
Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej nawołuje do zmian w finansowaniu uczelni. Ekonomiści uważają, że ewentualne spełnienie żądań nie będzie miało bezpośredniego wpływu na gospodarkę, ale widzą też pewne korzyści ekonomiczne.
Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej chce przede wszystkim: więcej stałego finansowania niż grantów, uniezależnienia finansowania od liczby studentów, likwidacji opłat za drugi kierunek studiów, zwiększenia nakładów na naukę i badania, a także wprowadzenia filozofii do programów nauczania od gimnazjum po uczelnie wyższe i zachowania na uniwersytetach równowagi między wszystkimi dziedzinami wiedzy.
Za winowajcę obecnej sytuacji naukowcy uważają zmiany w szkolnictwie wyższym. Większe wsparcie dla uczelni technicznych, system grantów, premiowanie publikacji w prestiżowych czasopismach należących do tzw. listy JCR, a także zaproponowane w nowelizacji ustawy tzw. uwłaszczenie pracowników naukowych do wyników ich badań - to, zdaniem protestujących, pogarsza kondycję nauki. Z tym nie zgadzają się ekonomiści.
Te próby zmian mają na celu zwiększenie ilości prowadzonych badań naukowych, które są dla państwa korzystne z ekonomicznego punktu widzenia. Chodzi o to, żeby prace badawcze były możliwie zbliżone do oczekiwań rynku pracy, co w oczywisty sposób jest korzystne dla studentów i państwa.
Kością niezgody jest też to, jak rozdzielać pieniądze na naukę. Zdaniem ekspertów od gospodarki finansowanie najlepiej byłoby pomieszać dotacje z grantami. – Finansowanie stałe jest niezbędne do niezakłóconej kontynuacji badań niekomercyjnych. Musi mu jednak towarzyszyć element jakości w postaci grantów – mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.
Tam gdzie najważniejsze są wartości intelektualne, czyli mniej mierzalne, finansowanie stałe powinno być podstawą. Ale i w tym przypadku na pewno nie powinno być stuprocentowe.
Ale są też miejsca, gdzie obie strony zgadzają się ze sobą. Na przykład tam, gdzie mowa o innym sposobie oceniania i finansowania nauk humanistycznych i ścisłych. – Nie można zaprzeczyć, że rachunek ekonomiczny nie jest jedynym, poprzez pryzmat którego należy rozpatrywać decyzje dotyczące szkolnictwa i być może słuszne byłoby stworzenie odrębnych zasad finansowania dla tych kierunków studiów, które nie cieszą się dużą popularnością, a są z różnych powodów ważne, m.in. wspomniana w postulatach komitetu filozofia – zastanawia się Kamil Cisowski.
Podobnie ma się sprawa z uzależnieniem wysokości dotacji dla uczelni z liczbą studentów. Goniąc za studentem, a dokładniej mówiąc za dotacją na niego, uczelnie coraz to bardziej obniżają wymagania.
Olbrzymie uzależnienie finansowania jednostek naukowych od liczby studentów i idący za tym spadek jakości kształcenia, nie są spowodowane wprowadzanymi zmianami prawnymi, ale niewystarczającymi nakładami na naukę w budżecie państwa.