Dziesięć najbardziej poszukiwanych profesji w Polsce. Informatycy na końcu rankingu

Absolwenci szkół wyższych wypadają dziś blado przy robotnikach wykwalifikowanych.
Absolwenci szkół wyższych wypadają dziś blado przy robotnikach wykwalifikowanych. Fot. Łukasz Kolewiński / Agencja Gazeta
Opublikowany we wtorek raport ManpowerGroup nie pozostawia wątpliwości: dziś w Polsce to nie informatycy czy specjaliści od nowych technologii są prawdziwą rzadkością. Najbardziej „w cenie” są wykwalifikowani rzemieślnicy – zarówno tacy, których porzebuje przemysł, jak i ci potrzebni w niewielkich firmach.

Ranking najbardziej poszukiwanych zawodów ManpowerGroup otwierają robotnicy fizyczni o wysokich kwalifikacjach. Na tej pozycji znalazło się jednocześnie kilka określonych profesji – spawacze, elektrycy, mechanicy, hydraulicy, murarze. Drugie miejsce zajęli kierowcy, a trzecie operatorzy maszyn i produkcji. Jak widać, gospodarka dosłownie potrzebuje „rąk do pracy”.

W porównaniu do poprzednich raportów osłabła pozycja inżynierów, którzy spadli na czwartą pozycję. Co ciekawe, za nimi uplasowali się pracownicy gastronomii i hotelarstwa, co oznacza, że Polacy zaczynają stopniowo omijać te prace, które mają renomę słabo płatnych, za to stresujących. Szóste miejsce zajmują przedstawiciele handlowi (ich niska pozycja jest o tyle zaskakująca, że zdaniem ekspertów rynku pracy, gdyby mierzyć ogłoszeniami o pracę, to oni są najbardziej poszukiwaną grupą zawodową w Polsce).

Kolejne cztery „lokaty” to technicy, księgowi, spadający w rankingu informatycy (tu zaskoczenie: to kolejna grupa specjalistów, której – wydawałoby się jeszcze niedawno – gorączkowo poszukują pracodawcy) czy wreszcie... pracownicy biurowi.

Oczekiwania finansowe kandydatów
Towarzyszące raportowi wnioski potwierdzają wiele dotychczasowych opinii o sytuacji na rynku pracy. Firmy blokuje brak odpowiednich specjalistów. Ponad połowa ma kłopot ze znalezieniem pracowników, a nawet jeżeli są chętni, to często nie posiadają odpowiednich kwalifikacji. W niemal co piątej firmie sygnalizuje się też, że oczekiwania finansowe kandydatów są zbyt wysokie.


Z drugiej strony, taka jest sytuacja na rynku: absolwenci szkół technicznych „startują” na rynku pracy z wynagrodzeniami niemal tysiąc złotych wyższymi niż absolwent studiów humanistycznych. – Parę lat temu było nie do pomyślenia, żeby po technikum zarabiać więcej niż po studiach – komentował na stronach wyborcza.pl Sebastian Prokop z agencji pracy Jobland. Co również przekłada się na ich prestiż społecznych i zawodowy. Znak czasów.
Trwa ładowanie komentarzy...