Myślisz, że Francję podbija polski hydraulik? Pudło. Naszym towarem eksportowym są cieśle szalunkowi

Polski hydraulik ma godnego następcę
Polski hydraulik ma godnego następcę POT / Pixabay


Z Tour Odéon w Monako, najdroższego apartamentowca świata, rozpościera się widok na Francuską Riwierę i Morze Śródziemne. Cena metra kwadratowego sięga 91 tysięcy euro, ale lokale rzadko pojawiają się w ofercie. Jednak ta prestiżowa inwestycja nie powstałaby, gdyby nie polski towar eksportowy do Francji – cieśle szalunkowi.


W 2005 roku Francuzi protestowali przeciwko psuciu ich rynku pracy przez fachowców z krajów, które rok wcześniej zostały członkami Unii Europejskiej. Symbolem sprzeciwu stało się wyrażenie „polski hydraulik”. Dziś mieszkańcy Francji polskich fachowców zapraszają z otwartymi ramionami. Takich cieśli szalunkowych jak polskich na próżno jest szukać w Europie.


Kto to taki? Cieśla szalunkowy buduje szkielety, które są kluczowe na początkowym etapie budowy. Podtrzymują stropy i ściany. – Polscy cieśle szalunkowi budowali nie tylko stadiony, ale przede wszystkim takie prestiżowe inwestycje jak elektrownia atomowa, czy podziemny tunel Lyon-Turyn pod Alpami – mówi w rozmowie z INN:Poland Artur Ragan z Work Service Express, katowickiej agencji, która zajmuje się kojarzeniem polskich fachowców z zagranicznym pracodawcą. Do tej pory do samej Francji wysłał ponad 5 tysięcy robotników budowlanych, z czego tysiąc, to właśnie cieśle szalunkowi.
Jakie wynagrodzenie wchodzi w grę? Podstawowa pensja cieśli szalunkowego, który ma doświadczenie w najważniejszych nowoczesnych systemach Peri, Deko i Satoca, wynosi w przeliczeniu na złotówki ok. 10 tysięcy zł brutto.


Cieśla szalunkowy nie musi nawet znać języka kraju, do którego jedzie. Na miejscu może liczyć bowiem na obsługę ze strony polskiego koordynatora, który pomoże mu z załatwieniem wszystkich bieżących spraw. Jeśli jednak zna język, może liczyć na dodatek rzędu 100 euro miesięcznie. Podobnie w przypadku używania swojego auta za granicą. Popyt na tych fachowców jest tak duży, że Work Service Express gotów jest rozdawać jednorazowe bonusy (od 200 do 300 zł) dla osób, które polecą cieślę, który podejmie pracę. Do niedawna w Polsce bonusy referencyjne były zastrzeżone dla informatyków i wyższych stanowisk.
– Bez wątpienia „cieśla szalunkowy” to nasz hit eksportowy – mówi z uśmiechem Artur Ragan. – Francuscy pracodawcy cenią naszych fachowców za trzy rzeczy. Pierwszą jest rzetelność. Przez ostatnie lata polscy cieśle zyskali markę na tym rynku. Druga, to uniwersalność. Polski cieśla zazwyczaj ma też kilka innych kompetencji. Może pracować jako zbrojarz czy monter. Trzecią rzeczą są nadgodziny. Polacy biorą je bardzo chętnie, podczas gdy Francuzi o 17-tej patrzą już wymownie na zegarek – rozwija swoją myśl.

Polski cieśla szalunkowy we Francji pod względem zarobków zaczyna dystansować naszego spawacza w Norwegii, który do niedawna był „towarem eksportowym”. Fachowcy w kraju fiordów mogli zarobić ok. 12 tysięcy złotych miesięcznie, mieli opłacone przeloty do kraju, zakwaterowanie, dojazdy do pracy, a nawet jedzenie w postaci szwedzkiego stołu. Wie o tym doskonale Rafał Pelic, który przez kilka ostatnich lat pracował na budowach m.in. w Norwegii, Szwecji, Finlandii, Francji i w Niemczech.

– W tej chwili w Norwegii spawacz przy budowie rafinerii koło Stavanger zarabia ok. 140 koron na godzinę. Firmy zrezygnowały jednak z wielu benefitów i nie pozwalają pracować więcej niż 8 godzin dziennie, a to ogranicza możliwość dodatkowego zarobku – mówi w rozmowie z INN:Poland Pelic, który w marcu wrócił z ostatniego kontraktu.

Przyczyn spadających stawek upatruje w pojawieniu się nowych agencji pracy, które jako prowizję biorą część wynagrodzenia pracownika oraz w napływie tańszych fachowców z Bułgarii, Rumunii i Litwy. – W tej chwili w Norwegii pracuje najwięcej Litwinów i to oni dyktują warunki płacowe – wyjaśnia.

Świetna marka naszych cieśli została zauważona również w Belgii. Na rynku pojawia się coraz więcej ofert z tego kraju. Na pewno nie bez znaczenia jest bliskość kulturowa i fakt, że nasi fachowcy zdobyli już dobrą markę i doświadczenie w kraju frankofońskim. Ale w opinii Artura Ragana jeszcze jeden polski fachowiec jest dobrem poszukiwanym na francuskim rynku. Operatorzy dźwigów budowlanych mogą liczyć na jeszcze lepsze warunki.

Napisz do autora: tomasz.staskiewicz@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Od spalonej wątróbki do wynalezienia internetu. Fascynujący życiorys Paula Barana
0 0O pracy w tym miejscu marzą tysiące. Właśnie ruszyła rekrutacja dla Polaków
0 0Czy można przeklinać w pracy? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje
0 0Syn twórcy plastikowych toreb o intencji ojca. „Zostały wynalezione, by chronić planetę”
0 0Gdzie są podatki, tam zawsze będzie szara strefa. Tak wygląda "praca na czarno" w Polsce
0 0VAT na e-booki spadł, ceny ani drgną. Czytelnicy są wściekli, ale nie znają całej prawdy

INNSPIRACJE

0 0Polak rozkręcił świetny biznes w USA. Zdradza, jak radzić sobie z porażką i brakiem motywacji
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy

STARTUPY

0 0Amerykańskim naukowcom się nie udało, a one to zrobiły. Tak powstały innowacyjne kosmetyki
0 0Start-up chce zasilać samochody wodą i alkoholem. Ale trochę się zapędzili