Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1LlwRUB/]Connie Ma[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1LlwRUB/]Connie Ma[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]

Podczas gdy w walce o klienta jedni restauratorzy dwoją się i troją nad menu, drudzy stawiają na zupełnie inne sposoby promocji. Przyciągają gości oferując gigantyczne zniżki. Może na nie liczyć każdy, kto spełni nietypowe warunki właścicieli restauracji. Jednym z nich jest paradowanie w nieprzyzwoicie krótkiej mini, wyłączenie komórek czy zademonstrowanie broni.

REKLAMA
Zniżkę każdej klientce, która zjawi się na obiad w krótkiej spódniczce, obiecają restauratorzy z chińskiego miasta Jinan. Wysokość rabatu jest zależna od długości mini. Na 90 proc. opust mogą liczyć najbardziej odważne – odległość od kolana do skraju spódniczki musi wynosić 33 cm. Najskromniejsze dostaną góra 20 proc. zniżkę. Właściciele restauracji mają nadzieję, że hojność popłaci, a skąpo odziane klientki przyciągną do lokalu tłumy bogatych mężczyzn.
Jeszcze dalej posunęła się restauracja w Zhengzhou w środkowo-wschodnich Chinach, która przez miesiąc dzień w dzień wydawała bezpłatne posiłki 50 najbardziej atrakcyjnym klientom. Urodę gości oceniała specjalna komisja składająca się m.in. z chirurgów plastycznych. Dla przykładu uznaniem jury cieszyło się nieco wystające czoło.
Taką kreatywnością wykazują się nie tylko chińscy restauratorzy. Międzynarodowy rozgłos zdobył 49-letni Ibrahim, właściciel restauracji Abu Ghosh nieopodal Jerozolimy. Wszystko dlatego, że obiecał 50-procentową zniżkę każdemu, kto podczas przyjmowania posiłku zrezygnuje z użycia telefonu komórkowego. Zdaniem Ibrahima, smartfony psują etykietę jego klientów, którzy zamiast delektować się smakiem jedzenia, są zajęci publikacją zdjęć posiłków w sieciach społecznościowych.
Podobnych pomysłów nie brakuje też na Zachodzie. Taniej zapłacą klienci restauracji Petite Syrah w Nicei, które wykażą się wysokim poziomem uprzejmości. Kawa bez grzecznościowych słów typu „dzień dobry” i „dziękuję” kosztuje w lokalu 7 euro. Z kolei wypowiadając „proszę” zapłacimy już zaledwie 4,25 euro. Najmniej pieniędzy w restauracji (1,40 euro za filiżankę) wydadzą ci, którzy wypowiedzą całą wiązankę: „Dzień dobry, poproszę kawę. Dziękuję”.
Za co rozdają zniżki właściciele restauracji za oceanem? Kevin Cox, restaurator z Port Allen w Luizjanie postanowił wprowadzić 10-procentowy rabat dla każdego, kto do jego restauracji przyniesie własną broń. W ten sposób mężczyzna wyraził swój sprzeciw inicjatywom skierowanym na rozbrojenie amerykańskich obywateli. Jak twierdzi restaurator, każdego dnia z oferty korzysta od 10 do 20 osób.
Zdarza się jednak, że nietypowe pomysły gastronomów wychodzą im bokiem. Tak się stało w przypadku restauracji Belmont Restaurant w Manchesterze (w stanie New Hampshire w USA), która zaoferowała zniżkę każdemu solenizantowi. Wysokość przyznawanego rabatu równała się wiekowi klienta. Dlatego lokal musiał dopłacić 7 centów do rachunku 101 – letniego weterana II Wojny Światowej Josepha Nelsona.