
Podczas gdy wielu marzy o założeniu własnej firmy i zarabianiu milionów, oni to robią. W dodatku w zeszły piątek okazało się, że ich firma warta jest nie miliony złotych, ale okrągły miliard. To historia o tym, jak buduje się firmę, o ludziach, którzy ją tworzą i o tym jak LiveChat wybawił mnie z opresji gdy... musiałem napisać o LiveChacie.
W poniemieckiej willi w centrum Wrocławia, w siedzibie firmy LiveChat, ponad 50 pracowników jest zajętych obsługą klientów, sprzedażą i kodowaniem. Dzień, jak co dzień. Z tą jedną różnicą, że akcje ich pracodawcy tego dnia wzrosły o 0,5 proc. Niby niewiele, ale wystarczyło, by wycena całej spółki przekroczyła 1 mld złotych. Mariusz Ciepły, założyciel firmy pisze na Facebooku:

Chwilę po pojawieniu się posta Mariusza Ciepłego, piszemy o nich newsa. Decydujemy też, że w poniedziałek wypuścimy artykuł o tym jak buduje się firmę wartą miliard złotych i jak się w niej pracuje. Decyzja zapada i na tym koniec. Bo piątek. Bo nie wszyscy (łącznie z piszącym te słowa) zdążyli pozbierać się po otwarciu Campus Warsaw. Bo przecież do poniedziałku jest tyle czasu.
Siedzę na rodzinnym Bemowie. Oprócz gigantycznego kubka kawy, laptopa i poniedziałkowego deadline'u nie mam nic. Ja w Warszawie, oni we Wrocławiu. W dodatku jest sobota.
Zaraz! Przecież LiveChat zajmuje się przede wszystkim tworzeniem oprogramowania, które optymalizuje kontakty między klientem a firmą. W tym między innymi komunikatorami, dzięki którym można z przedstawicielami firmy porozmawiać niezależne od czasu czy przestrzeni. Czas go przetestować. Wchodzę zatem na stronę LiveChat i korzystam z komunikatora dostępnego na stronie:

Po kilku sekundach niejaki Jan Support Hero, odpisuje, że poleca kontakt z działem marketingu. Ja na to, że jasne, że wiem jak to wszystko działa, ale ja mam nad głową deadline i potrzeba pomocy. Jan okazuje się godny swojego tytułu i bohatersko wspiera mnie w potrzebie. Okazuje się też być nie jakimś wirtualnym awatarem, ale Janem Pietruszką, aspirującym projektantem i majsterkowiczem, który gdy nie pracuje w LiveChacie, robi meble, gotuje i restauruje garbusy.
Chcę wiedzieć jaka jest atmosfera w firmie wycenianej na miliard złotych. Przecież co kwartał notują ogromne wzrosty. No i jeszcze teraz ta wycena. To nie bierze się przecież znikąd. „Jako pracownicy mamy dużą swobodę w tym co robimy i wszyscy pracujemy na produkt. Chcemy go ulepszać,” pisze. „A i firma stawia nam pizzę w piątki,” dorzuca.
Nic dziwnego, ze Jan reklamuje swoja firmę. Przecież nie będzie obcemu zwierzał się ze swoich karierowych rozterek. Coś jednal musi być w atmosferze firmy, skoro właśnie mija druga rocznica, odkąd tu pracuje. Czy byłby tu, gdyby było mu źle? LiveChat to jego druga praca w życiu. W pierwszej nie zagrzał miejsca. Pisze, że pracował w „beznadziejnej agencji reklamowej sprzedającej Google Adwords”. Nazwy firmy podać nie chce.
Tyle o Janie. A jak wyglądał zeszły piątek w ich firmie? Mariusz Ciepły ma na swoim Facebooku zdjęcie z Markiem Cubanem, amerykańskim miliarderem i przedsiębiorcą-showmanem. Sam jednak showmanem nie jest. Nie było wielkich przemów, nie było szampana. „Po prostu wpadł szczęśliwy do biura, pogratulował wyniku i zachęcił do dalszego udoskonalania produkt,” pisze Jan.

Czas dotrzeć do Mariusza Ciepłego. Jedyne co o nim wiem, to to że nie zabiega specjalnie o rozgłos w mediach. Świetnie. Już widzę jak mi się uda do niego dotrzeć. Pozostaje mi LiveChat. Tym razem korzystam ze strony przeznaczonej dla inwestorów firmy. Tak docieram do Marcina Droby z Inner Value, firmy obsługującej relacje inwestorskie LiveChata. Dostaję zapewnienie, że komentarz dostanę. Łatwo nie będzie, bo weekend, bo firma nie ma praktycznie klientów w Polsce i rzadko pojawia się w naszych mediach, ale coś uda się załatwić. Prosi o przesłanie pytań.
Duża kawa, laptop i cisza po stronie LiveChat. Zaczynam nękać Mariusza na Facebooku. Zapewnia, że właśnie dopracowuje odpowiedzi. W międzyczasie zaczynam pisać artykuł. Pomagają mi Hania i Patrycja, które dyżurują tego dnia na LiveChacie. Fajne uczucie, wiedzieć, że w razie wątpliwości mogę je o wszystko dopytać i nie muszę nikogo dręczyć telefonami. W międzyczasie przychodzą odpowiedzi od Mariusza.
Historia próby komunikacji z firmą, która ma ułatwiać komunikację, na szczęście zakończyła się happy endem. Historię tego jak buduje się firmę wartą miliard złotych pozwolę opowiedzieć jej twórcy:

