https://www.flickr.com/photos/reupa/

Wprowadzenie ograniczeń w zużyciu energii odbiło się na przedsiębiorcach. Czy całej sytuacji można było zapobiec? Jakie działania należałoby podjąć żeby ustrzec się przed powtórką z rozrywki? Pytamy Grzegorza Nowaczewskiego, eksperta ds. energetyki i prezesa spółki Virtual Power Plant.

REKLAMA
Przedsiębiorcy mocno odczuli kryzysową sytuację energetyczną tego lata. Ponieśli ogromne straty z powodu konieczności ograniczenia zużycia energii. Firmy musiały zmieniać godziny pracy, zawieszać produkcję i odłączać część urządzeń. Upały z roku na rok w okresie letnim są coraz wyższe, czy oznacza to że czeka nas kolejny blackout?
Powodów całej sytuacji było kilka: wzrost zapotrzebowania na energię latem, który z roku na rok rośnie; nieprzemyślany harmonogram remontów planowanych w elektrowniach; plan taryfowy dla gospodarstw domowych, według którego niższe ceny przypadają na godziny szczytu; brak współpracy z innymi państwami w zakresie energetyki; niespodziewana awaria elektrowni węglowej w Bełchatowie i na końcu susza oraz ubytek wody w rzekach co przyczyniło się do niesprawności systemów chłodzenia.
Czy rzeczywiście grozi nam powtórka z rozrywki?
Grzegorz Nowaczewski: Nie tyle grozi co na pewno się wydarzy. Ale nie ze względu na zmieniający się klimat, bo tak naprawdę nie pogoda była głównym winowajcą. Pogoda jedynie pokazała jak bardzo niedoskonały jest stan polskiej energetyki.
Czyli uważa pan, że całej sytuacji można było zapobiec? Co lub kto w takim razie zawinił?
Całej sytuacji zdecydowanie można było zapobiec. Zawinili ludzie. Głównym problemem był plan okresowych remontów w elektrowniach, który został źle rozplanowany. W konsekwencji w najgorszym momencie zabrakło czynnych bloków. Nie dlatego, że ich nie mamy ale dlatego że akurat były remontowane. O tym się nie mówi ale zapewne można personalnie wskazać osoby odpowiedzialne za zaistniałą sytuację.
Więc w przyszłym roku wystarczy dopilnować rozplanowania remontów i problem z głowy?
Niezupełnie, problem jest nieco szerszy. Żeby zabezpieczyć się przed tego typu sytuacjami Polska powinna wykonać szereg działań. Po pierwsze: oprócz elektrowni fizycznych potrzebne są nam elektrownie wirtualne, które zarządzają konsumowaną energią dopasowując ją do zdolności dostarczania energii w danym momencie. Po drugie: powinniśmy poważnie zająć się tematem połączeń energetycznych z innymi krajami, niestety na chwilę obecną nasz system energetyczny jest praktycznie odizolowany. Po trzecie: powinniśmy rozwinąć w Polsce DSR (Demand Side Response) to programy za pośrednictwem których konsumenci mogą generować Negawaty, czyli najprościej: zaoszczędzone jednostki mocy.
Co jest według pana największym problemem w zakresie Polskiej energetyki?
Demografia. Niestety osoby które mają wpływ na kondycję energetyki w naszym kraju to osoby, które zostały wychowane i wyedukowane na wzorcach innej epoki. Świat idzie do przodu, pojawiają się nowe, lepsze rozwiązania i powinniśmy z nich korzystać.

Co doradziłby pan na uzdrowienie polskiej energetyki?
Recepta jest prosta: należy przyjrzeć się rynkom energetycznym Amerykanów, Francuzów, Brytyjczyków albo Niemców. Przeanalizować ich historie, uczyć się na ich błędach i powtarzać ich sukcesy. Warto zwrócić też uwagę na fakt, że w wymienionych państwach energia elektryczna jest urynkowiona i to właśnie rynek buduje tam bezpieczeństwo energetyczne.