
Opublikowana przez prestiżowy „Financial Times” lista „50 najlepszych technologicznych przedsiębiorców Europy” wzbudziła lekkie kontrowersje w polskim światku startupowym. Wszystko dlatego, że... w zestawieniu nie zmieścił się ani jeden reprezentant naszego kraju. Niemal codziennie słyszymy o sukcesach naszych startupowców i genialnych naukowców, gdy tymczasem okazujemy się za mali na listę europejskich sukcesów. Dlaczego?
W artykule „FT” na temat sposobu tworzenia listy wskazano, że podstawowym kryterium jest europejskie pochodzenie lub prowadzenie działalności operacyjnej z któregoś miejsca w Europie. Typowani przedsiębiorcy muszą być prezesami lub członkami zespołu założycielskiego firmy albo aktywnie angażować się w rozwój przedsięwzięć.
– Jeżeli ktoś uznał, że w rankingu nie powinien znaleźć się nikt z Polski, to po prostu oznacza, ze w innych częściach świata były lepsze firmy i ludzie stąd muszą pracować ciężej – stwierdził w krótkiej rozmowie Jakub Krzych, współzałożyciel słynnego polskiego startupu z biurami w Dolinie Krzemowej i Nowym Jorku - Estimote. Firma jako pierwsza na świecie opracowała i wprowadziła do sprzedaży nadajniki typu beacon, a jej pomysłodawcy – Krzych i Łukasz Kostka – dostali się do prestiżowego akceleratora Y Combinator.
W Stanach nikogo nie obchodzi, czy coś jest wymyślone w Polsce, Europie czy gdzie indziej. Tam nie ma czegoś takiego jak "startupy z Polski" lub "przedsiębiorcy z Polski". Tam są albo świetne produkty i świetne firmy, albo ich nie ma w ogóle. Jeżeli na TechCrunch'u pojawia się artykuł o tym, ze coś z Polski zrobiło furorę, to tylko dlatego, ze jest to wynik jakiegoś dziwnego nacjonalizmu w branży. Media, w tym rownież te wydawane nad Wisłą, powinny pisać o czymś, że jest świetne nie dlatego, ze jest polskie, ale dlatego, ze jest... świetne.
O ile jednak faktycznie w przypadku wielkich, spektakularnych amerykańskich superstartupów nie pisze się, że pochodzą ze Stanów, o tyle w przypadku reszty świata ścisłe branżowe portale zawsze podkreślają pochodzenie założycieli. Wynika to poniekąd z zainteresowania czytelników bardziej „egzotycznymi” miejscami do robienia startupów, gdyż USA jest po prostu pewnego rodzaju standardem.
– Nie podzielam tego zdania. Uważam, że problemem polega na tym, że Polska jako państwo nie prowadzi polityki chwalenia się osiągnięciami rodzimych firm – wyjaśnia Piotr Żygadło, wiceprezes studia deweloperskiego produkującego gry komputerowe Artifex Mundi, rozwijanego w Wielkiej Brytanii. – Większość graczy na świecie zna serwis Good Old Games (GOG.com, założone przez współtwórcę CD Projekt, Marcina Iwińskiego – red.) – ale ile osób wie, że to polski produkt? To samo dotyczy bardzo wielu przypadków. Nie wydaje mi się, żeby to był obowiązek przedsiębiorców, by się tym chwalić – to promocyjna rola państwa – podkreśla przedsiębiorca.
Zdanie to podkreśla Bartek Gola, prezes jednego z największych polskich funduszy inwestycyjnych SpeedUp – jego zdaniem, brakuje nam umiejętności budowania globalnych biznesów, co jest pochodną awersji do ryzyka i koncentracji na rozwijaniu firm tylko lokalnie.
Napisz do autora: daniel.kotlinski@innpoland.pl
