
Sporo kontrowersji wzbudza obecnie wsparcie dla prosumentów – czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii w małych instalacjach, np. z paneli fotowoltaicznych czy wiatraków. Ustawa przewiduje, że będą mieli oni gwarantowaną stałą cenę skupu, wyższą niż rynkowa, przez 15 lat.
Do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii w gospodarce zmuszają nas zobowiązania wobec Unii Europejskiej. To jeden z priorytetów wspólnoty w polityce energetyczno-klimatycznej. Celem dla Polski jest 15 proc. udziału OZE w ogólnym bilansie. Niestety na razie, chociaż cały czas tanieje, to zielona energia jest droższa od tradycyjnej, dlatego biznes ten wymaga dotacji. By osiągnąć cel i wyklarować zasady wsparcia finansowego, przygotowano wspomnianą wcześniej ustawę. Wprowadza ona m.in. aukcje OZE i system taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji.
Poprawkę wprowadzającą wsparcie wprowadził Sejm wbrew zaleceniom rządu, który sceptycznie podchodził do zapisów prosumenckich. Tuż przed głosowaniem Andrzej Czerwiński z PO, szef komisji nadzwyczajnej ds. energetyki i surowców energetycznych, próbował przekonywać, że zapis wprawdzie może pomóc właścicielom mikroinstalacji, ale na tę pomoc ma się złożyć ogół obywateli. Z mównicy sejmowej stawiał pytanie, jaką rolę ma pełni w tej sytuacji państwo. Czy ma tworzyć warunki dla osób, które „będą robić interes, dlatego, że wszyscy się na to złożą”?
Nie mówiąc teraz konkretnie o OZE trzeba zaznaczyć, że każdy program, w którym, w jakikolwiek sposób zaangażowane jest państwo prowadzi do redystrybucji środków. To w końcu podstawowa funkcja państwa. W takiej sytuacji zawsze można wyciągnąć argument tego rodzaju, ale jest on demagogią.
Ekspert zaznacza jednocześnie, że inną kwestią jest to, czy mamy rozwijać energię odnawialną w Polsce, czy nie. Prawda jest taka, że wchodząc do Unii Europejskiej zgodziliśmy się na jej pewne formy działania. Teraz będąc członkiem wspólnoty Polska musi realizować umowy na warunkach, które zostały wynegocjowane.
Na ogromnym obszarze kraju komfort energetyczny odbiorców energii jest w dalszym ciągu postsowiecki. Są takie miejsca, gdzie suma przerw w dostawach prądu przekracza 1000 minut rocznie na obywatela, przy średniej rzędu 420 minut. Tymczasem np. w Szwajcarii ten czas wynosi 25 minut. Rozpiętość jak między epoką kamienia łupanego, a czasami współczesnymi.
Mówi się jednak wprost o tym, że dotacje dla prosumentów mają zostać zmniejszone do 80 proc. ceny rynkowej, a nie więcej niż ona wynosi, jak do tej pory zakładano. W dodatku od przyszłego roku w rachunkach za prąd widoczna miałaby być dodatkowa opłata od OZE.
ekologicznymi ideami w tle.
Napisz do autora: jakub.wolosowski@innpoland.pl