
„To taki łagodny, homeopatyczny lek” - ile razy słyszeliście to w aptece? Wokół homeopatii cały czas trwa podzielona dyskusja. Jedni obwiniają drugich o szarlataństwo, a drudzy tych pierwszych o chciwość i chęć przejęcia rynku. Gdzieś po środku stoi zwykły człowiek, który musi dokonać wyboru wchodząc do apteki. To jak to jest z tą homeopatią?
Wiele lat minęło od tamtego momentu, medycyna i świadomość ludzi nieprawdopodobnie się rozwinęła. Homeopatia wciąż funkcjonuje, ta sama prosto z gabinetu Hahnemanna. Tego typu leki uzyskuje się mocno rozcieńczając daną substancję i intensywnie mieszając roztwór. Trwa to tak długo, że pod koniec praktycznie nie ma śladu po początkowej substancji. Cały proces nazywany jest dynamizowaniem. Co ważne do wytworzenia takich leków używa się substancji, które wywołują daną jednostkę chorobową.
Ostatecznie, przyjmując teorię, że w leku homeopatycznym nic nie ma, można dojść do wniosku, że lek nie pomoże, ale też nie zaszkodzi. Chociaż może szkodzić portfelom. Problem leży gdzie indziej. Jest dużo osób, które wierząc w niekonwencjonalne metody leczenia przestaje ufać tym tradycyjnym. Jeśli w grę wchodzi łagodne przeziębienie, z którym organizm jest w stanie sam sobie poradzić to pół biedy, gorzej jeśli chodzi o poważniejszą chorobę. Trzeba jednak pamiętać, że dla osłabionego organizmu nawet zwykłe przeziębienie jest zagrożeniem.
Według mnie wprowadzanie na rynek leków homeopatycznych nie różni się niczym od wprowadzania do obiegu fałszywych pieniędzy. O ile jednak fałszywe pieniądze nie czynią większej szkody (są wychwytywane przez banki i policję), to stosowanie leków homeopatycznych może prowadzić do zaniechania lub opóźnienia właściwego leczenia ze wszystkimi z tego wynikającymi skutkami.
