Wielomilionowy przekręt w energetycznym gigancie. CBA zatrzymała byłych menedżerów

Biuro obsługi klienta koncernu Enea. W wyniku przejęcia linii energetycznej na polsko-białoruskiej granicy firma miała ponieść szkodę rzędu ponad 15 mln zł.
Biuro obsługi klienta koncernu Enea. W wyniku przejęcia linii energetycznej na polsko-białoruskiej granicy firma miała ponieść szkodę rzędu ponad 15 mln zł. Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta
Enea - straty. 15,25 mln złotych – właśnie takie straty miał ponieść koncern Enea wskutek umowy podpisanej w 2011 roku przez polski koncern. Na mocy kontraktu Enea przejęła spółkę posiadającą około 30-kilometrową linię energetyczną między Wólką Dobryńska w Polsce, a Brześciem na Białorusi. Kłopot w tym, że kablami nigdy nie popłynął prąd, a pieniądze bezpowrotnie przepadły.

O zatrzymaniu Maksymiliana G. oraz Krzysztofa Z. – byłych członków zarządu energetycznego koncernu – donosi „Gazeta Polska Codziennie”. Z informacji, jakie opublikował dziennik, wynika, że podpisy tych menedżerów widnieją na podpisanej w 2011 r. umowie zakupu 61 proc. udziałów w firmie Annaconed Enterprises, do której należała linia energetyczna.

Koncern wysupłał na transakcję ponad 15 mln złotych, które trafiły na rachunki cypryjskiej spółki Zelino Ltd. Tyle że zakupiona wraz z rzekomym przejęciem kontroli nad spółką infrastruktura – prezentowana wcześniej jako majątek zwiększający bezpieczeństwo energetyczne Polski – nie była już potem używana, przynajmniej zgodnie ze swoim rzekomym potencjałem. Okazuje się, że mimo przejęcia udziałów Enea nie mogła prowadzić żadnych inwestycji związanych z nabytą spółką, gdyż ta została wcześniej wydzierżawiona – właśnie cypryjskiej Zelino.

Podejrzana transakcja w Enea
Sama infrastruktura okazała się zaś bezużyteczna. – Z raportu PBO Polish Business Offers wynikało, że Wólka Dobryńska-Brześć jest linią o mocy niewystarczającej do tranzytu energii elektrycznej w ilości większej niż 150 MW – podkreślają autorzy tekstu w dzienniku. – Nie była też traktowana jako linia przesyłowa, ale dystrybucyjna. Jej zakup nie był więc konieczny do obrotu energią elektryczną pochodzącą z Białorusi – kwitują.


– Transakcja od początku budziła wiele wątpliwości – pisze „GPC”. Najwyraźniej wątpliwości z czasem przerodziły się w pewność, skoro poznańscy śledczy ostatecznie zlecili Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu zatrzymanie menedżerów.
Trwa ładowanie komentarzy...