„Więcej szumu niż realnej pomocy”. Eksperci zdębieli, jak zobaczyli szczegóły „wielkiej” reformy premiera

Mateusz Morawiecki podczas konwencji PiS.
Mateusz Morawiecki podczas konwencji PiS. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Mateusz Morawiecki był gwiazdą konwencji PiS. – Pan Henryk, przy okazji odsłonięcia pomnika smoleńskiego, powiedział mi: panie premierze, gospodarka ruszyła, dzieje się dobrze, ale czasami, jak przychodu mam mniej, to ten ZUS jest za dużym obciążeniem. Dlatego pierwszym naszym projektem, pierwszą propozycją, którą mamy dla Polaków, jest niższy ZUS – zapowiadał. Jak sarkają eksperci, propozycja ta adresowana jest do bardzo nielicznych Polaków.

Składki na ZUS płacił do tej pory każdy przedsiębiorca, a ich wysokość sięgała 1232 złotych – płatnych obligatoryjnie, bez względu na to, czy firma była „na plusie”, czy przynosiła straty. Propozycje premiera Morawieckiego zakładały, że da się tę kwotę zredukować do 520 złotych, na mocy ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu obniżenia składek na ubezpieczenia społeczne. Problem w tym, że zgodnie z kryteriami, jakie wpisało do projektu ustawy ministerstwo przedsiębiorczości i technologii, z ustawy skorzysta maksymalnie 173 tysięcy firm.

– To zaledwie około 10 proc. wszystkich prowadzących działalność gospodarczą – podkreślał Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP na łamach „Gazety Wyborczej”. – To pokazuje, że wielka obietnica premiera na konwencji to więcej szumu niż realnej pomocy – kwitował.

Diabeł tkwi w szczegółach: według zapisanych w projekcie kryteriów do mniejszego ZUS kwalifikują się firmy, których przychód nie przekracza 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia – aktualnie 5300 zł. Oznacza to, że beneficjentami będą niemal wyłącznie samozatrudnieni, dla których przychód zwykle oznacza dochód. Ale kto już zajmuje się handlem i zyje z marży, u tego przychód jest zazwyczaj znacznie wyższy, nawet jeżeli w kieszeni zostają grosze. Co więcej, nic nie będzie dane na zawsze – z niższych składek można korzystać tylko przez 36 miesięcy w ciągu kolejnych sześciu lat.


– Obietnice z konwencji należy więc traktować jak propagandowy show – tak podsumował sytuację prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych, Bohdan Wyżnikiewicz. – Ogół społeczeństwa zapamięta słowa premiera, że będzie pomagał drobnym firmom, ale niewielu już przeczyta ustawę, gdzie ta pomoc jest żadna – ucinał.
Trwa ładowanie komentarzy...