
W Polsce mamy najmniej urodzeń od 11 lat. Eksperci są zdania, że czeka nas demograficzna katastrofa. Umowy na czas określony, śmieciówki, brak tanich mieszkań na wynajem - to jedne z ważniejszych powodów takiego stanu rzeczy. Czasem jest też strach przed tymm czy się podoła. Ale historie kobiet, które założyły własne startupy pokazują, że macierzyństwo i i biznes da się połączyć.
Przed podjęciem decyzji o prowadzeniu własnego biznesu mogą powstrzymywać, nie tylko kobiety, obawy o chociażby takie kwestie jak ZUS, czy brak dostatecznej wiedzy na temat tego jak prowadzić firmę. W takim przypadku można skorzystać z pomocy Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.
Pomysł powstał jeszcze w trakcie urlopu macierzyńskiego i od razu pomyślałam o potencjalnym biznesie. Takie firmy istniały na zachodzie, ale w Polsce takiej oferty nie było. Dopiero w ostatnich miesiącach pojawiła się konkurencja w postaci 2 czy 3 innych firm.
Macierzyństwo zainspirowało również Katarzynę Piotrowską. – Przed i po porodzie długo leżałam w szpitalu. Potem przyszła choroba dziecka. Żaden pracodawca nie pozwoliłby mi nie pracować tak długo. Stąd pomysł na startup – mówi. Niedawno założyła sklep z produktami dla niemowląt BoboBox. Idea jest taka, by każdego miesiąca wysyłać młodym rodzicom paczki-niespodzianki. Znajdą się w nich ekologiczne produkty, których próżno szukać w popularnych sieciówkach.
Prowadzenie własnej firmy i bycie mamą, to sztuka kompromisu. Coś musi ucierpieć, ale na pewno żadne z powyższych. – Życie towarzyskie mocno kuleje, garderoba od tygodni czeka na gruntowne porządki, kwiatki na balkonie niepostrzeżenie umarły, ale tak długo, jak starcza mi czasu na rzeczy dla mnie najważniejsze, jestem spokojna – tłumaczy Katarzyna Janocha, współzałożycielka interne.st, akceleratora dla startupów.
Założycielka akceleratora prowadziła biznes zarówno przed pojawieniem się dziecka, jak i po. Tą drogę zawodową obrała już wcześniej. Posiadanie dziecka zmieniło sposób, w który patrzy na biznes, oraz to jak go prowadzi.
Nabrałam dystansu, zaczęłam koncentrować się na rzeczach ważnych, bardziej niż pilnych, z przymrużeniem oka spojrzałam na swój dotychczasowy perfekcjonizm. Zrozumiałam jak wiele stresujących mnie wcześniej spraw nie ma żadnego znaczenia. Określiłam priorytety, a w pozostałych kwestiach pozwoliłam sobie na kompromisy, co uratowało mnie przed sfiksowaniem.