O jego latających pasach drogowych mówiła cała Polska. "Trzeba kochać miasto i nie politykować"

Burmistrz Jacek Wiśniowski. Było o nim głośno, gdy w swoim mieście wprowadził rozwiązanie podpatrzone za granicą - pasy dla pieszych 3D.
Burmistrz Jacek Wiśniowski. Było o nim głośno, gdy w swoim mieście wprowadził rozwiązanie podpatrzone za granicą - pasy dla pieszych 3D. Fot. Mat. prasowe
Jacek Wiśniowski to burmistrz Lidzbarka Warmińskiego. Do polityki (lokalnej) wszedł z biznesu i wciąż uważa się za politycznego autsajdera. I wizjonera, bo żeby pozwalać sobie na eksperymenty z budową fluoroscencyjnej ścieżki rowerowej czy pasami dla pieszych w trójwymiarze, trzeba mieć w sobie odrobinę wariata. Ale oba projekty, których niecodzienność przypadła Polakom zresztą do gustu, to dopiero początek: jak opowiada INN:Poland Wiśniowski, marzy mu się jeszcze miasto oparte na elektromobilności oraz powszechne zastosowanie grafenu.

Wystarczyło kilka pasów, żeby rozsławić Lidzbark na cały kraj. Słyszałem, że ma pan dzisiaj pełne ręce roboty.

Tak, rzeczywiście. W ten prosty sposób... [śmiech]. Nie tylko prosty, ale i tani – dodajmy. Czytam komentarze na temat tego, co zrobiliśmy, i one w większości są pozytywne. Jestem też przekonany, że możliwe jest mądre rozwinięcie tego pomysłu na większą skalę. Trójwymiarowe pasy nie kosztują zbyt dużo – a w miejscach, w których by się poprawiły, zwiększą bezpieczeństwo i będą korzystne dla przechodniów.

Naprawdę napatoczył się pan na ten film na Facebooku?

Owszem, najpierw znalazłem ten film z Islandii gdzieś w sieci, a potem na Facebooku. Do dziś mam wydrukowane z niego stopklatki na biurku – jak powiadają, wizualizacja daje efekty. W moim przypadku dała: zobaczyłem to i pomyślałem, że my też takie trójwymiarowe pasy musimy zrobić.

Wiadomo, nie mogliśmy na drodze publicznej, bo stosowne przepisy o znakach i sygnalizacji nie dają możliwości robienia takich eksperymentów na drodze publicznej. Ale ponieważ w tamtym roku oddaliśmy bulwar nad rzeką, który ma być najważniejszą atrakcją miasta, teraz go unowocześniamy, to pomyślałem, że tam będzie idealne miejsce, żeby spróbować. Znaleźliśmy wykonawcę, to lidzbarczanin, który wcześniej robił graffiti. On też pierwszy raz robił coś takiego. Mimo to, myślę, że osiągnęliśmy fajny efekt.


Mieszkańcy w szoku?

Są zaciekawieni, nawet bardzo. Ale nie ma czegoś takiego, jak strach przed wjazdem na te pasy, czy jakieś gwałtowne hamowania. Może nie jest to rozwiązanie do stosowania na jakichś ruchliwych trasach, ale na bocznych drogach, w okolicach przedszkoli czy szkół – jak najbardziej.

A drogi jest taki eksperyment? Może nie wszystkich stać?

A jak pan ocenia, ile to kosztowało?

Tak na zdrowy rozsądek, to bym powiedział: jakieś kilkaset złotych.
Dokładnie siedemset. W tym wszystko: wykonanie i zakup farb. Takich zwykłych, drogowych, tyle że w czterech kolorach, które tworzą ten efekt trójwymiaru.

Dwa lata temu powstała u was fluoroscencyjna ścieżka rowerowa. Pan chyba lubi takie eksperymenty?

Często inspiracją są jakieś wyjazdy, rozmowy z ludźmi czy przeglądanie internetu. Trafiam na coś i analizuję, jak można byłoby to przenieść do nas. Zadaję pytania – mieszkańcom, znajomym, współpracownikom. Słucham odpowiedzi, czytam komentarze na Facebooku. Przyglądam się uwarunkowaniom, jakie mam w mieście i zaczynam analizować możliwości finansowe. Czasami wymaga to jakichś dodatkowych decyzji czy legislacji.

Ma pan zatem świecącą ścieżkę rowerową i latające pasy. Co teraz?

Coś mniej medialnego, jak sądzę. Program „Lidzbark Warmiński bez wad postawy”: profilaktyczne ćwiczenia korekcyjne dla dzieci, które wprowadzamy we wszystkich placówkach w mieście. Uważam, że to też jest innowacyjne przedsięwzięcie i – z poparciem ministerstw sportu i turystyki, edukacji narodowej oraz zapewne zdrowia – chciałbym, żeby przyjęło się w całym kraju. Taki program przyczyni się do zwiększenia efektywności naszego rozwoju społecznego.

Rzeczywiście, to trudniej uchwycić na spektakularnej fotografii [śmiech].

Technologicznych nowinek też nie odpuszczę. Chciałbym wprowadzać w mieście elektromobilność, ale do tego potrzebna jest infrastruktura i zmiana mentalności. Chciałbym, żeby w przyszłości miasto było przyjazne środowisku – pod każdym względem związanym z jego funkcjonowaniem. No i mam jeszcze jeden pomysł...

Zamieniam się w słuch.

Bardzo chciałbym zainteresować się w przyszłości grafenem. Kilka lat temu było o tym materiale bardzo głośno i nagle wszystko ucichło, kompletnie nie wiem, dlaczego. A grafen mógłby się okazać przyszłością naszych społeczności. Polska ma problem z siłą roboczą, powinniśmy zacząć tworzyć technologie, które usprawnią nam życie i pracę.

Grafen rozpala wyobraźnię, wiadomo. Ale jak chciałby pan go wykorzystać w Lidzbarku?

Tworząc rozwiązania wykorzystujące właściwości grafenu, jak choćby przewodnictwo elektryczności i ciepła – oraz wprowadzając je do miejskiej infrastruktury, np. elektronicznej.
To chyba już będzie znacznie trudniejsze do realizacji niż trójwymiarowe pasy. Potrzebowałby pan jakiejś firmy, która potrafiłaby skomercjalizować ten wynalazek.

Dlatego to na razie marzenie. Poza tym często widzę, jak Polska traci rozmaite interesujące wynalazki, np. w Białymstoku badano możliwość produkcji paliw płynnych na bazie wodoru – byłyby one trzykrotnie tańsze od obecnie używanych, a jednak projekt został zarzucony. Powinniśmy taką innowacyjność wspierać na szczeblu krajowym. Proszę spojrzeć, co robi teraz Unia Europejska – już dziś promuje i wspiera innowacyjność, w kolejnej perspektywie finansowej wyłoży na to jeszcze więcej pieniędzy. A my w Polsce wciąż jeszcze zachowujemy się, jakby nasz biznes miał się sprowadzać do młotka i przecinaka.

Pan jest futurystą, panie burmistrzu.

Nie, z zawodu ekonomistą z uprawnieniami rzeczoznawcy samochodowego. I tak też staram się patrzeć na świat: zmieniać go, wykorzystując proste metody, jak takie trójwymiarowe pasy dla pieszych. Na pomysł takich pasów też wzruszano ramionami: „u nas to się nie uda”. To samo było ze ścieżką rowerową – udało się to zrobić, szkoda, że potem już nie wystarczyło pieniędzy na pociągnięcie jej dalej. Ale gdyby udało się namówić władze na to, by taką fluoroscencyjną farbą malować choćby przejścia dla pieszych w całej Polsce, to ceny takiej farby by spadły – i z kolei można by robić więcej takich ścieżek. I tak dalej...

Co by pan poradził innym lokalnym politykom, którzy chcieliby eksperymentować z innowacjami?

Każde miejsce ma swoją specyfikę i nie wszędzie da się przenosić konkretne rozwiązanie w skali jeden do jednego. Cóż, ja politykiem nie jestem, przyszedłem do ratusza z biznesu i to moja pierwsza kadencja. Ale uważam, że trzeba słuchać ludzi, kochać miasto i nie politykować. Te trzy rzeczy wystarczą każdemu, kto chciałby być dobrym gospodarzem.
Trwa ładowanie komentarzy...