
Start-upowiec to osoba, która bez przerwy siedzi w pracy, ale jednocześnie jeździ tylko z konferencji na konferencję, gra w piłkarzyki i zarabia miliony, chociaż jego pensja jest przy tym niższa od płacy minimalnej. Przynajmniej tak byłoby, gdyby uwierzyć we wszystko, co o start-upach się mówi.
REKLAMA
1. Założyciele start-upów żyją tylko z imprezy na imprezę
– Wiele osób myśli, że założyciele start-upów jeżdżą tylko z konferencji na konferencję i są bardzo popularni – mówi Borys Musielak, prezes Filmastera i członek rady Fundacji Startup Poland. I choć w biurach wielu start-upów znaleźć można stół do gry w piłkarzyki, to jest to praca ciężka jak każda inna.
– Okazuje się, że nikt cię nie rozumie. Masz wahania nastrojów. Wszyscy zastanawiają się, dlaczego rzuciłeś dobrze płatną pracę w korporacji na rzecz ciężkiej rzeczywistości własnego biznesu – dodaje Musielak. Jeśli myślisz, że zakładając własną firmę, będziesz mógł odpowiednio zbalansować życie prywatne i pracę, to mocno się mylisz. Prowadzenie własnego biznesu pochłania i sprawia, że myślisz o pracy prawie bez przerwy.
2. Jeśli start-up wyceniany jest na miliony, to jego pracownicy są bogaczami
– Ludzie nie rozumieją, czym jest wycena – mówi Musielak i wspomina moment, gdy kraj obiegła informacja o tym, że jego Filmaster został wyceniony na blisko 2,5 miliona złotych. – To wcale nie tak dużo jeśli chodzi o firmę, a wielu moich znajomych i część rodziny myślała, że jestem milionerem. Tymczasem ja co miesiąc wypłacałem sobie pensję niższą od średniej krajowej – mówi. Zaznacza też, że duże kwoty pojawiają się tylko w przypadku sprzedaży firmy, a to nie zdarza się bardzo często.
3. Wystarczy tylko dobry pomysł
Niestety, ale sam pomysł to nie wszystko. 90 proc. start-upów upada. Nie chodzi też o świeży i innowacyjny pomysł, którego do tej pory nie było na rynku. Jeśli nie ma konkurencji, to znaczy, że rynku może w ogóle nie być. Przed Google istniało 11 innych wyszukiwarek internetowych. Pierwszy inwestor Airbnb z kolei powiedział, że to głupi pomysł, ale spodobali mu się założyciele firmy.
4. Samo pozyskanie inwestora, to gwarancja sukcesu
Niektórzy uznają, że samo pozyskanie inwestora to już ogromny sukces start-upu i teraz może być już tylko dobrze. To nie do końca prawda.
Wielu osobom wydaje się, że gdy tylko start-up zdobędzie finansowanie, to można uznać, że odniósł sukces. To zdecydowanie nieprawda. Zdobycie pieniędzy to tylko środki do celu. Pozwalają start-upowi zbudować firmę. I tyle.
Borys Musielak przyznaje, że samo zdobycie inwestorów nie jest gwarancją sukcesu. – Jednak jest to pewnego rodzaju sukces. Ktoś uwierzył w moją wizję – mówi i zaznacza, że bardzo mało jest przykładów start-upów, które radziły sobie bez pozyskania inwestycji na początku swojej działalności. – Było tak na pewno w przypadku serwisu Fakturownia.pl, który zarabiał na siebie od samego początku – wspomina nasz rozmówca.
5. Nie możesz zarabiać od samego początku
Wiele osób twierdzi, że start-up nie powinien skupiać się na zyskach od samego początku powstania firmy i skupić się bardziej nad pracą nad produktem i rozbudową firmy. Dopiero gdy produkt będzie odpowiednio dopracowany i doszlifowany, a firma znana, powinno się wejść na rynek. To błędne myślenie. Zarabianie od samego początku ma dwa plusy. Po pierwsze: pieniądze, to chyba oczywiste. Po drugie, nie ma lepszej ewaluacji jakiegoś pomysłu niż kazać komuś za niego zapłacić.
