w tym samym roku jako element ugody z irlandzkim regulatorem ds. danych osobowych (europejska centralna Facebooka znajduje się w Dublinie).

Co więcej, firma zapowiedziała, że zamierza ponownie wprowadzić tę funkcję na Starym Kontynencie. Testy już są prowadzone na wybranej próbie użytkowników. To jeszcze ciekawsze, bowiem niebawem zacznie obowiązywać RODO - nowa dyrektywa unijna regulująca ochronę danych, następca archaicznego dokumentu z lat 90. Skoro prawo będzie jeszcze silniejsze, ciekawe, jak Facebook - znając swój apetyt na dane - zechce do niego dostosować swoją funkcję.

Szerzej rzecz ujmując, pod Facebookiem zapalają się kolejne ogniska. Najpierw wybuchła afera Cambridge Analytica, przez którą firma pozyskała niezgodnie z regulaminem dane milionów osób. Później szef Facebooka Mark Zuckerberg musiał spowiadać się, najpierw przed Kongresem, potem jedną z komisji.

W pierwszym przypadku wyszedł bez szwanku z powodu rażącej niewiedzy senatorów, którzy pytali np. czy Facebook to to samo co Twitter, albo czy Facebook widzi szyfrowane wiadomości wysyłane przez Whatsapp. W drugim wystąpieniu szefowi Facebooka nie poszło aż tak dobrze. Jednak wciąż pozostają pytania do Facebooka, na które nie znamy odpowiedzi, bo nie zadali ich przesłuchujący.

Koniec końców, choć Facebook traci na aferze wizerunkowo, nie biednieje. Wręcz się bogaci. Mimo przesłuchań, kurs akcji Facebooka zaczął odbijać i rosnąć, co przełożyło się na wzrost wartości o 3 mld dol. w kilka dni.

Inna sprawa, że nawet gdyby inwestorom znudził się Zuckerberg na fotelu prezesa, a i takie apele się pojawiały, do niczego to nie prowadzi. Jak pisaliśmy w innpoland.pl, Mark Zuckerberg zabezpieczył się na każdą ewentualność i nawet jako nie-prezes, wciąż określa kierunek rozwoju firmy.
Trwa ładowanie komentarzy...