Kobiety dalej funkcjonują w kinie jako dodatek/nagroda dla męskich wykonawców.
Kobiety dalej funkcjonują w kinie jako dodatek/nagroda dla męskich wykonawców. Fot. kadr z filmu "Och Karol 2" z Martą Żmudą-Trzebiatowską

REKLAMA
Amerykańscy naukowcy znowu nie zawiedli. Co tym razem przebadali? Na swoje laboratoryjne stoły wrzucili 100 filmów, by sprawdzić, która płeć i rasa ma do mówienia i grania najwięcej, a która najmniej.
Grupie badaczy z Uniwersytetu Południowej Kalifornii za próbę posłużyła setka najbardziej dochodowych filmów w USA od 2007 roku. Na 4370 postaci, które w nich występowały, prawie 69 proc. stanowili mężczyźni. Kobiety zaś tylko niewiele ponad 30 proc.
Chociaż liczba kobiet, obsadzanych w rolach głównych lub drugoplanowych, z roku na rok się powiększała, tak w 32 proc. obrazów wystąpiła tylko jedna przedstawicielka płci pięknej.
Okazuje się jednak, że występ na dużym ekranie to tylko połowa sukcesu – drugą połowa jest dostanie własnych kwestii dialogowych. Bo twórcy, zamiast wysilać się nad liniami aktorek, znacznie częściej wolą je rozbierać, pokazywać nago lub w skąpym stroju.
W ponad 30 proc. przebadanych filmów doszło do takich scen, kiedy mężczyźni musieli roznegliżować się tylko w niecałych 8 proc. obrazów. Taki wynik nie szokuje, zważywszy, że 92 i pół proc. produkcji zostało nakręconych przez reżyserów płci brzydkiej,
Jednak w ciągu dekady udało się dokonać pewnego postępu w reprezentacji przedstawicieli innych grup etnicznych. Teraz ponad 73 proc. bohaterów jest grana przez białych aktorów, ponad 12 proc. to osoby czarnoskóre, ponad 5 proc Latynosi, a niecałe 4 – Azjaci. Okazuje się również, że tylko dziesięciu reżyserów wśród twórców wybranych filmów miało inny kolor skóry niż biały. A żaden aktor, który reprezentuje azjatycką grupę etniczną nie zagrał w żadnym z wybranych dzieł głównej roli.
Źródło: Antyradio

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl