
REKLAMA
Filmy tak złe, że aż dobre – to oddzielna kategoria kina, w której znajdują się producenckie koszmarki. Z powodu swojej beznadziejności nie zostały skazane na zapomnienie, ale paradoksalnie mają swoją bazę fanów – czasem nawet kilkumilionową. Naukowcy z Instytutu Maxa Plancka postanowili zatem sprawdzić, dlaczego ludzie nie czytają kiepskich książek i nie słuchają słabej muzyki, ale z wypiekami na twarzy oglądają fatalnie zrealizowane produkcje filmowe. Wynik zaskakuje.
Najpierw zespół badaczy postanowił zrozumieć, po czym poznać, że dany film to chłam. Najpopularniejszą cechą, jaką wskazali badani była jego „taniość”. Oznacza to, że film miał mały budżet, a twórcy nieumiejętnie tuszowali braki w finansach, więc z każdego kadru bije sztuczność lub prowizorka. Najlepszym przykładem są robione za grosze filmy grozy, które produkuje się na pęczki.
Jak wskazują badania, głównymi konsumentami złych filmów są ludzie o wyższym wykształceniu i inteligentni, traktujący to jako ironiczną rozrywkę, odskocznie od wysokobudżetowych i wypieszczonych na stole montażowym produkcji. Keyvan Sarkosh, który zarządzał badaniami, określił takich widzów jako „kulturowych wszystkożerców” – zainteresowanych szerokim spektrum sztuki oraz mediów, przekraczających tradycyjny podział kultury na wysoką i popularną.
Jeśli zatem chcesz dołączyć do intelektualnej elity, oto mały zbiór, od którego można zacząć przygodę ze złymi filmami.
Jeśli zatem chcesz dołączyć do intelektualnej elity, oto mały zbiór, od którego można zacząć przygodę ze złymi filmami.
Źródło: Independent
Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl
