Wicepremier Jacek Siemoniak chwalił nasz kraj pod względem atrakcyjności dla inwestorów.
Wicepremier Jacek Siemoniak chwalił nasz kraj pod względem atrakcyjności dla inwestorów. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Wtorkowy szczyt państw Europy Środkowo-Wschodniej i Chin w Belgradzie służyć miał zacieśnianiu współpracy obu regionów. Polski wicepremier Tomasz Siemoniak postanowił wykorzystać tę okazję do pochwalenia polskiej gospodarki. – Polska jest jednym z najlepszych miejsc do inwestowania – przekonywał podczas wystąpienia. Niestety, nadal inwestorów przyciągamy głównie tanimi robotnikami, a nie wykwalifikowaną kadrą czy technologiami.

REKLAMA
Wysoko w rankingach...
Od 20 lat polska gospodarka stale rośnie. Według danych EUROSTAT-u z 2013 roku, Polska była jednym z najszybciej rozwijających się państw Unii Europejskiej. Jako jedyny kraj UE uniknęliśmy też recesji w 2009 roku. Ministerstwo Gospodarki przewiduje, że tegoroczny wzrost PKB wyniesie 3,4 proc.. Wzrost ma utrzymać się na podobnym poziomie w przyszłym roku.
Z kolei według raportu „Financial Times” zajmujemy szóste miejsce w Europie, a drugie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pod względem atrakcyjnych warunków do inwestowania. Ranking Bloomberg 2013 ustawił nas w tym samym regionie na miejscu pierwszym. Bank Światowy w swoim „Doing Business 2013” uznał Polskę za lidera zmian w UE w zakresie poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Wszystko to brzmi pięknie, więc dlaczego Polska nie jest krajem innowacjami i wzrostem płynącym?
...i co z tego?
Jak wskazuje Krzysztof Szubert, ekspert BCC i minister ds. cyfryzacji w Gospodarczym Gabinecie Cieni BCC, problem polega na byciu "drugim Bangladeszem". – Polska jest niestety traktowana przez zagranicznych inwestorów jako obszar taniej produkcji, a nie innowacji. Tu nie wymyśla się nowych rozwiązań i nie inwestuje w firmy, które mogłyby wyjść ze swoimi produktami na globalny rynek. Specjalistów częściej się wyławia i wyciąga za granicę – komentuje Szubert.
Dodaje też, że Polska nie rozliczyła wielu innowacyjnych, wewnętrznych projektów, na które otrzymaliśmy fundusze z UE. Inne, jak na przykład cyfrowe projekty administracyjne, zakończyły się ostatnio porażkami. – Nad innowacjami musimy też popracować sami – mówi.
Podobnie do sprawy podchodzi Dariusz Żuk, prezes Polski Przedsiębiorczej. Zaznacza on, że budowanie fabryk i oddziałów dużych zagranicznych spółek było w Polsce dobre na wczesnym etapie rozwoju kraju, bo dawało miejsca pracy.
Dariusz Żuk

Zagraniczni inwestorzy otrzymują ulgi podatkowe decydując się na wejście do naszego kraju. Do tego korzystają z naszej taniej, ale wykształconej za wysokie pieniądze, kadry pracowniczej. Jednak niedługo takie firmy zaczną uciekać do tańszych krajów.

W perspektywie dziesięciu lat możemy zostać pozbawieni wzrostu gospodarczego.
– Powinniśmy wspierać też polskie, rozwijające się firmy – mówi Żuk. To one mogą być podporą innowacyjnej gospodarki. Żuk przytacza też przykład brytyjskiego rządu, który kontroluje, by zagraniczni inwestorzy nie tylko lokowali się w kraju i otrzymywali ulgi, ale by dotowali także projekty B+R.
Postawmy na innowacje
Podobne wskazówki dla gospodarki ma zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju Leszek Grabarczyk. Jak wyjaśnia, musimy przyciągać do Polski inwestycje, które "pozwolą w większym stopniu wykorzystać potencjał sektora nauki: wysoko wykwalifikowaną kadrę i znakomitą infrastrukturę B+R."
Leszek Grabarczyk, NCBR

Inwestycje te powinny wiązać się nie tylko z wdrażaniem na naszym rynku dostępnych już technologii, ale przede wszystkim dawać możliwość rozwijania nowych technologii, które przełożą się na wzrost innowacyjności naszej gospodarki.

Nasz rozmówca z NCBR zaznacza przy tym, że w perspektywie jest szansa na zwiększanie udziału innowacyjnych inwestycji w polskiej gospodarce. – Fakt, że firmy, będące światowymi liderami innowacji, decydują się uruchamiać centra B+R lub prowadzić prace badawczo-rozwojowe właśnie w Polsce, pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Jeśli sprawdzą się prognozy ekspertów z "Oxford Economics" z marca 2014, Polska ma szansę awansować w rankingu największych producentów „high-tech” w 2030 r. na 11. miejsce, wyprzedzając Wielką Brytanię i Francję – dodaje dyrektor Grabarczyk.