
Na ich badania NCBR przeznaczył 2,5 miliona złotych. W swoim konkursie Uber wybrał ich spośród 40 najlepszych start-upów w Polsce. Ich sprzęt do utylizacji odpadów poleci razem z kolonizatorami Marsa. O kim mowa? To HiProMine z Robakowa w Wielkopolsce. A swój sukces osiągnęli dzięki zwierzętom, od których nazwę wzięła miejscowość, gdzie obecnie pracują.
Z auli na fabryczne hale HiProMine stworzyło trzech naukowców: Jakub Urbański, Damian Józefiak i Jan Mazurkiewicz. Ich pola badawcze to między innymi żywienie zwierząt czy biologia molekularna. Nie zadowolili się jednak posadami na uczelni – uznali, że ich wiedza sprawdzi się równie dobrze w biznesie, co i na sali wykładowej.
W 2010 roku Urbański, świeżo upieczony doktor, otworzył Fabrykę Owadów, która była pierwszą w Polsce profesjonalną fermą owadów. Pomysł spotkał się z ciepłym przyjęciem na rynku i wkrótce Urbański został głównym dostawcą owadów karmowych w Polsce.
W 2012 roku do zespołu dołączył Józefiak. Razem rozpoczęli badania nad produkcją przemysłową owadów. W 2014 roku dołączył do nich Mazurkiewicz, specjalista od ryb i akwakultury. Zaczęli opracowywać stworzenie mączki z owadów, która miałaby zastąpić rybną – wykorzystywaną do karmienia drobiu, świń czy ryb hodowlanych.
Pomogła im koniunktura – wtedy zaczęły rosnąć ceny tradycyjnej paszy. Na początku tego roku kosztowała około 7,5 tys. złotych za tonę. Tymczasem ta wytwarzana przez naukowców jest o 20 proc. tańsza.
I bardziej ekologiczna – owady są bowiem naturalnymi niszczycielami śmieci. Do ich hodowli odpadki z rolnictwa i przemysłu spożywczego. A ich odchody firma wykorzystuje jeszcze do tworzenia naturalnych odpadów – proces hodowli jest więc efektywny do maksimum.
Jakub Urbański, HiProMine
Znalezienie alternatywy w chwili kryzysu zaczęło przyciągać pieniądze. Najpierw w owadzi start-up zainwestował fundusz z Izraela – Giza, a dokładnie jego polski oddział. W 2015 roku naukowcy uzyskali 2,5 miliona złotych funduszy od NCBR na dalsze badania. Wtedy przemianowali się na HiProMine, a w sierpniu założyli własne centrum badawczo-rozwojowe w, nomen omen, Robakowie.
Teraz są świeżo po swoim kolejnym sukcesie. Wygrali konkurs Uber PITCH dla najciekawszego polskiego start-upu i stoją przed możliwością zaprezentowania swoich planów Travisowi Kalanickowi, założycielowi firmy.

Na przekór biurokracji i niechęci inwestorów Na pytanie, skąd w ogóle pomysł na wykorzystanie owadów w taki sposób odpowiedział nam Jakub Urbański, CTO start-upu. Jak sam twierdzi, z kolegami wykorzystują tylko to, co znajduje się w przyrodzie.
– Może brzmi to banalnie, ale my po prostu wykorzystujemy naturalne procesy zachodzące w Naturze. Owady są bardzo ważnym ogniwem w tych procesach. Wystarczy się im przyjrzeć – wyjaśnia. – Ubieramy w najnowszą technologię to, nad czym przez ostatnie 250 milionów lat pracowała ewolucja – zdolność owadów do przetwarzania materii organicznej – podkreśla.
Ta zdolność przekłada się nie tylko na tworzenie pasz z ich białka. Oprócz tego, i wspomnianych już nawozów, polscy przedsiębiorcy wykorzystują je do tworzenia biopaliw i tłuszczy dla przemysłu kosmetycznego. Zapewniają, że w ten sposób wypełniają rynkowe luki, związanych z deficytem białka na świecie i zarządzania śmieciami.
Urbański przyznaje jednak, że najtrudniejsze było dla nich, ludzi z ośrodków akademickich, wejście ze swoją wiedzą w realia rynkowe.
– To defekt systemu kształcenia. Studia nie przygotowują w żaden sposób ani do prowadzenia firmy, ani do poruszania się w świecie biznesu, ani nawet, poza nielicznymi, chlubnymi wyjątkami, prezentowania swojej wiedzy i możliwości. Dlatego niewiele osób ze środowiska naukowego w ogóle bierze pod uwagę możliwość stworzenia własnego biznesu – tłumaczy Urbański.
Do tego dochodzi niechęć inwestorów dla firm, zajmujących się inną branżą niż informatyczna. Urbański wspomina, że okres inkubacji takich przedsiębiorstw wynosi 10 lat, a w Polsce brakuje funduszy, które były przygotowane na finansowanie takiego sektora. Przez to, zdaniem naukowca, marnuje się potencjał nauk przyrodniczych, bo po prostu nie ma komu wyłożyć na nich pieniędzy. Co w takim razie ratuje badaczy z tego obszaru?

– Mechanizm, który sprzyja komercjalizacji nauki są projekty grantowe. Wymuszają faktyczną współpracę sektora naukowego i przedsiębiorstw – mówi Urbański. – Ale często problemem jest też biurokracja, choćby ich rozliczanie. Wtedy celem wydaje się być nie komercjalizacja wiedzy i potencjału naukowego, tylko osiągnięcie wskaźników, niekiedy całkiem absurdalnych z punktu widzenia projektu – krytykuje.
HiProMine pokonało biurokrację, zdobyła dużego inwestora, a teraz ma szansę na kolejnego. Jakie są ich plany na przyszłość? Przekonać ludzi, że białko z owadów jest tak samo wartościowe jak to z innych zwierząt i wejść na rynek suplementów diety i odżywek.
Teraz startup z Robakowa planuje wysłać owady w kosmos. Współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną i opracowują projekt bio-reaktora do utylizacji odpadów na cele misji kosmicznych. Zdobyte w tym procesie białko może być użyte jako koncentrat spożywczy. Prototyp instalacji będzie testowany w ramach projektu M.A.R.S. Kolonizatorzy Czerwonej Planety będą się żywić dzięki urządzeniom naukowców z wielkopolskiej wsi.
Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl
