Burza wokół inwestycji, której nie będzie. Sprawa fabryki Jaguara pokazała, że wciąż cierpimy na gospodarczą paranoję
Burza wokół inwestycji, której nie będzie. Sprawa fabryki Jaguara pokazała, że wciąż cierpimy na gospodarczą paranoję Fot. Marcin Stepien/Agencja Gazeta

Tata Motors, właściciel m.in. marki Jaguar, przez wiele miesięcy negocjował otwarcie swojej nowej fabryki w Polsce. Ostatecznie wybrał Słowację, a w Polsce zaczęła się burza. Tylko w zasadzie nie wiadomo o co, bo z jednej strony narzekamy, kiedy wielkie inwestycje zagranicznych koncernów przejdą nam koło nosa, z drugiej – narzekamy, kiedy koncerny budują u nas kolejne montownie, nierzadko przy tym dostając od rządu lepsze warunki do inwestycji niż rodzimi przedsiębiorcy.

REKLAMA
Firma ma zainwestować na Słowacji okrągły miliard funtów, z taśmy produkcyjnej – pierwszej w Europie należącej do tego koncernu – ma zaś zjeżdżać 300 tysięcy aut rocznie. Polska też walczyła o tę inwestycję, co podkreślał w swoich wypowiedziach wicepremier Janusz Piechociński.
Piechociński pod ostrzałem, ale...
Teraz, gdy wiadomo już, że „przegraliśmy”, na ministra gospodarki spadają gromy – z każdej strony. Piechociński krytykowany jest za to, że „wychodził przed szereg”, „chwalił się” i „szukał splendoru”. Komentatorzy zdążyli zawyrokować już, że to właśnie medialny szum wokół inwestycji, wywołany przez wicepremiera, odpowiada za „stracenie” inwestycji.
W ten sposób sprawę komentował dla „DGP” m.in. wiceprezes Związku Banków Polskich Mieczysław Groszek. Jak twierdzi, o takich inwestycjach nie powinno się mówić do momentu ich finalizacji.
Mieczysław Groszek, wiceprezes ZBP

Jest to bowiem sygnał dla konkurentów, którzy w takiej sytuacji mogą przebijać stawkę. Tak prawdopodobnie się stało. Jest to swoisty nieprofesjonalizm w kategorii bankowości inwestycyjnej.

... zrobił słusznie?
Jak się jednak teraz okazuje, najprawdopodobniej Jaguar zażądał 350 mln złotych wsparcia dla inwestycji i gruntów pod nią gotowych już we wrześniu. Rząd miał nie zgodzić się na takie warunki, zapewne uznając je za nieopłacalne.
Nic dziwnego – lepiej jest wspierać polskie MSP, innowacje i technologie, niż zapewniać nam kolejną montownię. I zapewne takie głosy słyszelibyśmy najczęściej, gdyby Jaguar jednak wybrał Polskę: można było wydać na małe firmy, na wsparcie dla przedsiębiorców, na naukę, na innowacje. Na cokolwiek, ale nie kolejny, nieprzyzwoicie bogaty koncern motoryzacyjny, który i tak zyski potem pewnie wyprowadzi za granicę.
Upolityczniona gospodarka
Ta swoista schizofrenia w reakcjach na Jaguara – a przypomnijmy, że podobna była w dyskusjach o Amazonie – pokazuje tylko jedno: obywatele nie mają pojęcia, czy dla gospodarki to opłacalne, a politycy i ich agitatorzy wykorzystują to do własnych celów.
Niezależnie od tego, czy dana inwestycja dochodzi do skutku, czy nie, zawsze środowiska polityczne mogą to jakoś „zaspinować” na swoją korzyść. Postawili fabrykę - źle, lepiej przecież pomóc budować nowy zakład polskiemu przedsiębiorcy. Nie postawili fabryki – też źle, znaczy, że rząd nie umie walczyć o zagraniczne koncerny.
Polityczno-gospodarcza schizofrenia
Schizofrenia ta wynika z pewnej rozbieżności w wiedzy ekspertów i przekonań obywateli.
Wiemy już bowiem, że wielkie, hucznie zapowiadane inwestycje – jak wspomniany już wcześniej Amazon – odbijają się nam czkawką. Wiemy już, że powinniśmy raczej wspierać rodzime firmy, inwestycje zapewniające miejsca pracy dla dobrze wykwalifikowanych osób i dające gospodarce np. transfer technologii czy wsparcie dla nauki.
Ale wciąż dla wielu Polaków – jeśli nie większości – prężna gospodarka kojarzy się z fabrykami i zakładami pracy, a im większe – tym prawdopodobnie kraj będzie bogatszy. Politycy, chcąc to przekonanie wykorzystywać, „grają” na emocjach inwestycjami takimi jak fabryka Jaguara. Dobrze by było, gdyby władza – rozumiana zarówno jako strona rządowa, jak i opozycja – zaczęła się wreszcie zajmować merytorycznie gospodarką, a nie tylko swoimi wizerunkowymi wojenkami. Ale na to chyba szanse są żadne.