
Mieliśmy być drugą Japonią, Irlandią i Węgrami. Jeśli jednak brać od kogoś przykład, to może od Kanady? W kwietniu tamtejszy rząd ogłosił sukces niedawno przyjętej uchwały „One-For-One Rule”. Jej ideą jest to, że za każdą regulację wprowadzoną na szczeblu rządowym, która nakłada obciążenia administracyjne dla biznesu, inna musi zostać zniesiona.
Po zmniejszeniu regulacji o 40 proc. i zaobserwowaniu jak mały biznes rozkwita, rząd Kanady zdecydował się wprowadzić rozwiązanie z prowincji w skali całego kraju. Na początku w ramach zwyczaju, a w końcu w ramach przepisów.
W Polsce też istnieją absurdalne przepisy i regulacje. Nawet kojca z budą dla psa nie można postawić bez wzbudzania uwagi urzędników. Minister finansów w wydawanych interpretacjach ogólnych ma obowiązek uwzględniania orzecznictwa sądów, a nie ma takiego obowiązku w przypadku interpretacji indywidualnych.
Podobne rozwiązanie wprowadzili też Brytyjczycy. U nas z resztą też by się to przydało, tyle, że nie jeden do jednego, ale jeden do trzech. Z resztą my już postulowaliśmy podobne rozwiązania, a są one jak najbardziej słuszne, szczególnie w polskich warunkach. Jednak poziom regulacji naszej gospodarki, a poziom regulacji gospodarki kanadyjskiej czy brytyjskiej jest zdecydowanie nierówny, na naszą niekorzyść.
Oczywiście polski system prawny także zawiera wiele absurdów prawnych, luk, czy zbędnych komplikacji. Natomiast wydaje się, że w praktyce naszego kraju większe problemy rodzić może nie tyle treść przepisów prawa, co sposób ich interpretacji, graniczący niejednokrotnie z samowolą urzędniczą. Niemniej, sama idea wyłapywania i likwidacji absurdów prawnych powinna bezwzględnie przyświecać polskiemu ustawodawcy.
Napisz do autora: jakub.wolosowski@innpoland.pl
