
Co jakiś czas odżywa w Polsce spór ekonomiczny o wysokość płacy minimalnej. Osoby, które zajmują w nim skrajne pozycje, z jednej strony postulują konieczność jej likwidacji, a z drugiej opowiadają się za jej zrównaniem ze średnią europejską. A co sądzą Polacy? Z ostatniego sondażu TNS wynika, że większość z nich oczekuje podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, jak również zwiększenia minimalnej stawki brutto za godzinę pracy.
Licytowanie się na zwykły rachunek matematyczny w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jaka powinna być płaca minimalna w tym kraju lub jaka jest godna stawka za godzinę tej pracy to zbyt mało. Oczekiwania społeczne uznaję za w pełni uzasadnione. Nawet ich oczekiwany wzrost w moim odczuciu nie poprawi na zbyt długo sytuacji w takim stopniu, aby otrzymywane przez pracownika wynagrodzenie zaspokajało jego kluczowe potrzeby i nie mam tu na myśli tylko potrzeb podstawowych. Nie trzeba zbyt karkołomnych analiz kosztów życia, by stwierdzić, że sugerowana kwota pozwala ograniczać się w wielu przypadkach, jedynie do tego co konieczne.
Chcemy posiadać nowoczesne, świadome, wykształcone i pozbawione historycznych kompleksów społeczeństwo. Jednym z kluczy do tego celu jest status społeczny i finansowy. Zatem nie należy zapominać o tym, że do rozwoju tego społeczeństwa potrzebne są środki finansowe pozwalające również na indywidualne decyzje o rozwoju osobistym, kształceniu czy doskonaleniu. Zakup książki, pójście do kina, teatru czy na koncert nie powinno być luksusem w dzisiejszych czasach. I oczywiście rozumiem, że rachunek ekonomiczny przedsiębiorstw jest tutaj najważniejszy, ale nie zapominajmy, że źle, nieadekwatnie opłacany pracownik to człowiek zdemotywowany, zmęczony trudnościami w życiu codziennym, pogrążony w ciągłym stresie o jutro, a tym samym mało efektywny. W efekcie głównym powodem zmiany pracy przez bardzo wielu pracowników, są niesatysfakcjonujące warunki finansowe, a nie rozwój zawodowy w nowym bardziej zaawansowanym środowisku pracy.
Napisz do autora: dawid.wojtowicz@innpoland.pl