Umarł kodeks, niech żyje kodeks: zmiany w kodeksie pracy wejdą tylnymi drzwiami, etapowo. Zaczną się od czasu pracy

Minister pracy Elżbieta Rafalska, za nią wiceminister Stanisław Szwed.
Minister pracy Elżbieta Rafalska, za nią wiceminister Stanisław Szwed. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Po burzy, jaka zerwała się po tym, jak do mediów wyciekły szczegóły propozycji zmian w kodeksie pracy, mogło się wydawać, że na nowym kodeksie pracy możemy postawić kreskę. Minister pracy Elżbieta Rafalska nie chciała nawet rozpoczynać dyskusji nad nowymi przepisami. Okazuje się jednak, że przynajmniej części nowych przepisów rząd nie skreśla definitywnie. Zamiast nowego kodeksu może nas czekać seria nowelizacji starego.

Co do tego, że stare przepisy nie są dla rządu satysfakcjonujące, nie ma żadnych wątpliwości. – Ten obecnie obowiązujący kodeks jest z 1974 roku i był już wielokrotnie zmieniany – podkreśla w rozmowie z Portalem Samorządowym wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, Stanisław Szwed. Innymi słowy, zmiana jest nieunikniona.

A jednak projekt przygotowany przez komisję kodyfikacyjną, po tym, jak ujawniono część zawartych w nim zapisów, trafił do kosza. – W trakcie ostatecznych prac nad przygotowaniem projektu, który miał być przekazany do ministerstwa, pojawiły się duże kontrowersje – wspomina Szwed. – Tak naprawdę w przekazie medialnym. Niestety, niektórzy członkowie komisji nie wypełnili uzgodnień, jakie były ze stroną rządową: że do czasu przekazania projektu do ministerstwa takich informacji nie udzielamy – utyskuje.

Efekt? Upadł cały projekt. Ale nie całkiem. – Przyjęliśmy, że będziemy etapowo zmieniać kodeks, czyli zajmiemy się najtrudniejszymi kwestiami, choćby związanymi z rozdziałem szóstym: czas pracy. Nie chcemy tego dorobku komisji kodyfikacyjnej zaprzepaścić – kwituje.


Wiceminister nie ujawnił szczegółów, ale w projekcie komisji kodyfikacyjnej nie brakowało rewolucyjnych zmian – np. propozycji, by przymusowo wykorzystywać całość urlopu w danych roku kalendarzowym; stworzenia konta czasu pracy, pozwalającego elastycznie wypłacać pieniądze za nadgodziny; trzech niedziel pracujących w roku, jakie mogliby zaplanować sobie pracodawcy zatrudniający do 50 pracowników (6 niedziel w dużych firmach, choć za zgodą pracowników).

Nie będą to jednak zmiany, jak nierzadko bywało, wprowadzane z dnia na dzień. – Szacujemy, że jak przedstawimy rozdział szósty, „czas pracy”, to propozycja pójdzie do partnerów społecznych. Zobaczymy, jak ten proces będzie przebiegał – zapowiada Stanisław Szwed. – Zależy nam, żeby było porozumienie między partnerami społecznymi, a stroną rządową. Generalnie, nad dużą zmianą moglibyśmy zacząć pracę w następnej kadencji Sejmu – kwituje.
Trwa ładowanie komentarzy...