Dawid i Joanna - małżeństwo, które robi startup. "Mamy mocne charaktery. Na początku było naprawdę ciężko"

Dawid Piaskowski z żoną Joanną Grzelak-Piaskowską
Dawid Piaskowski z żoną Joanną Grzelak-Piaskowską https://youtu.be/7tFOFw-rGC4
Założony przez Dawida Piaskowskiego i jego żonę, Joannę, Booklikes to społecznościowa platforma blogowa dla miłośników książek. Twórcy serwisu na podstawie dodanych przez nas książek, książek naszych znajomych oraz znajomych znajomych, chcą przewidywać nasze czytelnicze preferencje niemal ze 100% dokładnością. Obecnie portal działa w wersji niemieckiej, polskiej i angielskiej


Daniel Kotliński, INNPoland: Za powstanie Booklikes odpowiadasz zarówno ty, jak i twoja żona. Zastanawia mnie, czy związanie się z osobą, która pasjonuje się startupami, pomaga w robieniu tego typu biznesu, czy też zawęża horyzonty?

Dawid Piaskowski, Booklikes: Przede wszystkim Asia jest polonistką, ma doktorat, skończyła też prawo – czyli zupełnie nie była związana z branżą startupową. Jako świeży umysł wniosła bardzo dużo do biznesu i do teraz jest w zasadzie najważniejszą osobą w firmie. Ogarnia takie rzeczy, jakich ja nie ogarniam, jak na przykład... SEO. Zaczynała od zera, a teraz jest w tym totalnym wymiataczem! Nie znam w tym lepszej osoby, a przyznam szczerze, że pracowaliśmy z osobami z zagranicy i to raczej my ich sprawdzaliśmy, niż oni nas uczyli.


A kłótnie? Domyślam się, że wspólne robienie startupu to spore pole do „dywagacji”.

Fakt – oboje mamy mocne charaktery. Na samym początku było ciężko, było głośno, ale teraz umiemy już tak współpracować, że się nie kłócimy praktycznie wcale. Jeżeli teraz komuś na czymś zależy, dochodzi do mocnych dyskusji, które kończą się czymś konstruktywnym. Jestem dumny z tego, że udało nam się to wypracować. Dziś nie wyobrażam sobie nie pracować z Asią!


A jak w takim przypadku wygląda życie prywatne? Chodzi mi o to, że pracując na etacie podział na pracę i życie jest w miarę jasno wytyczony, w przypadku własnego przedsiębiorstwa granica mocno się zaciera – a już w przypadku małżeństwa prowadzącego biznes musi to być skomplikowane. A może nie?


Na samym początku pracowaliśmy od 7 do 21. Teraz naturalnie, zdrowo, pracujemy... tyle, ile trzeba. Czasami trzeba więcej, czasami można sobie pozwolić na mniej. Dorośliśmy do tego, że praca od świtu do nocy jest niekoniecznie najzdrowsza opcja. Nie ustalamy sobie niczego odgórnie, jak trzeba, to przysiądziemy i działamy. Owszem, zdarzało się zarywać nocki.

Dobrze. Więc mamy team managerski Booklikes’a, kto jeszcze z wami współpracuje?

Dwóch programistów i moderatorkę, zajmującą się marketingiem wśród użytkowników.
Booklikes to nie tyle serwis, który wyszedł na rynek zachodni, amerykański, co po prostu zaczął od funkcjonowania tam i później został spolszczony.

Co to za taktyka?

Booklikes od początku miał być eksportowany. Polska jest krajem na tyle dużym, by czuć się w nim bezpiecznie i myśleć w stylu: rozwińmy serwis na Polskę, żeby tam pozostać, bo i tak zarobimy. Jest jednocześnie krajem za małym, by globalnie cokolwiek znaczyć.

Poza tym, mamy raczej niewiele przykładów na startupy, które z rynku lokalnego, stały się rozpoznawalne globalnie. Najwięcej jest przykładów firm, które lokalne były na rynku amerykańskim i stamtąd uderzały na resztę świata. Zresztą, nie oszukujmy się, angielski jest językiem internetu.

To ostatecznie, ile macie wersji językowych?

Trzy – angielską, niemiecką i polską.

Zawsze w przypadku startupów, które próbują eksploatować niszę, jaką stanowią czytelnicy, zastanawia mnie, czy to opłacalne. Opłacalne?

Nie jesteśmy na plusie, bo wszystko, co zarobimy, inwestujemy w rozwój. Ale nie ma tu akurat znaczenia fakt, że działamy z czytelnikami – to użytkownicy jak wszyscy. Problem jest jedynie z klientami biznesowymi...

To znaczy?

Z wydawnictwami chociażby czy księgarniami. Polski e-commerce jest w opłakanym stanie. Programy afiliacyjne, co tak świetnie działa w przypadku Amazona, do dziś praktycznie nie istnieje w Polsce.

O proszę.

Tak. A księgarnie internetowe są zacofane jeszcze bardziej, niż cały e-commerce, który, powtarzam, ślęczy na kolanach. To jest trudny klient.

Ale w jakim sensie?

Kojarzysz Merlin.pl? Ta strona internetowa to tragedia. Empik? To samo. Kiepska funkcjonalność, brak afiliacji, niechęć współpracy, niechęć wobec sięgania po nowe narzędzia. Nie jest to rynek amerykański, który ciągle szuka nowych rozwiązań, by dotrzeć do klienta. Tam wydawnictwa piszą do nas, do Booklikes, że super im się współpracuje z blogerami i co mogą więcej zrobić.

Zapraszacie te wydawnictwa, by korzystały z waszej platformy?

Zupełnie nie. Oni przyszli do nas z poleceń, bo testują nowe rzeczy. Mimo, że nie jesteśmy super wielcy, próbują. W Polsce absolutnie tego nie ma, wręcz przeciwnie; bronią się, by nie używać najnowszych narzędzi i technik sprzedaży.

Na ile Booklikes „ostygł” już po pierwszej startupowej fazie? Na jakim obszarze teraz się koncentrujecie?

Nie ostygł! Praktycznie nieustannie się zmieniamy i wprowadzamy nowe funkcjonalności.

Kiedy?!

W przyszłym tygodniu.

Jak to?

Tak. W przyszłym tygodniu, i w następnym też. I w kolejnym. Dokładnie tak działamy: co czwartek wprowadzamy nową rzecz. Dyskutujemy z użytkownikami, co to jest, wymieniamy dziesiątki maili, zbieramy feedback, co się podoba, a co nie, co mamy zmienić. Co tydzień nowa rzecz. Teraz wprowadziliśmy kluby książkowe; użytkownicy mogą czytać razem, później o niej dyskutować – to bardzo pożądane na rynku amerykańskim zwłaszcza. Uruchomimy również stronę Booklikes dla użytkowników niezalogowanych, by mogli już coś więcej zobaczyć. Mamy swoje plany, ale mamy też plany userów właśnie.

Ile osób korzysta z Booklikes?

U nas możesz mówić o aktywnych blogerach książkowych i ich czytelnikach. Nie śledzimy użytkowników naszych użytkowników, ale ta pierwsza grupa przekroczyła 60 tysięcy osób. To osoby, które niemal codziennie coś robią w portalu; piszą, komentują, udzielają się w dyskusjach.

No i jaki macie pomysł na monetyzację tej grupy?

U nas każdy użytkownik może używać własnych programów afilacyjnych. Zachęcamy użytkowników, by podłączali własne programy partnerskie – i zarabiali. My chcemy z kolei zarabiać na czymś innym, na wyróżnianiu danych książek. Dla nas idealne byłoby jednak, gdyby sto procent użytkowników miało podpięte swoje programy i zarabiało na wpisach.

Fajnie! Ale z czego tak dokładnie wy macie zysk?

Oczywiście, również programy partnerskie. DailyDeale czy promowanie książek zlecone przez wydawnictwo, za które pobieramy opłaty.

Wracając do rozwoju portalu. Dotarłem niedawno do informacji, że startup działający na rynku B2B powinien rozwijać się z prędkością... 20 procent miesięcznie. Mało tego! Działając w obszarze B2C, powinien to robić jeszcze szybciej. Jak wygląda dynamika waszego rozwoju w tym kontekście?

Jeśli mówi to polski inwestor, odpowiedziałbym mu, że jeżeli zacznie inwestować na poziomie amerykańskich funduszy, to takich wzrostów może oczekiwać. W innym wypadku to jest nierealne. Wiesz, bardziej od superdynamicznego rozwoju interesuje mnie fakt bycia zadowolonym z tego, co robię. To może brzmi dziwnie, trochę za prosto, ale w moim pojęciu sukcesu najważniejsze jest to, czy czuję zadowolenie. Nie interesują mnie w tym momencie pieniądze, naprawdę.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Czy można przeklinać w pracy? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje
0 0Syn twórcy plastikowych toreb o intencji ojca. „Zostały wynalezione, by chronić planetę”
0 0Gdzie są podatki, tam zawsze będzie szara strefa. Tak wygląda "praca na czarno" w Polsce
0 0VAT na e-booki spadł, ceny ani drgną. Czytelnicy są wściekli, ale nie znają całej prawdy

INNSPIRACJE

0 0Polak rozkręcił świetny biznes w USA. Zdradza, jak radzić sobie z porażką i brakiem motywacji
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy

STARTUPY

0 0Amerykańskim naukowcom się nie udało, a one to zrobiły. Tak powstały innowacyjne kosmetyki
0 0Start-up chce zasilać samochody wodą i alkoholem. Ale trochę się zapędzili