
Do końca swojego życia Mark Zuckerberg przekaże 99% swoich udziałów w Facebooku na konto założonej wraz z żoną – Priscillą Chan, fundacji. Jednym z głównych pól działalności Chan Zuckerberg Initiative jest edukacja, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że założyciel Facebooka już wcześniej hojną ręką obdarowywał szkoły milionowymi dotacjami. Skala zaangażowania social mediowego potentata świadczy tym dobitniej o wsparciu, jakiego system edukacji potrzebuje ze strony biznesu.
Zeszłoroczny raport „Biznes dla Edukacji” zrealizowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami rozpoczyna złowrogo brzmiące zdanie: „Wyniki badań są alarmujące – aż 75% firm ma problemy z rekrutacją nowych pracowników”. W kontekście następnego, które mówi: „[stopa bezrobocia] osiągnęła w Polsce 28% w grupie osób do 25 roku życia i 10,7 w całej populacji” można pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja na polskim rynku pracy zakrawa o schizofrenię.
Z założenia, że polski system edukacji wymaga wsparcia biznesu wyszli przedstawiciele firmy Samsung, którzy kompetencyjne braki młodych postanowili uzupełniać na własną rękę. W efekcie powołali do życia Samsung Labo, czyli jak czytamy na internetowej stronie projektu, „innowacyjne kursy doszkalające dla studentów i uczniów, otwierające nowe możliwości na rynku pracy”.
Kształcenie dualne jest wciąż incydentalne i niedoceniane jako efektywny model przygotowania pracowników do zawodu. Samsung LABO, jako projekt prowadzony w dwóch ścieżkach zawodowej i profesjonalnej (z uczelniami wyższymi), odpowiadać będzie na zapotrzebowanie rekrutacyjne panujące na rynku pracy, a także na potrzeby biznesowe pracodawców.
W ramach Samsung Labo organizowane są kursy w szkołach zawodowych i na uczelniach wyższych. Fakultety cieszą się dużym powodzeniem, bo który student czy nie chciałby poznać tajników funkcjonowania najnowszych platform oprogramowania takich jak Android, Tizen czy Smart TV i ćwiczyć ich zastosowanie w praktyce?
Podstawy, które daje uczelnia to np. język C, to HTML5, JavaScript – na tej bazie można wprowadzać bardziej zaawansowane tematy. Labo zaklasyfikowałbym jako taki zaawansowany kurs na studiach. Jeden z moich studentów stwierdził niedawno: „O, wreszcie przydało nam się coś, czego uczyliśmy się na studiach”. Wtedy dotarło do mnie, że studentom czasem brakuje kontekstu – każemy im przyswajać pewne elementy, dla których oni sami nie widzą zastosowania. A tu nagle przychodzi producent z urządzeniem dla którego student na przestrzeni tygodnia może napisać aplikację, umieścić ją w sklepie i sprzedawać, lub udostępnić za darmo.
Kamil Grondys podkreśła, że studenci w Labo nabywają umiejętności praktyczne: - Skupiamy się na rzeczach uniwersalnych, jak na przykład robienie code review, pisanie kodu w taki sposób, żeby był czytelny dla kolegi z którym się pracuje w zespole, zwracamy uwagę na wydajność pewnych rozwiązań – podkreśla. – Traktujemy daną grupę jak team, który staje przed wykonaniem pewnych zadań. Następnie dzielimy dany team na grupy robocze, które pracują nad konkretnymi produktami – wyjaśnia zasady prowadzenia zajęć Grondys.
Artykuł powstał we współpracy z firmą Samsung.