Mamy plan. Ale czy dobry? Pytamy ekspertów o "Plan Morawieckiego"

Mateusz Morawiecki podczas prezentacji planu odpowiedzialnego rozwoju
Mateusz Morawiecki podczas prezentacji planu odpowiedzialnego rozwoju Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta
Nie Izrael, nie Estonia, ale Polska - polski rząd chce wepchnąć krajową gospodarkę na ścieżkę innowacji i inwestycji. Dziś ministerstwo rozwoju pokazało plan, nazywany już "Planem Morawieckiego". Eksperci mówią - ambitne, ale jak rząd chce skłonić przedsiębiorców do wydawania?

Mateusz Morawiecki, minister rozwoju, przedstawił dziś w Warszawie przyjęty właśnie dziś przez rząd Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Według założeń rządu jest to gotowy zestaw narzędzi dynamizujących rozwój Polski.

Założenia planu Morawieckiego:


- reindustrializacja (rozwijanie przewag konkurencyjnych i specjalizacji polskiej gospodarki),

- rozwój innowacyjnych firm

- kapitał dla rozwoju (więcej inwestycji i budowanie oszczędności Polaków),

- ekspansja zagraniczna (wsparcie eksportu, reforma dyplomacji ekonomicznej, promowanie polskich marek),

- rozwój społeczny i regionalny (m.in. reforma szkolnictwa zawodowego, włączenie obszarów wiejskich i małych miast w procesy rozwojowe



– Czy rząd ma w dyspozycji ludzi tak skutecznych w kruszeniu betonu, że zrobią nam tu drugą Estonię albo Izrael? – spytał redakcję InnPoland Rafał Agnieszczak, przedsiębiorca i twórca biznesów internetowych, odpowiadając pytaniem na pytanie o ocenę przedstawionego dziś pomysłu rządu, nazywanego już "planem Morawieckiego”. – Mam wątpliwości, ale kibicuję mimo wszystko. Nie stać nas na marazm i stagnację - światowa gospodarka przechodzi obecnie takie przeobrażenia, że to dla nas ostatni dzwonek aby jakoś odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

– Ten plan jest na pewno ambitny – przyznał prof. Witold Orłowski w rozmowie z InnPoland. – Bardzo dobrze, że taki plan powstaje, po latach, w których hasłem była ciepła woda w kranie, musimy mieć bardziej ambitne plany – zauważył.

Zaprezentowane dziś plany rządu mierzą wysoko, politycy chcą rozwiązać takie odwieczne węzły gordyjskie jak zamówienia publiczne oraz rozwój polskich innowacyjnych firm. W nowelizacji zamówień publicznych rząd chce odejść od kryterium najniższej ceny, krytykowanego od dawna rozwiązania, który promuje tanią tandetę zamiast produktów dobrej jakości, które siłą rzeczy muszą więcej kosztować.


Koniec z zachęcaniem najniższą ceną

– Zbyt wiele polskich firm opiera swoją konkurencyjność na dostarczaniu nieskomplikowanych produktów po najniższej cenie, a instytucje publiczne stosują w zamówieniach kryterium najniższej ceny - napisało ministerstwo rozwoju w informacji prasowej. Resort zauważa, że Polska ma mało czempionów gospodarczych. – Państwo musi nie tylko wesprzeć firmy w zwiększaniu innowacyjności, ale też samo, poprzez system zamówień publicznych, stać się wymagającym technologicznie klientem –napisano w komunikacie.
Nowy pomysł ma też wprowadzić ułatwienia dla sektora MSP, dać punkty za innowacyjność, promować stabilne miejsca pracy (to może być ukłon w stronę pracodawców zatrudniających na umowy o pracę zamiast tańszych śmieciówek). Gra jest warta świeczki. – Publiczne przetargi to 150-160 mld zł rocznie – powiedział Morawiecki w poniedziałek w rozmowie z PAP.

Jeszcze ciekawsze są założenia, które mają rozruszać polską innowacyjność. Opiekuńcze skrzydła nad polskimi start upami ma roztoczyć nowy program „Start in Poland”, którego celem będzie stworzenie warunków do rozwoju dla polskich start upów. Program zakłada stworzenie sprawnego systemu finansowania ze środków krajowych i europejskich, lepsze wykorzystanie infrastruktury państwowej i otwarcie instytucji publicznych na wykorzystanie ich produktów.

Z dobrym refleksem, wyprzedzając publikację ministerstwa, zareagowała Konfederacja Lewiatan, która wczoraj opublikowała swoje propozycje co do wspierania innowacyjności. Pracodawcy domagają się głównie ulg podatkowych na prowadzenie prac badawczo- rozwojowych, dodatkowych wakacji podatkowych w branżach związanych z inteligentną specjalizacją, a także zachęt podatkowych dla inwestorów, którzy łożą na nowe firmy.

Według ministra Morawieckiego, plan przygotowany przez jego resort proponuje konkretne rozwiązania, dzięki którym Polska wyjdzie z pięciu przedstawionych przez resort pułapek rozwojowych, czyli pułapki średniego dochodu, braku równowagi, przeciętnego produktu, demograficznej i wreszcie – pułapki słabości instytucji.

Zaprezentowany dziś pomysł wywołuje dwojakie uczucia. Z jednej strony zapytani przez InnPoland eksperci doceniają projekt zmian, z drugiej, zauważają przytomnie, że jego realizacja nie będzie łatwa.

– Pada oczywiście pytanie o jego wykonalność – mówi prof. Orłowski. By dało się te plany zrealizować, np. by powstawały polskie firmy, to musi ten kapitał polski być, a kapitał się zwiększa przez oszczędności – zauważa profesor i wskazuje pierwszą problematyczną kwestię. - Morawiecki nie powiedział ani słowa, jak chce zwiększać oszczędności Polaków, a to najtrudniejsza rzecz – podkreśla. Drugą jest jego zdaniem skłonienie polskiego biznesu do wydawania pieniędzy. – Jeśli już ten kapitał uda się znaleźć i rządowi uda się doprowadzić do wzrostu oszczędności – to w jakiś sposób skłonić przedsiębiorców do inwestycji? – pyta prof. Orłowski i zauważa, że w przedstawionym planie nie było o tym ani słowa.

Koncepcja scentralizowania kapitału oraz decyzyjności mi się podoba – powiedział Rafał Agnieszczak. – Właściwie nie tyle mi się podoba, co może być po prostu skuteczniejsza. Pod jednym warunkiem – że wykonawcy tej strategii będą mieli bardzo wysokie kompetencje, co zawsze jest największym problemem – zauważył.

– Uważam ten plan za bardzo ambitny i trafnie identyfikujący bariery rozwojowe – ocenia Maciej Kuziemski, prezes Koalicji na rzecz Polskich Innowacji. Jego zdaniem, plan przywraca właściwe proporcje między wolnym rynkiem a rolą państwa w kształtowaniu rozwoju, ale jest obarczony sporym ryzykiem. – Jest to plan wymagający ogromnego wysiłku organizacyjnego administracji centralnej i regionalnej, Spółek Skarbu Państwa oraz kapitału prywatnego – mówi. Plan jego zdaniem rozpisany jest na dekady, a długofalowe planowanie nie jest mocną stroną administracji. Dobrze ocenia fakt, że nowy plan nie anuluje wszystkiego dobrego, co się wydarzyło dotychczas, choćby Konstytucja dla biznesu. – Nie ma takiej osoby na świecie, która mogłaby pani powiedzieć, czy ten plan jest do wykonania, natomiast jest on na pewno ambitny – mówi.

Kolejny punkt planu ministerstwa zapowiada małe trzęsienie ziemi w agencjach rządowych. Pomysł, nazywany już „planem Morawieckiego” zakłada integrację głównych działających od lat agencji w jedną super-instytucję, Polski Fundusz Rozwoju S.A. Trafią do niego m.in. BGK, PAIiIZ oraz PARP, KUKE. Brak pewności, jaki będzie los „integrowanych” instytucji, skoro plan mówi o unikaniu dublowania funkcji.

Morawiecki deklaruje jednak, że polscy przedsiębiorcy otrzymają silne wsparcie, a w funduszu powstanie profesjonalny pion wspierania eksportu, który zajmie się wsparciem ekspansji zagranicznej firm i promocją polskiego eksportu. Głęboka reforma czeka też polską dyplomację gospodarczą, która zacznie być premiowana za osiągnięte wyniki.

Kto odpowiada za plan, czy minister Morawiecki zwerbował do tego jakąś "super drużynę”? Jak dowiedzieliśmy się w resorcie rozwoju, projekt został przygotowany głównie własnymi siłami oraz z pomocą ekspertów z innych ministerstw.

Morawiecki chce wspierać eksport w wyspecjalizowanych sektorach, szczególnie lotniczym, motoryzacyjnym, szynowym czy stoczniowym. „Tu widzimy ogromną szansę do rozwoju i chcemy tworzyć warunki do tego rozwoju” – powiedział.

Gdy pamiętamy o losach poprzednich planów rozwoju polskiej gospodarki, możemy jedynie – i uprzejmie – życzyć ministrowi powodzenia.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...