"Windykator z płynnym rosyjskim poszukiwany". W urzędzie pracy pełno dziwnych ogłoszeń. Wiemy, kto za tym stoi

Urząd pracy są wśród pracodawców drugim najpopularniejszym kanałem szukania pracowników, wyprzedza je jedynie system polecania osób przez aktualnych pracowników.
Urząd pracy są wśród pracodawców drugim najpopularniejszym kanałem szukania pracowników, wyprzedza je jedynie system polecania osób przez aktualnych pracowników. Fot. Agencja Gazeta
Dyrektor handlowy, agent ds. zakupów, główny księgowy – to aktualne oferty pracy znalezione w urzędach pracy w Warszawie i Wrocławiu. Te atrakcyjne i niektóre – wysoko płatne oferty łączy jeden szkopuł – żeby zdobyć tę pracę, trzeba być przy okazji specjalistą od języków wschodnich. Skąd taki popyt na poliglotów?


Czy w Urzędach Pracy znajdziemy same oferty dla specjalistów od obróbki skrawaniem? A skąd. Owszem, znajdą się i takie, jak praca dla ślusarza, gdzie pracodawca wymaga sprawności fizycznej i dobrego wzroku, a w rubryce „wymagane wykształcenie” wpisał „nieistotne”.


Ale wśród tak typowych ofert, znajdziemy też ogłoszenie na stanowisko kierownika TBM, czyli tarczy drążącej tunel metra. Pracodawcy jest obojętne, czy zatrudni kobietę czy mężczyznę, warunkiem koniecznym jest jednak biegła znajomość tak popularnego nad Wisłą języka jak – turecki. Wybraniec będzie nadzorował drążenie tuneli przez tureckich operatorów i mechaników, sprowadzonymi właśnie do budowy metra.


Jeśli ktoś nie zna języka tureckiego, może warto się szybko douczyć, ponieważ deklarowane wynagrodzenie wynosi… 22 tys. zł miesięcznie. Z językiem tureckim, jeśli ktoś akurat nie jest biegły w budownictwie, można się zatrudnić na stanowisku agenta ds. zakupów. Wymagana jest nawet nie dobra, czy praktyczna, ale biegła znajomość języka tureckiego oraz tamtejszego rynku słodyczy, przypraw i przetworów.
W urzędzie pracy znajdzie się nawet coś dla branży dziennikarskiej, choć zapewne tej nieco starszej od millenialsów. Dlaczego? Nie mieli w szkole rosyjskiego. Poszukiwany redaktor serwisu internetowego wystarczy, że będzie miał maturę i trzy lata doświadczenia zawodowego, ale musi móc pochwalić się znajomością języka rosyjskiego na bardzo dobrym poziomie w mowie i piśmie. Za trud i wytrwałość w nauce bukw pracownik otrzyma 35 tys. zł na umowę zlecenie.


Poszukiwany windykator z pogodnym usposobieniem.
Kolejna firma poszukuje pracownika z biegłym językiem rosyjskim, który tym razem jest niezbędny do projektowania grafiki. Zadaniem kandydata będzie stworzenie wizualizacji projektów graficznych dla produktów wzornictwa przemysłowego oraz ilustracji i materiałów graficznych dla projektantów. Taki grafik ma również posiadać wykształcenie techniczne. Za ten trud oraz znajomość podstawowych programów do projektowania ( Adobe Photoshop, Illustrator, Autodesk AutoCad) otrzyma 13 tysięcy złotych. Stawka wydaje się więc wysoka. Pracodawca zachęca jeszcze „pracą na arenie międzynarodowej”.

Dalej – poszukiwany przez urząd pracy architekt stron internetowych ma znać język angielski, rosyjski i ukraiński, a za swoje talenty lingwistyczne dostanie niemal 10 razy mniej – 3,5 tys. zł. Urząd we Wrocławiu szuka administratora budynku, który ma wykształcenie wyższe ekonomiczne, zna świetnie rosyjski i zgodzi się pracować na pół etatu – na trzy zmiany – za 925 brutto. Nie za dzień, za miesiąc.

Ten sam wrocławski urząd pracy szuka na stanowisko windykatora, z wyższym wykształceniem i pogodnym usposobieniem i biegłym językiem rosyjskim i angielskim. Cel – „przeprowadzanie klientów przez proces płatności” za 5 tysięcy miesięcznie.

Poszukiwane kwalifikacje mogą sięgać dalej na Wschód. Również we Wrocławiu urząd pracy poszukuje dyrektora do spraw handlowych. Wymagania standardowe, wykształcenie wyższe – i tu zaczyna się ciekawie. Kandydat musi znać maszyny górnicze i do obróbki kamieni, a także język chiński w mowie i w piśmie – „w celu porozumiewania się z dyrekcją firmy w Chinach i kontrachentami z Chin” (pisownia oryginalna).
Skąd zapotrzebowanie na lingwistów?
Skąd to zapotrzebowanie na budowniczych – specjalistów od języka tureckiego, czy handlowców z doświadczeniem w górnictwie i językach Dalekiego Wschodu? Z tym pytaniem Inn:Poland zwrócił się do firmy pośrednictwa pracy, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ponieważ ministerstwo poprosiło o pytania mailem – a następnie nic nie odpisało, zadzwoniliśmy również na infolinię urzędu pracy, z dużo większym powodzeniem.

Andrzej Kubisiak, ekspert Work Service, przyznaje, że zdarza im się szukać osób z biegłą znajomością języka tureckiego czy ukraińskiego, choć nieczęsto. – Zapotrzebowanie na osoby wielojęzyczne mają głównie międzynarodowe centra usług wspólnych, choć pierwszym językiem jest angielski – przyznaje. Pracowników szukają zwykle w Polsce, a za granicą – głównie na terenie Ukrainy, ściągają ich do Polski by obsadzać wakaty.

W Polsce brakuje bowiem mocno wykwalifikowanych pracowników. – My widzimy, że to głównie pracownicy najniższego szczebla bądź wysoko wykwalifikowani pracownicy techniczni, spawacze, tokarze. To są dość trudne rekrutacje do zrealizowania w Polsce, ze względu na deficyty wykwalifikowanych pracowników technicznych – tłumaczy Andrzej Kubisiak.

Jego zdaniem, urzędy pracy są drugim najpopularniejszym kanałem szukania pracowników, wyprzedza je jedynie system polecania osób przez aktualnych pracowników. Dodaje, że w urzędach znajdują się głównie oferty bardziej podstawowe. – W Polsce jest niski poziom bezrobocia, ale 55 proc. bezrobotnych – to osoby trwale bezrobotne, powyżej roku bez pracy. Pytanie do pracodawcy, czy wśród takich osób faktycznie spodziewa się znaleźć dyrektora handlowego – dodaje Andrzej Fabisiak.

Skąd więc te oferty w urzędach pracy? Więcej światła rzuca rozmowa z… zieloną linią dla bezrobotnych i pracodawców uruchomione przez Centrum Informacyjne Służb Zatrudnienia. Krótko mówiąc - ogólna infolinia urzędu pracy. Pod bezpłatnym numerem 19524 ktoś natychmiast podniósł słuchawkę, a życzliwy głos pracownika udzielił mi… wszystkich informacji. Od ręki i bez 5 godzin konsultacji z "departamentem merytorycznym". Tajemnica, którą tak mozolnie odkrywaliśmy, śledząc wszystkie orientalne w treści ogłoszenia o pracę brzmi – jeśli pracodawca chce zatrudnić obcokrajowca, najpierw musi udowodnić, że szukał pracownika w Polsce i nie jest w stanie go znaleźć.

– Jeżeli pracodawca ubiega się o zatrudnienie cudzoziemca, musi dostać opinię wojewody – wyjaśniła pracownica infolinii. – Wtedy ma obowiązek zgłosić ofertę do urzędu pracy, a ten bada, czy jest możliwość znalezienia pracownika. Potem wydaje opinię w imieniu prezydenta miasta czy też starosty. Ta opinia nie jest dla wojewody wiążąca, musi ją jedynie uwzględnić. Na podstawie takiej opinii może na przykład odmówić wydania zezwolenia na zatrudnienie kogoś zza granicy. Jest też uproszczona procedura. Pracodawca składa oświadczenie o zamiarze powierzenia wykonania pracy cudzoziemcowi. Wtedy urząd pracy bada „możliwość zaspokojenia potrzeb kadrowych na lokalnym rynku pracy”. I – jak się okazuje, czasem jednak znajduje pracowników na miejscu.

Na koniec warto dodać, że rząd pracuje właśnie nad zastąpieniem uproszczonej procedury zatrudniania cudzoziemców, dwoma dodatkowymi typami zezwoleń na pracę sezonową i krótkoterminową. Co zdaniem Konfederacji Lewiatan, będzie miało niekorzystny wpływ na rynek pracy, ponieważ ograniczy dostęp do niego cudzoziemców.

Napisz do Redakcji: kontakt@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0O nich będzie głośno. Stworzyli pierwszy inteligentny głośnik rozumiejący komendy po polsku
BIZNES 0 0Nigdzie nie uciekniesz przed wyższym ZUS. Po tym tekście zrezygnujesz z przenosin firmy do Czech
NAUKA 0 0Ludzie już planują przeprowadzkę na "Drugą Ziemię". Ekspert wyjaśnia, czy to możliwe
WYWIAD 0 0"Postarzałam się o 5 lat w ciągu roku". Polka skończyła Harvard, wróciła ze świetnym pomysłem na biznes
0 0Rozwiązanie problemu sortowania odpadów mieliśmy 20 lat temu. Teraz może pomóc miastom uniknąć kar
0 0W Polsce powstała "Szkoła Przyszłości". Można używać smartfonów na lekcjach i uprawiać ogródek
0 0Program "Milion Plus" dla szpitali to wyborczy bubel. Jest niczym plaster na krwawiącą tętnicę