
Kontrole miejskich urzędników w prywatnych szkołach i przedszkolach co roku kończą się rozczarowaniem. Zamiast pomocy dydaktycznych i wyposażenia sal, część placówek kupowała za miejskie dotacje... 2 tys. długopisów, alkohol i zagraniczne wycieczki. Niektóre prowadziły fikcyjne zapisy dzieci w celu pozyskania dotacji.
REKLAMA
W Krakowie dofinansowanie na jedno dziecko wynosi 600 zł. Dotacje są przeznaczone na dofinansowanie realizacji zadań szkoły lub placówki w zakresie kształcenia, wychowania i opieki, w tym profilaktyki społecznej. Powinny być wykorzystywane wyłącznie na pokrycie wydatków bieżących szkoły lub placówki. Tyle teorii.
– W 3 na 4 skontrolowanych przedszkoli w Krakowie stwierdzono nieprawidłowości – donosi Dziennik Polski. Te słowa nie oddają jednak w pełni tego, co dzieje się w tamtejszych placówkach. Miliony złotych, które zostały wpompowane we wspomniane placówki, zostały wydane m.in. na fontannę, karnet na fitness, kadzidła, alkohol, a nawet...wycieczkę na Bali.
Nie lepiej jest w Lublinie. Jedna ze szkół tłumaczyła np., że dwa tysiące zakupionych długopisów ma służyć wyłącznie dzieciom. W tym roku miasto ściga przedszkole za fikcyjne zapisanie dziecka w celu otrzymania miejskiej dotacji.
– Mamy problem z kompatybilnością systemów rekrutacyjnych. W jaki sposób prowadzone są zapisy? Ile osób kończy te szkoły? Takie pytania nie powinny pozostawać bez odpowiedzi, a czasami tak właśnie się dzieje. Zdarza się, że szkoły pozyskują dane osobowe bez wiedzy zainteresowanych i wpisują ich na swoje listy – opowiada Agata Saracyn z Unii Metropolii Polskich.
Nie są to oczywiście jednostkowe przypadki. W raporcie z 2014 roku czytamy np., że tylko 7 z 75 ośrodków wydało pieniądze zgodnie z założeniami. Łącznie zakwestionowano niemal 20 proc. wynoszących około 60 mln dotacji. Za najgorsze zostały uznane szkoły sieciowe, czyli podmioty posiadające kilka placówek. W nich zakwestionowano bowiem aż 78 proc. udzielonych dotacji.
W tym samym czasie "Dziennik Łódzki" informował o nieuzasadnionych wydatkach łódzkich szkół. Pieniądze szły na tak absurdalne zadania jak produkcja bokserek z logo szkoły. Szkole zarzucano wydatki na usługi hotelowe, sesję fotograficzną ze znanym aktorem i pozycjonowanie strony internetowej. Wśród zarzutów znalazło się również opłacanie z dotacji obsługi prawnej. Szczególnie to ostatnie jest interesujące ponieważ...
– Zdarza się, że prawnicy opłacani z dotacji są wykorzystywani do uzasadniania kontrowersyjnych zakupów dla rady pedagogicznej – tłumaczy ekspertka. Miasto kręci więc bat samo na siebie.
Niewłaściwe wydawanie publicznych pieniędzy jest jednym problemem. Drugim – to co odpowiednie wydziały miejskie, które zajmują się kontrolą wydawania dotacji, mogą z tym zrobić.
A okazuje się, że ich możliwości są niewielkie. Poza karami za powyższe przypadki, prawo nie pozwala bowiem na wstrzymywanie wypłacania dotacji oświatowej w sytuacji, gdy placówki nie da się skontrolować. Decyduje o tym obecny kształt ustawy o systemie oświaty. Jeśli kontrolerzy nie zostaną wpuszczeni na teren szkoły czy przedszkola, miasto nie ma podstaw do wstrzymania dotacji. Miasta narzekają również na brak wsparcia ze strony Regionalnej Izby Obrachunkowej i Ministerstwa Edukacji Narodowej.
– To kwestia zapisów w ustawie. Obecne pozostawiają zbyt duże pole do interpretacji. Ministerstwo zapewnia, że zmiany są w planach. Szczegółów jak na razie nie znamy – kończy Saracyn.
Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl
