Karol Karczewski - informatyczny geniusz spod Lublina
Karol Karczewski - informatyczny geniusz spod Lublina https://www.facebook.com/karol.karczewski.370

Zaczął programować mając 9 lat, niedawno założył własną firmę "Lime Devices", a niedługo zamierza podbić Dolinę Krzemową. Oto Karol Karczewski - 17-letni programista, uczeń II klasy I Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Staszica w Lublinie

REKLAMA
Kim jesteś?
Jeśli miałbym opisać siebie najprościej jak się da, to jestem nietypowym nastolatkiem, który odważnie dąży do wyznaczonych sobie celów.
Uczę się w I Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Staszica w Lublinie, chociaż pochodzę z mniejszego miasta, Międzyrzeca Podlaskiego. O ile w większości przypadków licea w ogóle nie uczą rzeczy, którymi się zajmujemy, to na ich tle I LO wypada naprawdę nieźle, bo jest sporo dobrego materiału.
Zacząłem programować w wieku 9 lat, po prostu pomyślałem jak działa to, z czego korzystam na co dzień. Zacząłem od C++, bo sporo o nim czytałem. Później przerzuciłem się na .NET (VB, C#). W wieku 11 lat dostrzegłem jedną poważną wadę software’u: nie można go fizycznie wziąć do ręki, pokazać znajomym, pobawić się nim w rzeczywistości. I wtedy zainteresowałem elektroniką cyfrową, później robotyką. Tak się wszystko zaczęło.
Kolejne kilka lat to rozwijanie tych pasji, tworzenie coraz ambitniejszych projektów, udział w konferencjach, targach, konkursach. Z początkiem liceum dotarło do mnie, że jestem w stanie zrobić już coś dla innych, podejść do pasji komercyjnie.
Tak powstało Lime Devices?
Tak, zostałem team leaderem tej grupy (aktualnie jeszcze nieformalnej grupy, już wkrótce przerodzimy się w spółkę). Branża, w której działamy, to rozwiązania hardware&software w postaci własnych produktów, ale także usług, głównie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Działamy od listopada 2014 roku.Grupa składa się z trzech członków: Kamila Foryszewskiego, Tadeusza Dudkiewicza i mojej osoby. Specjalizujemy się w IoT, smart things oraz robotyce.
Wiem, że wybierasz się na Maker Faire Rome 2015 w Rzymie: jak to się stało, że właśnie ty i twój team tam jedziecie, jaki jest cel tej imprezy i co Wy tam będziecie robić, dlaczego ten event jest tak ważny?
Maker Faire Rome to europejska edycja największych targów robotyki, elektroniki, DIY na świecie. Miałem przyjemność być na evencie w tamtym roku jeszcze jako indywidualny wystawca z jednym ze swoich projektów i dopiero na miejscu byłem w stanie uświadomić sobie ogrom przedsięwzięcia.
MFR to przede wszystkim ludzie, mnóstwo ludzi. Rok temu przez 3 dni bilety zakupiło ponad 90.000 osób. Ze strony wystawcy to ciężka praca, pitchowanie od rana do nocy z uwzględnieniem m.in. zróżnicowanej grupy wiekowej odbiorców. A na Maker’a przychodzą wszyscy; zarówno dzieci, studenci jak i emeryci. To idealna okazja, żeby zebrać community oraz przeprowadzić akcję marketingową.
Kilka miesięcy przed wydarzeniem odbywa się rekrutacja dla wystawców, którą w tym roku przeszliśmy już jako Lime Devices. Na miejscu pojawia się kilkuset wystawców. Na Maker Faire Rome jedziemy z naszym pierwszym komercyjnym produktem, Motee. To nowoczesny sterownik silnika dedykowany robotyce amatorskiej. Motee ma kilka kluczowych zalet, które wyróżniają produkt spośród innych dostępnych na rynku: to przede wszystkim rozmiar, sposób montażu oraz protokół komunikacji.
Jakie znaczenie ma dla ciebie otoczenie, w którym funkcjonujesz? To znaczy: w Lublinie prężnie działa park naukowo-technologiczny, nie brakuje w waszym mieście ciekawych startupów ani inicjatyw. Czujesz się częścią tego ekosystemu, czy przeciwnie, nie ma to dla ciebie znaczenia?
Ma znaczenie. W Lublinie zaczyna się dziać pod kątem biznesowym naprawdę dużo, pojawia się coraz więcej branżowych eventów, spotkań, konferencji; dzieje się to głównie za sprawą Lubelskiego Parku Naukowo-Technologicznego (LPNT) czy Business Linka Lublin. Chociaż do poziomu Warszawy czy Krakowa jeszcze trochę nam brakuje, to wszystko zmierza w dobrym kierunku, Lublin staje się coraz poważniejszym graczem na ‘rynku’ startupowym. Jedyne, czego według mnie brakuje lubelskim startupowcom, to pewność siebie w przekładaniu tego, co robią, na biznes, a także myślenia globalnego. Tego jeszcze musimy się uczyć, a pomaga w tym m.in. LPNT.
Myślałeś o emigracji? Twoje umiejętności są dziś najbardziej pożądanymi wszędzie na świecie, nie kusi cię jakaś Dolina Krzemowa, Londyn, Berlin?
Zależy o jakiej emigracji mówimy. Polska jest krajem, który zupełnie inaczej podchodzi do nowych firm w porównaniu do największych miejsc na startupowej mapie świata. Tam prawo jest jasne, podatki są atrakcyjniejsze, formalności jest znacznie mniej, czas zakładania firmy jest również bardzo krótki.
Polska, zamiast otwierać się na startupy, raczej się na nie zamyka: jeśli komuś się uda, to musi być naprawdę dobry, a jeśli nie, to nie ma sensu mieć dużej ilości startupów u siebie. To właśnie ten czynnik najbardziej hamuje rozwój startupów w Polsce i po części zmusza do emigracji. W naszym przypadku na pewno naturalnym krokiem w rozwoju firmy będzie ekspansja na nowe, większe rynki, chociażby Dolina Krzemowa, UK, Chiny.
Z biznesem na pewno będziemy wychodzić szerzej, bo od początku myślimy globalnie, natomiast wierzę, że uda mi się pozostać chociaż częściowo w Polsce.