Ryzyko opłaci się Empikowi?
Ryzyko opłaci się Empikowi? Rafał Slifka/Agencja Gazeta

REKLAMA
Jeden z naszych czytelników dostał od największej w Polsce sieci księgarni nieoczekiwany prezent. W pudełku poza kartą rabatową, znalazł bowiem wydrukowane materiały, które zamieścił wcześniej w sieci. Jak udało nam się ustalić tego typu przesyłki kierowane były do wąskiej grupy dziennikarzy i blogerów. Sieć reklamuje w ten sposób pierwszy w Polsce „uczący się” program lojalnościowy „Mój Empik”.
Ryzykowna zagrywka podoba się ekspertowi ds. Public Relations Michałowi Kreczmańskiemu. – Z punktu widzenia branży bardzo doceniam próbę personalizacji. Wpisuje się ona w obowiązujący na rynku trend. Trzeba jednak pamiętać, że w tego typu akcjach zawsze podejmuje się ryzyko. Pewna grupa niezadowolonych odbiorców to koszt wpisany w nieszablonowe działania – tłumaczy w rozmowie z INN:Poland.
Reklama Empiku po raz kolejny uświadamia, że internet to znakomite źródło informacji na nasz temat
Reklama Empiku po raz kolejny uświadamia, że internet to znakomite źródło informacji na nasz temat 123rf.com/dotshock/zdjęcie seryjne
Zdaniem Kreczmańskiego ryzyko te jest jednak warte podjęcia. Jako przykład sukcesu przytacza historię związaną z akcją promocyjną festiwalu horrorów, który miał miejsce za granicą. – Organizatorzy wybrali się do prywatnych domów blogerów i dziennikarzy. Zrobione z zewnątrz zdjęcia przesłali za pomocą MMS-ów z dopiskiem: „jesteśmy tu”. Odbiorcy nie znali numerów telefonów, z których zostały wysłane wiadomości. Byli przerażeni. Pełną informację o akcji dostali później – opowiada. Efekt? 100 proc. skuteczność. Na zamkniętym evencie pojawiły się wszystkie zaproszone osoby.
– To przypadek, w którym drastyczne przekroczenie prywatności odniosło świetny skutek. Kluczowe jest tutaj wyczucie smaku – kwituje ekspert.
Trzeba jednak pamiętać, że tego typu akcje reklamowe, to w kwestiach prawnych, stąpanie po cienkim lodzie. – Jeżeli przesłane wydruki nie były wykorzystywane na użytek osobisty, tylko komercyjny, to można przypuszczać, że dysponowanie i rozpowszechnienie takiego utworu narusza przepisy ustawy. Wątpliwości budzić może jedynie okoliczność, że materiały mogły zostać wysłane jedynie do dziennikarza, który jest twórcą i nie poczyniono dalszych działań w zakresie udostępniania. W takim wypadku ciężko mówić o rozpowszechnianiu. Dziennikarzowi, będącemu autorem tekstów i zdjęć przysługują jednak autorskie prawa osobiste, które chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem – mówi INN:Poland adwokat Anna Wołczkiewicz z Kancelarii Adwokackiej Osiński i Wspólnicy.