
Tata Motors, właściciel m.in. marki Jaguar, przez wiele miesięcy negocjował otwarcie swojej nowej fabryki w Polsce. Ostatecznie wybrał Słowację, a w Polsce zaczęła się burza. Tylko w zasadzie nie wiadomo o co, bo z jednej strony narzekamy, kiedy wielkie inwestycje zagranicznych koncernów przejdą nam koło nosa, z drugiej – narzekamy, kiedy koncerny budują u nas kolejne montownie, nierzadko przy tym dostając od rządu lepsze warunki do inwestycji niż rodzimi przedsiębiorcy.
Teraz, gdy wiadomo już, że „przegraliśmy”, na ministra gospodarki spadają gromy – z każdej strony. Piechociński krytykowany jest za to, że „wychodził przed szereg”, „chwalił się” i „szukał splendoru”. Komentatorzy zdążyli zawyrokować już, że to właśnie medialny szum wokół inwestycji, wywołany przez wicepremiera, odpowiada za „stracenie” inwestycji.
Jest to bowiem sygnał dla konkurentów, którzy w takiej sytuacji mogą przebijać stawkę. Tak prawdopodobnie się stało. Jest to swoisty nieprofesjonalizm w kategorii bankowości inwestycyjnej.
Jak się jednak teraz okazuje, najprawdopodobniej Jaguar zażądał 350 mln złotych wsparcia dla inwestycji i gruntów pod nią gotowych już we wrześniu. Rząd miał nie zgodzić się na takie warunki, zapewne uznając je za nieopłacalne.
Ta swoista schizofrenia w reakcjach na Jaguara – a przypomnijmy, że podobna była w dyskusjach o Amazonie – pokazuje tylko jedno: obywatele nie mają pojęcia, czy dla gospodarki to opłacalne, a politycy i ich agitatorzy wykorzystują to do własnych celów.
Schizofrenia ta wynika z pewnej rozbieżności w wiedzy ekspertów i przekonań obywateli.
