Start-up na etacie. W tym programie innowatorzy mogą liczyć na naprawdę nietuzinkowe wsparcie

eduLAB to należący do Edge One Solutions akcelerator, który start-upom z sektora edTech oferuje wynagrodzenie w trakcie prac nad projektem oraz gwarantuje ich komercjalizację.
eduLAB to należący do Edge One Solutions akcelerator, który start-upom z sektora edTech oferuje wynagrodzenie w trakcie prac nad projektem oraz gwarantuje ich komercjalizację. Materiały prasowe
Najpierw byli pracownikami w korpo, potem sami rozkręcili własny biznes, a następnie wystartowali z projektem, który zamienia osoby z żyłką innowatora w rasowych przedsiębiorców. Założony przez nich akcelerator dla start-upów z sektora edTech odbiega od utartych schematów, kładąc nacisk na profesjonalne przygotowanie uczestników do funkcjonowania na rynku i skalowanie sprzedaży ich produktów.

– Model akceleracji sprowadza się na ogół do tego, że inwestuje się w start-up i daje mu się czas na rozwój modelu biznesowego i dopracowanie projektu, po czym sprawdza się, czy zespołowi udało się zrealizować założenia. Tymczasem, gdy od samego początku wzbogaca się to wsparcie mentoringiem na wysokim poziomie, okazuje się, że te inwestycje przynoszą o wiele lepsze rezultaty – mówi Łukasz Czernecki, prezes Edge One Solutions, firmy dostarczającej usługi IT, właściciela akceleratora eduLAB, oferującego najbardziej obiecującym start-upom wynagrodzenie w trakcie prac nad projektem i gwarantującego ich komercjalizację.

High-tech, Tech-Med, Cleantech... Gdzie nie spojrzeć, biznes przenika się z nowoczesnymi technologiami. Wasza działka to sektor edTech. Co ma on do zaoferowania światu?

To sektor odpowiadający na wyzwania świata nauki: uczelni, parków technologicznych, ośrodków badawczo-naukowych, samych naukowców i studentów. Zazwyczaj utożsamiany jest z rozwiązaniami typu e-learning, natomiast w rzeczywistości definicja edTech jest znacznie szersza i obejmuje także rozwiązania dotyczące zarządzania, monetyzacji zasobów czy takie, które dotyczą np. bezpośrednio studentów, związanych z rozwojem wiedzy i umiejętności, dostępem do zasobów uczelni.

Dlaczego wasz wybór padł na edTech?

Mamy doświadczenia współpracy z uczelniami, parkami, naukowcami, podchodzimy więc do tego sektora z dużą empatią. Widzimy ogromny potencjał ośrodków naukowych i placówek edukacyjnych - potencjał, który można wykorzystać również biznesowo. Dostrzegliśmy tu szansę dla młodych przedsiębiorców, którzy chcą odpowiedzieć na wyzwania stojące przed światem nauki, proponując rozwiązania na miarę aktualnych potrzeb tego sektora, tym samym wypełniając edtechową niszę na rynku polskim.


Pytanie, ile z nich przetrwa. Czy to wciąż aktualne, że 90 proc. start-upów pada?

Dziś stworzenie firmy, która odniesie sukces, jest coraz trudniejsze. Niemniej jednak warto zawsze próbować zmienić statystyki na lepsze. Znalezienie naprawdę dobrego pomysłu i rozwinięcie go do poziomu opłacalności i stabilności to wyzwanie. Pomysł to dopiero początek. Od niego do biznesu prowadzi czasami długa droga. Wiele zależy tutaj od kompetencji i determinacji zespołów Nie bez znaczenia i to dość dużego pozostaje możliwość skorzystania z networkingu, wiedzy i doświadczenia partnerów, a także obecność na rynku inwestorów, zainteresowanych udziałem w tworzeniu nowych, ciekawych produktów i usług.

Kto był spiritus movens tego projektu?

eduLAB jest akceleratorem, który w 100 proc. należy do Edge One Solutions. Jeszcze kilka lat temu zarówno ja, jak i moi wspólnicy byliśmy pracownikami korporacji i sami korzystaliśmy z usług IT. Doświadczenia z tej współpracy nie zawsze były najlepsze i sprawiły, że w naszych głowach pojawił się pomysł i chęć stworzenia firmy, z której usług sami chcielibyśmy skorzystać – świadczącej usługi najwyższej jakości, w pełni odpowiadające potrzebom i oczekiwaniom klienta.
Sami byliście więc poniekąd start-upem?

Tak. Po 3 latach działalności i przeobrażeniu się firmy z małego w średniej wielkości przedsiębiorstwo, zatrudniające ok. 200 osób, nadal chcemy działać, na tyle ile to możliwe przy tej wielkości firmy, w kulturze start-upowej. Inwestujemy w rozwój pracowników, wspieramy ich kreatywność i pomysły, nie ograniczamy ich korporacyjnymi procedurami.

Dlaczego ruszyliście z projektem akceleratora?

Złożyło się na to kilka czynników. Jesteśmy firmą outsourcingową, która pracuje nad rozwiązaniami swoich klientów, dostarczając im odpowiednie kompetencje IT, ale jednocześnie tworzymy własne produkty. Po 3 latach od rynkowego debiutu poczuliśmy potrzebę podzielenia się potencjałem, który stworzyliśmy dzięki doświadczonym i ambitnym ludziom, a wcześniej wspomniana współpraca ze środowiskiem akademickim i naukowym, pozwoliła nam na zidentyfikowanie obszaru, który wręcz domaga się innowacji. Tym samym postanowiliśmy doprowadzić do spotkania edukacji i technologii na rynku polskim, w bardzo dynamicznej i efektywnej formie.

Jakie były początki eduLAB?

Historia zaczęła się od ogłoszonego przez NCBiR konkursu e-Pionier dla podmiotów współpracujących z partnerem publicznym w sektorze edTech. Mając dobre relacje z uczelniami i sporo do zaoferowania w kwestii mentoringu technologicznego oraz biznesowego, wstrzeliliśmy się idealnie w kryteria tego programu. Mogliśmy pozwolić sobie na wkład własny, czyli pokrycie części budżetu akceleratora, a z drugiej strony zlewarowaliśmy je niemałymi środkami z unijnego programu.

A co z ryzykiem? Tego typu przedsięwzięć nie brakuje przecież pod szyldami wielu innych podmiotów?

Ryzyko jest zawsze, a konkurencja wszędzie. Żyjemy w czasach, w których trudno znaleźć obszar, którego nigdy nikt nie eksplorował. Innowacyjność jednak to nie tylko rewolucyjne, przełomowe odkrycia. To także podejście do biznesu, sposób patrzenia i rozwijania już istniejących rozwiązań, unowocześniania już utartych ścieżek. Nam pomogła znajomość rynku IT, duże doświadczenie w realizacji projektów dla różnych branż i na różnych stanowiskach.

Czym w takim razie różni się wasze podejście od innych?

Model akceleracji i dofinansowania start-upów w Polsce sprowadza się na ogół do tego, że inwestuje się w start-up i daje mu się czas, aby coś osiągnął, po czym sprawdza się, czy mu się to udało. Tymczasem, gdyby od początku podrasować ten proces mentoringiem na bardzo wysokim poziomie, mogłoby się okazać, że te inwestycje przynoszą o wiele lepsze rezultaty. Nie każdy start-up stanie się unicornem, ale przy odpowiedniej opiece może złapać wiatr w żagle.

Dlaczego start-upowiec powinien przyjść ze swoim pomysłem właśnie do was?

Oferujemy ogromne wsparcie zarówno mentorów technologicznych jak i mentorów uczących miękkich kompetencji, podstaw księgowości, tworzenia biznesplanu czy obmyślania strategii marketingowej. To nie jest tak, że dajemy pieniądze i czekamy, co z tego będzie, tylko codziennie aktywnie monitorujemy postępy pracy zespołów. Zależy nam na tym, aby przyszłe firmy bardzo szybko rosły i odnosiły korzyści biznesowe. Zwiększamy prawdopodobieństwo ich sukcesu, bo start-up, który przechodzi taką szkołę, jest znacznie lepiej przygotowany do etapu komercjalizacji.

Kim są wspomniani mentorzy?

Niektórzy z mentorów aktywnie działających w eduLAB są naszymi pracownikami. Nie wszyscy, bo nie chcemy udawać, że się na wszystkim znamy. Dlatego współpracujemy z mentorami na co dzień pracujących dla takich marek jak np. Orange czy firm konsultingowych, które specjalizują się w fundraisingu. Co ważne, nie teoretyzujemy, tylko przeprowadzamy praktyczne warsztaty.
Niedawno wystartowała 5 runda inwestycyjna waszego programu. Potrwa ona do 30 czerwca. Jest w ogóle jakaś recepta, by się zakwalifikować?

Start-upy zgłaszają się za pośrednictwem formularza na www.edulab.io, bądź uczestniczą w specjalnych hackathonach tzw. edCAMPach. Nie trzeba mieć gotowego rozwiązania, trzeba mieć dobry pomysł, który odpowiada na zapotrzebowanie świata nauki, a następnie obronić go przed Komitetem Inwestycyjnym. Ocenie podlega potencjał proponowanego rozwiązania, a jednym z ważniejszych dla nas kryteriów jest skalowalność biznesu. Akceleratorowi przyświeca idea rozwiązywania problemów edukacyjnych, ale interesuje nas również to, czy istnieje możliwość transferu pomysłu na inne sektory, tzw. dual-use.

Kogo przede wszystkim szukacie?

Nie ma start-upu bez lidera. Nawet najlepszy pomysł nie wyjdzie, jeśli nie będzie firmowała go osoba, która ma determinację i charyzmę, jest wytrzymała na stres, przyciąga uwagę słuchaczy i co najważniejsze podchodzi do tego, co robi, z ogromną pasją. I oczywiście wierzy z całych sił w swój pomysł. Sukces buduje bowiem długotrwała motywacja, a nie słomiany zapał.

Jak start-up powinien dziś komunikować się ze światem?

Zanim oficjalnie zaprezentuje się swój pomysł, trzeba wybadać, jak na niego reaguje nasze najbliższe otoczenie. Jeśli koncept wzbudza zainteresowanie wśród innych, oznacza to, że warto o niego walczyć. W dalszej kolejności należy doskonalić sztukę pitchingu. Trzeba bowiem wiedzieć, jak dobierać język do grupy docelowej, którą próbuje się przekonać. Inny będzie dla inwestora, a inny dla odbiorcy końcowego.
Jakie błędy popełniają niektóre aplikujące start-upy?

Czasami pomysł nie odpowiada na zapotrzebowanie sektora. Bardzo często się zdarza, że start-upy nie sprawdzają, czy na rynku istnieje rozwiązanie konkurencyjne. Wiele pomysłów odpada przy prostym searchu w Google. Nie zawsze oznacza to, że trzeba się poddać. To prawda, że coraz trudniej wymyślić coś oryginalnego, wyjątkowego, ale zawsze można coś poprawić i udoskonalić.

A na co mogą liczyć start-upy, które przeszły przez sito akceleratora?

Kiedy start-up zostanie zaakceptowany przez Komitet Inwestycyjny, otrzymuje dofinansowanie maksymalnie na 11 miesięcy. W tym czasie musimy doprowadzić do powstania produktu, pierwszej komercjalizacji i założenia spółki. Pierwsze 3 miesiące to tzw. akademia, czyli rozwój brakujących kompetencji i doskonalenie tych już posiadanych. Kolejne 8 miesięcy poświęcamy już wytworzeniu produktu. W tym czasie członkowie zespołu stają się pracownikami eduLABa, dostają wynagrodzenie, biuro oraz narzędzia do pracy.

To chyba nie jest standard w branży?

Czasy, gdy start-upowcy musieli kryć się po piwnicach i garażach, jedząc pizzę przez kilka tygodni, minęły. Żeby być kreatywnym, trzeba mieć zapewniony pewien komfort pracy. Przyznaję, że zatrudnianie start-upów jest tym, co wyróżnia nasz akcelerator. Działamy wg autorskiej, wyróżniającej się na ten moment na rynku metodologii.

Co dzieje się po upływie tych 11 miesięcy?

Jeśli start-up wypełni wszystkie zadania, przewidziane w całym procesie akceleracji, to automatycznie powstaje spółka, w której twórcy start-upu mają 80 proc udziałów, natomiast ich 20 proc. pozostaje w posiadaniu eduLAB.

Czyli czas już wtedy wypłynąć na szerokie wody i zacząć zarabiać na siebie?

Nie inaczej. Spółka staje się spółką prawa handlowego, która nie może pozyskiwać środków na zasadach partnerskich, tylko musi generować własne przychody. Jesteśmy jednak realistami i nie oczekujemy, że od pierwszego dnia młoda firma będzie przynosiła astronomiczne zyski. Natomiast akceleracja sprawia, że środki, jakimi dysponuje spółka są przeznaczane nie tyle na rozwój, ile na marketing i sprzedaż. Dzięki temu firma dużo szybciej może osiągnąć pozytywny wynik finansowy.
Gwarantujemy komercjalizację rozwiązania – zapewniacie na stronie akceleratora. Czy w ogóle w tak chwiejnym biznesie jak start-upowy możemy mówić o jakichkolwiek gwarancjach?

Konkurs e-Pionier jest prowadzony zgodnie z procedurą zamówień przedkomercyjnych. Podejmowana razem z uczelnią czy parkiem technologicznym decyzja inwestycyjna stanowi gwarancję, że rozwiązanie odpowiadające na potrzeby sektora publicznego zostanie przez niego wdrożone z chwilą zakończenia akceleracji. Nam jako przedsiębiorcy zależy jednak na tym, by spółka, która powstała, zaczęła funkcjonować jak każde normalne przedsiębiorstwo.

Który z dotychczas nadesłanych pomysłów zrobił na was największe wrażenie i dlaczego?

eduLAB zaczął swoją operacyjną działalność w maju 2017 roku. Przez ręce Komitetu Inwestycyjnego przeszło ok. 400 start-upów. Dotąd podjęliśmy decyzję o zainwestowaniu w 3 z nich, przy czym trzeba dodać, że nie mówimy tu o start-upach, które już istnieją, tylko o start-upach na etapie konceptu tzw. pre-seed. Pierwszy, z którym podpisaliśmy umowę, został wyłoniony w pierwszej rundzie. Mowa o Universality.

Czym się zajmuje ten start-up?

Tworzy platformę dla nauczycieli akademickich informatyki, aby mogli udostępniać zadania programistyczne swoim studentom. Pozwala to na w miarę obiektywną weryfikację progresu nauki przez całe studia. Rozwiązanie jest już wdrożone w ramach trialu na kilku uczelniach w Polsce. Powstał też cały koncept biznesowy, czyli dual-use. Korporacje również mogą definiować swoje zadania i udostępniać je wykładowcom, żeby ci zlecali je studentom. Młodym ludziom pomaga to lepiej odnaleźć się na rynku po studiach, a korporacjom zmniejszyć koszty rekrutacji i szkoleń.

A drugi wsparty przez was projekt?

Jobllergo, wyłoniony w drugiej rundzie inwestycyjnej. To z kolei platforma idealna pod dzisiejszy rynek pracownika. Dzięki niej rekruterzy mogą między sobą tworzyć wspólne projekty rekrutacyjne i dzielić się swoimi zweryfikowanymi kandydatami na zasadzie systemu transakcji, czyli odzyskiwania części kosztów rekrutacji. Z jednej strony platforma zaspokaja potrzeby sektora edukacji, który szuka kreatywnego sposobu, jak dobrać pierwszą pracę dla swoich studentów. Z drugiej, tworząc duży ekosystem rekruterów, przynosi korzyści pracodawcom. Komercjalizacja platformy rusza w grudniu, a jej testy trialowe startują we wrześniu.
Czym ujął was ostatni zwycięzca?

edTraining, dla którego w czasie akceleracji stwierdziliśmy, że lepszą nazwą będzie Hexiso, wymyślili specjaliści od cybersecurity. Projektują oni system, który będzie pozwalał budować wirtualne laboratoria do symulacji cyberzagrożeń. Wiele uczelni zgłosiło, że chce otworzyć kierunek cybersecurity, więc projekt spełnia kryterium edukacyjne. Hexiso ma też potencjał biznesowy, bo korporacje mogłyby dzięki temu systemowi testować wirtualną infrastrukturę na prawdziwych secenariuszach cyberataków. Po drodze pojawiły się też inne pomysły na komercjalizację. W tej chwili rośnie sektor ubezpieczeń cybersecurity, ale problematyczne okazuje się wycenienie takich usług. Chcemy stworzyć narzędzie, dzięki któremu będzie można ocenić świadomość zagrożenia cyberatakami, gotowość firmy na ich odparcie i na tej podstawie wyceniać ubezpieczenia.

W jaki sposób dajecie światu znać o ofercie prowadzonego przez siebie akceleratora?

Social media: Facebook, LinkedIn. Oczywiście www. Mamy też kanał Start Your Business Up na YouTube, gdzie nasi mentorzy podpowiadają, jak wystartować z biznesem. Dużo energii wkładamy w wystąpienia na eventach. Czasem są to wydarzenia na uczelniach, czasami spotkania samorządów studenckich, a kiedy indziej ogromne konferencje czy eventy zaprzyjaźnionych partnerów. Mamy technologiczne partnerstwo z Microsoft – uczestniczymy w wydarzeniach przez nich organizowanych. Dodatkowo nasza działalność cieszy się zainteresowaniem mediów, które chętnie dzielą się informacjami o nas ze swoimi czytelnikami, widzami, słuchaczami. Wiele z nich objęło eduLAB patronatem. Wokół naszego akceleratora prowadzimy więc bardzo szeroką działalność marketingową.

Na koniec słówko o planach na przyszłość

Naszą ambicją jest stworzenie najlepszego akceleratora IT w Polsce. Zaczęliśmy od edTech, a jeśli akcelerator będzie funkcjonował zgodnie z naszymi założeniami, zamierzamy rozszerzyć jego zakres działania. Traktujemy ten projekt jako perspektywiczną inwestycję i chcemy, by po zakończeniu programu UE dalej funkcjonował.

Artykuł powstał we współpracy z eduLAB

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.