Rusza zbiórka podpisów pod projekt ustawy o siedmiogodzinny dzień pracy. "Może jedna godzina i hawajska dla wszystkich?"

Siedmiogodzinny dzień pracy to propozycja, z którą Partia Razem występowała już od kilku lat.
Siedmiogodzinny dzień pracy to propozycja, z którą Partia Razem występowała już od kilku lat. Fot. 123rf.com
Partia Razem informuje na swoich stronach na Facebooku: „od dziś zbieramy podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o skróceniu czasu pracy”. Pomysł, z którym ugrupowanie Adriana Zandberga nosiło się już od dłuższego czasu, wywołał – jak można się było spodziewać – skrajne emocje.

– Jesteśmy jednym z najbardziej przepracowanych społeczeństw w Europie. Spędzamy życie w pracy, zmagamy się ze stresem i nie mamy dla siebie czasu. Świat poszedł do przodu, a my dalej pracujemy tyle, co sto lat temu – czytamy na fanpage Partii Razem. – Pracujemy znacznie wydajniej i efektywniej – dlatego stać nas na skrócenie czasu pracy! Mniej godzin w pracy to więcej czasu dla rodziny i bliskich. To więcej czasu na odpoczynek i rozwijanie zainteresowań. To lepsze zdrowie i mniej nerwów. To korzyści dla nas, pracownic i pracowników. I dla całej gospodarki – kwitują autorzy tego credo.

Partia Razem krążyła wokół pomysłu skrócenia tygodnia pracy już od dobrych kilku lat. Idea wracała też w bardziej okrojonej postaci – np. skrócenia dnia pracy do siedmiu godzin dla rodzin, co zaproponowało z kolei Polskie Stronnictwo Ludowe.

I choć lata lecą, skrócenie czasu pracy niezmiennie budzi potężne emocje. – Podbijam stawkę, godzina pracy dziennie i „darmowa” hawajska dla wszystkich – kpił internauta, który pierwszy zareagował na post Partii Razem. – Będąc głęboko zatroskanym o naszą socjalistyczną ojczyznę, jest mi przykro... Maksymalnie 4 godziny, i to za potrójne stawki – sekundował mu inny. – Krócej pracować, ale magicznie zarabiać tyle samo. Płacić wyższe podatki, ale niby mieć wszystko za darmo. Posiadać mniej swobód obywatelskich, ale mieć złudne poczucie bezpieczeństwa. Ludzie, kto na was głosuje... A fakt. Nikt – już nieco poważniej komentował jeden z przeciwników propozycji.

Głos zabrali także zwolennicy. – Sześć godzin to powinno być maksimum przy dzisiejszej wydajności, ale i tak popieram – pisał jeden z nich. – Zawsze coś – dodawał. Inni dopytywali, gdzie można się zgłosić, by uczestniczyć w zbieraniu podpisów. – Symptomatyczne, że w zasadzie jedynym argumentem przeciwników przedstawionej przez Razem propozycji jest pozamerytoryczne sprowadzenie jej do absurdu – podsumowywał jeden ze zwolenników.


Efektywność w pracy
Cóż, obie strony sporu mają jednak swoje argumenty. Skrócenie dnia pracy w wielu firmach czy branżach wydaje się graniczyć z niemożliwością – choćby z uwagi na to, że dotychczasowa praca została rozłożona w sposób maksymalnie wykorzystujący ośmiogodzinny cykl pracy – np. w trzech zmianach. Ekonomiści z kolei obawiają się, że siedem godzin pracy dziennie odbiłoby się gospodarce bardzo bolesną czkawką.

Ale trudno też lekceważyć argumenty, na które powołują się zwolennicy skrócenia czasu pracy. Część ekspertów przychyla się do opinii, że krótszy czas pracy – poprzedzony stosownym odpoczynkiem – może skutkować znacznie większą efektywnością pracy, więc negatywne skutki zmiany nie byłyby odczuwalne. Nie sposób też pominąć doświadczeń Francuzów, którzy to rozwiązanie testują od wielu lat. Czy w Polsce mogłoby się ono przyjąć? Kto wie.
Trwa ładowanie komentarzy...