Nie ma chętnych do pracy w policji. "Coraz trudniej spotkać tam kogoś inteligentnego"

Chętnych do pracy w policji ubywa w szybki tempie. Więcej ludzi odchodzi, niż zgłasza się do służby. Jak wygląda rekrutacja do policji i ile można zarobić?
Chętnych do pracy w policji ubywa w szybki tempie. Więcej ludzi odchodzi, niż zgłasza się do służby. Jak wygląda rekrutacja do policji i ile można zarobić? Foto: Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta
Joachim Brudziński, który niedawno został ministrem spraw wewnętrznych, ma coraz twardszy orzech do zgryzienia. Chętnych do pracy w policji jest coraz mniej, liczba wakatów rośnie i nie pomagają nawet apele Partyka Vegi, zachęty dla bezrobotnych, a także patrzenie przez palce na ponowne podchodzenie do testów psychologicznych.

Policja jeszcze kilka lat temu wydawała się niezłym pracodawcą. Funkcjonariusze (z trudem) zdobywali społeczne zaufanie i szacunek. Wszystko runęło jednak jak domek z kart. Dziś do tej służby garnie się jedynie garstka chętnych lub zdesperowanych.

Przyczyn jest wiele, podstawowa to pieniądze. Kursant, czyli policjant na stażu, dostaje na rękę ok. 2 tysięcy złotych, początkujący – 2800 złotych. To pieniądze, które nie są konkurencyjne choćby w stosunku do tego, co można zarobić na kasie w supermarkecie. Praca również ciężka, ale nie trzeba narażać życia.

Na dodatek policjantom cofnięto część uprawnień emerytalnych. Obecnie muszą przepracować 25 lat zanim będą mogli przejść na emeryturę. Można się spierać o to, czy pozwalanie doświadczonym funkcjonariuszom na odchodzenie z firmy, zamiast przekazywania im np. szkolenia młodszych, jest sensowne. Ale policjanci – również przyszli – źle odebrali ten zamach na ich przywileje.

A to przekłada się na braki kadrowe. Policyjne związki zawodowe opublikowały informację, jaką wyciągnęły z Komendy Głównej. Wynika z nich, że obecnie brakuje w Polsce ponad 5300 policjantów. Tyle stanowisk nie jest obsadzonych. I nie byłby to największy problem, gdyby nie fakt, że z drugiej strony ze służby odchodzą doświadczeni policjanci. W ciągu ostatniego roku ponad 1600 z nich przeszło na emeryturę, na ich miejsce przyszło niewiele ponad 600 osób.


Dziura się powiększa
W 2017 roku do policyjnych kadr zgłosiło się 23 tysiące chętnych. W tym roku będzie ich o połowę mniej. Mniej więcej 2/3 – 3/4 z nich odpada podczas testów. Doświadczeni policjanci alarmują, że dramatycznie spada jakość kandydatów. Kuleje zarówno kultura fizyczna, jak i przygotowanie psychiczne. Policyjni związkowcy dodają, że testy psychologiczne są niemiarodajne i odpada na nich zbyt duża liczba ludzi.
To śmiała teza, ale testy bywają faktycznie dziwne. Wśród pytań pojawiają się takie, na które nie warto odpowiadać zgodnie z prawdą, bo nie dostanie się punktu. Czy miewasz koszmary? Czy bywa, że czymś się bardzo martwisz? Czy uważasz, że ludzie kłamią, jeśli jest to dla nich korzystne? Odpowiedź twierdząca na tego typu pytania obniża ocenę kandydata.

Policja broni się, jak tylko może
Szef polskiej policji, nadinspektor Jarosław Szymczyk, już na początku roku przyznał, że w Komendzie Głównej powstał sztab specjalistów, których zadaniem jest zapobieżenie zmniejszaniu się liczby kandydatów. Dodał, że sytuacja jest bardzo poważna.

– Chciałbym, aby zespół przygotował dla mnie rekomendacje, które by sprawiły (...) większą skuteczność w zakresie pozyskiwania wartościowych ludzi do służby w policyjnym mundurze – powiedział podczas konferencji w szczytnieńskiej szkole stróżów prawa.

Jak na razie efekty działania policji są raczej rozczarowujące. W spotach promujących pracę w policji występował Patryk Vega i gwiazdy jego filmowego cyklu Pitbull. Wizerunkowo był to trochę strzał w stopę, bo tłem do reklamówki była symulacja tłumienia zamieszek, czyli sytuacja dość nieprzyjemna.

Policjanci szukają kandydatów również wśród bezrobotnych. To nie żart – w Brzegu zarejestrowani bezrobotni musieli stawić się na procesie rekrutacyjnym do policji. Jaki był efekt tego działania, na razie nie wiadomo. Ale plakaty zachęcające do wstąpienia do służby wiszą w wielu urzędach pracy.
Ostatnio oliwy do ognia dolał poseł Krzysztof Brejza, pisząc na Twitterze, iż ma informacje o tym, że kandydaci, którzy oblali testy psychologiczne, są na nie ponownie zapraszani. Ten proceder jest jednak znany od dawna. Mówił o tym już kilka miesięcy temu Krzysztof Balcer, przewodniczący policyjnych związkowców z Łodzi. W rozmowie z Gazetą Wyborczą twierdził, że w Łodzi normalną praktyką jest przekonywanie tych, którzy zostali zdyskwalifikowani na egzaminach, aby próbowali zdać je po raz kolejny.

Zbrojne ramię rządu
To wszystko sprawia, że praca w policji przestaje być atrakcyjna. Do tego dochodzi jeszcze polityka.

– Nikt nie lubi, gdy się go nazywa milicjantem albo Kulsonem, prawda? Poza tym powiedzmy szczerze – nowe nabory to nie są ludzie, którzy marzyli o pracy w policji, ale poszli do firmy, bo nie mieli lepszego wyjścia. Spotkanie rozsądnego, inteligentnego człowieka w tej pracy jest coraz trudniejsze – mówi mi emerytowany już policjant z wieloletnim stażem.

Inni dodają, że głośne ostatnio sprawy powodują, iż policja bardzo szybko traci wiarygodność.

– Ludzie widzą w telewizji, że policjanci biją i że są bici. Nie znam nikogo, kto chciałby się utożsamiać z tymi policjantami z Wrocławia, którzy razili Stachowiaka paralizatorem. A najgorsze wrażenie zrobiło to, że i tak próbowano ich kryć. Niektórzy w policji mówili, że to sranie we własne gniazdo. I to jest dopiero patologia. Naprawdę są tacy, którzy tak myślą, i oni by ich kryli. Ale na szczęście chyba większość z nas widziałaby ich poza służbą, takich ludzi powinno się eliminować jak najszybciej – mówi mi jeden z warszawskich policjantów. Nie odszedł ze służby, do emerytury brakuje mu jeszcze kilkunastu miesięcy pracy.

Obrazu całości dopełnia fakt, że policjanci są coraz częściej wypychani na akcje przeciwko opozycji. Na Internetowym Forum Policjantów szerokich echem odbijają się na przykład sprawy zatrzymywania uczestników legalnych demonstracji czy choćby zakucie Władysława Frasyniuka w kajdanki. Większość policjantów nie zazdrości kolegom, którzy muszą brać udział w podobnych przedsięwzięciach. W nieoficjalnych rozmowach przyznają, że takie działania są nielegalne. Kiepsko oceniają też tzw. deubekizację policji, czyli choćby odbieranie świadczeń emerytalnych swoim starszym kolegom.

– Większość z nich nie tłukła studentów pałami, tylko zasuwała w prewencji, drogówce czy kryminalnym. I byli w tym dobrzy. Jaką ja mam gwarancję, że mi też ktoś nie obetnie emerytury, bo uzna, że Błaszczak z Zielińskim czy teraz Brudziński łamali prawo a my razem z nimi? – pyta retorycznie policyjny emeryt.
Trwa ładowanie komentarzy...