logo
Fot. U.S. Pacific Fleet/Flickr/bit.ly/1VOLWI3

Szukasz pracy, ale od jutra, zajmiesz się tym w weekend. Potem znajdujesz wymarzone ogłoszenie, ale przytłacza cię lista wymagań. To wszystko bez sensu, bo przecież i tak ją znienawidzisz.. Przeczytajcie, jak sobie radzić z częstymi obawami przy szukaniu nowej pracy.

REKLAMA
Na szukanie pracy będziesz musiał poświęcić cały swój wolny czas
/ Fot. Tatiana/Flickr/bit.ly/1VsA3Yo
Szukasz pracy, ale od jutra, zajmiesz się tym w weekend. Potem znajdujesz wymarzone ogłoszenie, ale przytłacza cię lista wymagań. To wszystko bez sensu, bo przecież i tak ją znienawidzisz... Przeczytajcie, jak sobie radzić z częstymi obawami przy szukaniu nowej pracy.

Racja, ten proces pochłania czas. Po pierwsze, trzeba się przedrzeć przez stosy ogłoszeń, by znaleźć coś, co w ogóle odpowiada twoim zainteresowaniom. Trzeba jeszcze poświęcić czas na przygotowanie porządnej aplikacji, czyli listu motywacyjnego, CV, referencji. I to dalej nie koniec – jeśli dostaniesz się na rozmowę kwalifikacyjną, znowu będziesz musiał spędzić swój wolny czas na przygotowaniach. To naprawdę nie bułka z masłem.

Ale jest światełko w tunelu. Są sposoby na optymalizację czasu spędzonego na poszukiwaniach. Zarezerwuj sobie określony czas w tygodniu, by usiąść i skupić się tylko na tym zadaniu. Uwaga, nie chodzi o „popracuję nad tym w weekend”, ale konkretną datę – „będę to robić w środę od godziny 19 do 21”. Dobra wiadomość – o godzinie 21 wstajesz i zamykasz komputer. Jesteś wolny.
Na każde takie posiedzenie wybierz zadania. Na przykład: znaleźć trzy ogłoszenia o pracę, napisać list motywacyjny do firmy XYZ na pozycję ABC, przejrzeć CV.

Dlaczego? Bez sprecyzowanego terminu i zadań twój czas prawdopodobnie rozejdzie się między palcami. Jeśli będziesz szukał ogłoszeń, jednym okiem śledząc ulubiony serial, będziesz zdekoncentrowany. Dodatkowo wciągnie cię na pewno Facebook, czy inny internetowy pożeracz czasu.
Nie masz absolutnie żadnych kwalifikacji
/ Fot. Goodstock.photos
Gdy już znajdziesz ciekawe ogłoszenie i dotrzesz do listy wymagań… pora na obawę nr 2. „Ile mam mieć lat doświadczenia? I mam być ekspertem we wszystkich tych programach?”
Nie jesteś jedyną osobą, która zadawała sobie pytanie, jak ma zdobyć wymagane doświadczenie, jeśli nie może spełnić wymagań na stanowisko, które jej właśnie takie doświadczenie da.

Jednak Forbes zauważa, że niektóre z wymagań są wymienione, bo po prostu – dobrze brzmią. Co więcej, firmy często w ten sposób opisują swojego wymarzonego kandydata… a będą oceniać tych, którzy się zgłoszą, nie zatrzymają przecież rekrutacji do momentu, gdy zgłosi się ten wymarzony pracownik. Jeśli więc na końcu listy wymagań jest obezwładniająca lista koniecznych umiejętności, potraktuj to jako listę życzeń, ale skup się w swojej aplikacji na tych umiejętnościach, które ty masz.
Nie zostaniesz nawet zauważony
/ Michaer Dornbierer/Flickr/bit.ly/1QtXMzi
Ubieganie się o stanowisko, gdy wiesz na pewno, że rekruter ma biurko zasypane podaniami, może zniechęcać. Szybko można zacząć wątpić w siebie i w szanse zostania wybranym z tego całego stosu aplikacji. Jednak, jeśli ubiegasz się o stanowisko, do którego masz kwalifikacje, zasługujesz na tyle samo, co inni.
Dobra wiadomość – wciśnięcie przycisku „wyślij” to nie koniec, a dopiero początek aplikowania. Chcesz się wyróżnić – musisz działać dalej. Nie wahaj się „przejść dodatkowej mili”, wykaż inicjatywę, podziel się z rekruterem materiałami, które mogą go zainteresować. Na przykład – prześlij link do swojego portfolio lub bloga. Liczy się wszystko, co pozwoli firmie lepiej cię poznać.

Czasem chodzi o proste rzeczy, jak ciekawa, niestandardowa treść listu motywacyjnego, inna niż „niniejszym ubiegam się o to stanowisko”. Redaktor naczelny z „Daily Muse” lubi, gdy kandydat na dziennikarza zaczyna od anegdoty czy pasującego powiedzenia, ciekawe otwarcie listu zdobywa uwagę czytającego. Nie przesadź jednak, bo spotkasz się pytaniem – „Świetnie, że spróbowałeś każdego rodzaju sera w Wisconsin, ale jak to czyni cię dobrym programistą?”.
Zdobędziesz pracę i ją znienawidzisz
/ Fot. Marynificent Bradley/Flickr/bit.ly/1U9CJsD
Wiele jest myśli, które chodzą po głowie człowiekowi, który ubiega się o pracę, pierwszą czy kolejną. „Co jeśli w ogóle się nie sprawdzę? Co jeśli jej nie polubię? A co jeśli to nawet nie jest właściwa branża dla mnie?”. W pracy spędza się mnóstwo czasu, jeśli nie jesteś w niej zadowolony (przez większość czasu), to wpłynie negatywnie na całe twoje życie. Więc nie zadomawiaj się w takiej firmie.

Ale zanim pozwolisz tej myśli doprowadzić cię do paniki i ucieczki – zastanów się. Nie ma gwarancji, że pokochasz nową pracę, dokładnie tak samo, jak nie ma gwarancji, że ją znienawidzisz. Jedyna gwarancja – nie możesz mieć pojęcia, jak się rozwinie przyszłość.
Świetna rada: nie rób z czegoś problemu, dopóki to faktycznie nie okaże się problemem. A pracy szukaj takiej, o której jesteś przekonany, że jest dla ciebie świetna. Jeśli – jeśli – okaże się koszmarem (no bywa i tak) – wtedy się tym zajmiesz.

Nic nie trwa wiecznie. Jeśli jednak nabierzesz odrazy do swojej nowej firmy, to co? To poszukasz czegoś innego. Po prostu. Natomiast z pewnością nie powinieneś brać jakiejkolwiek pracy, tylko dlatego, że możesz z niej odejść, to przepis na katastrofę.

Nic dziwnego że się boisz. Szukanie pracy to jednak także szansa, by dobrze ukształtować swoją przyszłość. Przyjrzyj się temu, co cię powstrzymuje i rozminuj te obawy.
Źródło: Forbes