Tymon Markowski/Agencja Gazeta

REKLAMA
Co i rusz świat obiega wiadomość o kolejnych redukcjach w sektorze bankowym. 30 września niemiecki Commerzbank doniósł o plaowanym zwolnieniu 9600 pracowników. To niemal jedna piąta załogi. Trzy dni później bank ING poinformował, że chce rozstać się z co ósmym pracownikiem. To największa fala redukcji w tym banku od czasów kryzysu w 2009 roku.
ING, właściciel Banku Śląśkiego, największe cięcia zapowiedział w krajach Beneluxu. W Belgii pracę straci 3500 osób, w Holandii kolejne 2300. Do tego zamierza przeznaczyć 800 milionów euro na rozwój platformy cyfrowej, która ma zautomatyzować obsługę klienta w pięciu krajach. Wprowadzone już w Niemczech rozwiązanie sprawdziło się i przyczyniło do sukcesu ING na tamtym rynku. Dzięki zastąpieniu ludzi rozwiązaniami cyfrowymi, bank chce wypracować wyższą stopę zwrotu z kapitału.
Commerzbank, drugi największy bank Niemiec i właściciel naszego mBanku przeznaczy na inwestycje 1,1 miliarda euro. Zwolni 9600 osób, ale do 2020 roku planuje zatrudnienie 2300 nowych specjalistów w kluczowych obszarach.
Obszar bankowości zmienia się na naszych oczach. Podobne trendy na rynku polskim opisywaliśmy już na łamach INN:Poland trzy miesiące temu. Fala zwolnień w sektorze bankowym wydaje się nieunikniona.
Źródło: interia.pl