Całej armii pracowników płacą za to, że nic nie robią. Boją się ich wyrzucić

Rządy krajów Zatoki Perskiej utrzymują na publicznych posadach miliony świetnie opłacanych osób
Rządy krajów Zatoki Perskiej utrzymują na publicznych posadach miliony świetnie opłacanych osób pexels.com
Na taki problem mogły natrafić tylko państwa z regionu Zatoki Perskiej. Rządy utrzymują tam na publicznych posadach miliony świetnie opłacanych osób. Problem w tym, że państwa regionu chcą ciąć wydatki budżetowe, a pracownicy...ani myślą odchodzić.

Z nadmiernymi wydatkami budżetowymi zmaga się dzisiaj wiele państw z Zatoki Perskiej. W takim Katarze wynagrodzenia sektora publicznego pochłaniają aż połowę budżetu – pisze Bloomberg.

Tamtejsze monarchie mają jednak jeden poważy problem – utarło się, że są pierwszym pracodawcą dla swoich obywateli. Niepisana zasada gwarantowała Saudyjczykom czy Katarczykom pracę niezależnie od tego, co działoby się w kraju. Teraz te porozumienie zaczyna się jednak kruszyć.

Kraje Zatoki wiedzą, że ropa nie będzie lała się szerokim strumieniem w nieskończoność, dlatego próbują ograniczyć wydatki budżetowe. Najgorsza sytuacja jest w Arabii Saudyjskiej, gdzie 70 proc. obywateli ma poniżej 30 lat. Państwo rozpieściło ich dobrze płatnymi posadami, dłuższym urlopem i z całym pakietem benefitów. Przejście do sektora prywatnego wiąże się zazwyczaj z pogorszeniem warunków pracy.

Praca, w której nic nie trzeba robić
Rozpieszczanie obywateli ma jednak dla struktura państwowych opłakane skutki. W Kuwejcie Ministerstwo Finansów zatrudniało w 1987 roku 700 pracowników, a dzisiaj już 3,5 tys. Jednocześnie ilość pracy miała się nie zwiększyć „nawet o 10 proc.”.


Cała sytuacja prowadzi więc do niezłych absurdów. Zatrudnienie jest zbyt duże, więc pracownikom wymyślane są absurdalne zadania – muszą np. codziennie ręcznie czyścić czytnik biometryczny.

Bloomberg przytacza historię jednej z pracownic ministerstwa w Arabii Saudyjskiej, która prosiła, by nie podpisywać jej imieniem i nazwiskiem. Kobieta opowiadała, że jej szef pracował przez trzy dni w tygodniu. Kiedy minister odwiedził jej wydział, pojawiło się w nim natomiast kilka osób, których nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Dopiero po czasie odkryła, że widnieją na liście płac.
Trwa ładowanie komentarzy...