
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju opublikowało niedawno raport o tym, że polskie firmy coraz odważniej inwestują w B+R. Na prace nad nowymi technologiami przeznaczamy już 3,4 mld euro rocznie (13,8 mld złotych). Sytuacja się polepsza, co cieszy ekspertów, ale warto zaznaczyć, że pod tym względem daleko nam do światowych liderów.
Tylko jeden amerykański uniwersytet Johna Hopkinsa w Baltimore ogłosił, że w tym roku na badania nad nowymi technologiami wyda kwotę ok. 2,5 miliarda dolarów (9,1 mld zł). Prywatna uczelnia koncentruje się na medycynie, opracowując nowatorskie zabiegi ratujące życie oraz na nowych technologiach przemysłowych.
Co trzeci prezes zwierzał się konsultantom Deloitte, że boi się skorzystać z ulgi technologicznej, ze względu na podejrzliwość organów skarbowych. Podobna liczba nie wie o takich ulgach, a jedna czwarta wie, ale nie wie jak je rozliczać.
Ogromnie ważny dla wszystkich podmiotów na rynku jest równy dostęp do zachęt na działalność B+R, ale co ważniejsze, przedsiębiorcy muszą mieć pewność tego, co jest rozumiane pod pojęciem badań i rozwoju. Opracowanie jednolitych definicji prac B+R, stosowanych zarówno w projektach dofinansowanych w formie dotacji, jak i korzystających z ulg podatkowych, jest dużym wyzwaniem dla polskich ustawodawców
Z tego powodu warto pokazać jak naukowcy z Baltimore pokonali drogę od 7 mln dolarów darowizny od XIX-wiecznego przemysłowca Johna Hopkinsa, do lidera „klubu miliarderów” - jak nazywa się najbogatsze uczelnie.
W Baltimore zajmują się ochroną przed wirusem Ebola, mechaniką powstawania urazów mózgu (jako obiekty doświadczalne służą gracze futbolowej ligi NFL), genetycznym podłożem astmy, białkiem przez które ludzie tyją.
