Drony w rękach polskich przestępców, szpiegów, rozwodników. "Najciekawsze zlecenia są od służb"

Drony stały się dzisiaj technologią tak tanią, że powszechnie zagościły na polskich niebach
Drony stały się dzisiaj technologią tak tanią, że powszechnie zagościły na polskich niebach Andrzej Michalik/Agencja Gazeta
Drony stały się dzisiaj technologią tak tanią, że powszechnie zagościły na polskich niebach. Nie zawsze za ich sterami jest jednak pan Kowalski, który postanowił zrobić kilka ujęć z lotu ptaka w weekendowe popołudnie. Coraz częściej drony są używane przez przestępców. Na wschodniej granicy za ich pomocą szmugluje się np. narkotyki. W ubiegłym roku nasze służby kontrwywiadowcze unieszkodliwiły natomiast urządzenie szpiegowskie należące prawdopodobnie do Rosjan. Czego możemy dowiedzieć się z uziemionego drona? W rozmowie z INN:Poland opowiada o tym Sebastian Małycha, prezes firmy Mediarecovery, która posiada laboratorium informatyki śledczej.

Kogo tak interesuje dzisiaj zawartość dronów?

Najczęściej wymiar sprawiedliwości i organy ścigania. Trzeba bowiem pamiętać, że drony są dzisiaj używane np. przez grupy przestępcze, które szmuglują narkotyki przez wschodnią granicę. Są również wykorzystywane przez służby wywiadowcze. A jeżeli wywiad jednego kraju zaczyna używać tej broni, kontrwywiad reaguje zazwyczaj w ten sam sposób.

Czyli chętni do przeglądania zawartości dronów to głównie instytucje państwowe?

Nie tylko. Zgłaszają się do nas również osoby prywatne, najczęściej w sprawach okołorozwodowych. Zazwyczaj chodzi jednak o to, by zabezpieczyć dane nagrane na nośnikach, niż o jakieś spektakularne historie związane z przechwytywaniem dronów w powietrzu i wykorzystywaniem informacji przeciwko byłemu partnerowi.

I o co konkretnie dopytują się wasi klienci?

Zlecenia prywatne to zdecydowana mniejszość. Często chodzi po prostu o odzyskanie filmu nakręconego dronem, który z jakichś powodów został uszkodzony. Zdarzyła się również historia mężczyzny, któremu dron uderzył w dom, uszkadzając przy okazji elewację budynku. Klient chciał się dowiedzieć skąd wystartował, czy da się ustalić właściciela i czy dron leciał zaprogramowaną wcześniej trasą i uderzył w dom przez przypadek czy też był sterowany ręcznie. Jednak te naprawdę ciekawe analizy dronów to zlecenia ze strony służb. O nich niestety nie możemy mówić zbyt wiele.


Czego możemy się dowiedzieć po włamaniu do takiego drona?

Włamanie to nie do końca właściwe określenie. Jest to po prostu śledcza analiza cyfrowego materiału dowodowego i nie musimy się włamywać do tych urządzeń. Analizujemy całą jego zawartość. Jesteśmy w stanie ustalić skąd startował, ustalić całą trasę lotu i wyciągnąć z niego zdjęcia. Następnie pokazujemy to w zrozumiałej dla przeciętnego użytkownika postaci – np. poprzez nakładanie tych danych w graficznej formie na Google Maps.
I ile taki proces trwa?
Zazwyczaj od 1 do nawet 3 dni. Wszystko zależy od stopnia skomplikowania zlecenia.

Ale zanim się zabierzemy się do bebechów, trzeba najpierw zdjąć go z powietrza. A to zapewne niełatwa sztuka.

Najprostszym sposobem jest zestrzelenie go. To jednak bardzo ryzykowny wybór, bo zawsze istnieje ryzyko uszkodzenia maszyny i utraty łączności z bazą. Nie przejmiemy wtedy komunikacji między dronem a jego użytkownikiem, możemy się opierać tylko na tym, co zostało zapamiętane przez urządzenie.

To jak inaczej?

Kieruje się w stronę drona wiązkę elektromagnetyczną. W bardziej zaawansowanych wersjach można w ten sposób przejąć nad nim kontrolę i w miarę bezpiecznie sprowadzić go na ziemię. Wystarczającym sukcesem jest zazwyczaj samo odcięcie go od sterowania.

Co się wtedy dzieje? Leci bezwładnie do przodu?

Najczęstsza reakcja polega na tym, że dron wraca do miejsca z którego wystartował. To wyjątkowo korzystne, bo prowadzi nas w ten sposób po nitce do kłębka – może nawet do osoby, która bezpośrednio nim steruje.

No dobrze, udało nam się już przechwycić tego drona i chcemy zdobyć informacje. Co dalej?

Podpinamy go pod urządzenie z oprogramowaniem XRY. Identyfikujemy interfejs, żeby się dostać do środka drona. Samo „czytanie” odbywa się za pośrednictwem blockerów, które umożliwiają oglądanie danych, bez ingerencji w nie. To ważne, bo podczas prezentacji w sądzie dane muszą być nienaruszone.
Trwa ładowanie komentarzy...