Tajemniczy wyrok sądu pozwolił uniknąć odsiadki twórcy Amber Gold. Ujawniono nowe fakty

Być może Amber Gold nigdy by nie powstała, gdyby nie wyrok sądu w Starogardzie Gdańskim, na mocy którego Marcin P. uniknął więzienia.
Być może Amber Gold nigdy by nie powstała, gdyby nie wyrok sądu w Starogardzie Gdańskim, na mocy którego Marcin P. uniknął więzienia. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Dziennikarskie śledztwo dziennika „Rzeczpospolita” rzuca nowe światło na temat kariery Marcina P., twórcy firmy Amber Gold. Jak się okazuje, ten kilkakrotnie wcześniej skazany mężczyzna, w 2010 roku powinien był trafić do więzienia. Tymczasem wyrok sądu w Starogardzie Gdańskim uratował mu skórę: P. pozostał na wolności i już kilka miesięcy później zakładał firmę, z której wypączkowała Amber Gold – piramida finansowa, której ofiarą padło 19 tys. klientów oszukanych na w sumie 851 mln zł.

Przez kilka pierwszych lat poprzedniej dekady Marcin P. był stosunkowo drobnym naciągaczem, żerującym przede wszystkim na multikasach i umowach kredytowych. Nazbierał dziewięć wyroków, cztery się zatarły. W 2007 r. wydawało się, że klamka zapadła: sąd rejonowy w Starogardzie Gdańskim skazał go na dwa lata więzienia (w zawieszeniu – na cztery), grzywnę, zobowiązał do oddania poszkodowanym bankom 30 tysięcy złotych. Podsądny pieniędzy nie zwrócił, więc we wrześniu 2008 r. sąd zarządził wykonanie kary – streszcza karierę Marcina P. „Rzeczpospolita”.

Kilka tygodni później spłonął dom jednorodzinny należący do teściowej Marcina P. – dom, w którym mieszkała ona, Marcin P. i jego żona. Dzięki temu P. trafił do więzienia kilka miesięcy później i spędził w nim zaledwie cztery miesiące – obrońca skutecznie argumentował przed sądami, że podsądnemu należy się przerwa, gdyż sytuacja życiowa i materialna rodziny jest, wskutek pożaru, trudna. – Żona skazanego i jego teściowa nie są w stanie sprostać finansowo – przekonywał mecenas.

Zapadały kolejne decyzje o przerwie w odbywaniu kary, podejmowane przez sąd na podstawie nieprawdziwych (i niesprawdzonych) opinii kuratora. Trwało to do końcówki maja 2010 r., gdy jednocześnie, tego samego dnia, zapadły dwa wyroki: sąd w Słupsku wezwał Marcina P. do stawienia się w więzieniu celem odbycia kary do końca, a jednocześnie sąd w Starogardzie Gdańskim... darował mu resztę kary.


Jakim cudem? Sędzia, który podpisał się pod nowym wyrokiem odwołuje się do art. 24 par. 1 kk, mówiącego o „nowych okolicznościach w sprawie”. Jak twierdzi „Rzeczpospolita”, już samo uzasadnienie wyroku jest dosyć bełkotliwe: sędzia najpierw sugeruje, że Marcin P. nie naprawił szkody, później, że je naprawił, odwołuje się do „niezgodnego z prawdą wywiadu kuratora”, w końcu twierdzi, że „są podstawy do zmiany postanowienia” – czyli wspomnianego wyżej wyroku więzienia.

Decyzja niezgodna z prawem
Problem w tym, że autor wyroku nie pisze, jakie to podstawy. Na dodatek art. 24 par. 1 kk odnosi się do „nowych okoliczności”, czyli ujawnienia nowych faktów dotyczących popełnienia zarzucanego czynu (innymi słowy, nowe okoliczności byłyby wtedy, gdyby okazało się, że Marcin P. jednak nie oszukiwał kilka lat wcześniej), natomiast nie mają żadnego zastosowania w przypadku zachowania Marcina P. już po popełnieniu zarzucanych czynów. – To decyzja niezgodna z prawem, orzezcnictwem, kuriozalna – ucinał jeden z rozmówców „Rzeczpospolitej”.

I tajemnicza, gdyż dziennikarzom nie udało się dotrzeć do sędziego, który w 2010 r. zwolnił Marcina P. od odpowiedzialności za wcześniej popełnione czyny. Co więcej, w okresie „przerw w odbywaniu kary” po pożarze domu Marcin P. założył firmę Grupa Inwestycyjna Ex – po pół roku działalności zmieniła ona nazwę na Amber Gold. Dzięki „nowym okolicznościom” Amber Gold mogła zacząć rozwijać skrzydła.
Trwa ładowanie komentarzy...