
Dolina Krzemowa, Nowy Jork, Los Angeles. Tak wygląda podium w najnowszym rankingu ekosystemów startupowych przygotowanym przez Compass, czyli narzędzie do analizy danych. Wśród dwudziestu pierwszych miast zabrakło jakiegokolwiek z Polski, ale czy kogoś jeszcze to dziwi?
Oprócz polskich miast, które najwyraźniej nie uzyskały odpowiednich wyników, w rankingu zabrakło również miast z Chin, Tajwanu, Japonii i Korei Południowej. To dlatego, że ranking jest globalny, ale z gwiazdką. W przypisach znaleźć można informację o tym, że z powodu bariery językowej autorzy rankingu nie zdążyli zebrać odpowiedniej liczby informacji na temat tamtejszych ekosystemów i nie mogli zawrzeć ich w swojej tabelce. Może w przyszłym roku pojawi się tam Hong Kong, Seul, Tokio czy Szanghaj. To z kolei jeszcze zmniejszy szansę polskich miast na znalezienie się na liście najlepszych.
To właśnie Berlin może pochwalić się maksymalnym wskaźnikiem wzrostu, który wynosi aż 10. Compass twierdzi, że niemiecka stolica zawdzięcza to wielu nowym sprzedażom wśród startupów i ogromnej liczby inwestycji VC. Berlin przekroczył w zeszłym roku poziom dwóch miliardów dolarów inwestycji VC. To więcej niż w Londynie. Jednak inwestycje dotyczą mniejszej liczby startupów. Dla przykładu: Delivery Hero zgarnęło aż 520 milionów dolarów, czyli ponad 1/4 ze wspomnianych dwóch miliardów.
Startupy w berlińskim ekosystemie w przeszłości odnosiły sukcesy na rynkach takich jak e-commerce, gry i sklepy. Nowe startupy pokazują potencjał w innych kategoriach takich jak SaaS czy technologie reklamowe. Silna scena kreatywna i niskie koszty życia przyczyniły się do przyciągnięcia zarówno między narodowych, jak i międzynarodowych talentów technologicznych.
Ekonomiczna stolica Ameryki Łacińskiej. 20 milionów mieszkańców i ponad 2 miliardy dolarów codziennego obrotu na giełdzie. Od 2012 roku Sao Paulo podskoczyło jednak wyłącznie o jedną pozycję z 13. na 12. miejsce. Miasto może jednak pochwalić się trzecim najlepszym wskaźnikiem wzrostu w tegorocznym badaniu.
Sao Paulo może pochwalić się najlepszymi talentami spośród ekosystemów startupowych Ameryki Południowej. Ostatnie sukcesy firm takich jak Dafiti, Netshoes czy EasyTaxi inspiruj kolejne utalentowane osoby do zastanowienia się ponownie nad tradycyjną, korporacyjną ścieżką kariery i spojrzeniem na alternatywę w postaci przedsiębiorstwa.
Bangalore nazywa się indyjską Doliną Krzemową. Chociaż ostatnio nazwano tak nawet centrum danych na warszawskiej Białołęce, to w przypadku Bangalore nazwa ta jest bardziej adekwatna.
Ekosystem, który w przeszłości znany był jako „back office świata”, zmienił się w mocno napędzane środowisko, które oferuje startupom we wczesnej fazie rozwoju możliwość przeistoczenia się w firmy warte miliardy dolarów. Ostatnio do klubu jednorożców dołączyły Flipkart czy InMobi. Ich sukcesy pomagają wpompować kapitał i ekspertyzę z powrotem do ekosystemu. To z kolei powiększa uwagę międzynarodowych inwestorów, którzy szukają dobrze zapowiadających się, ale niedocenionych startupów.
Napisz do autora: adam.turek@innpoland.pl
