Rozsławili Polskę dzięki specyficznemu hobby. "Musieliśmy przełamać stereotyp Polaka-złodzieja"

Dla właścicieli Art Hobby to biznes i pasja w jednym
Dla właścicieli Art Hobby to biznes i pasja w jednym facebook.com/arthobby
Modele samolotów Art Hobby produkuje kilkuosobowa załoga z warszawskiej Woli, ale ich produkty trafiają do odbiorców z całego świata.


Art Hobby to producent i eksporter modeli samolotów, szybowców oraz elektroszybowców sterowanych za pomocą radia. Niepozorna pracownia umieszczona na warszawskim Muranowie wypuszcza modele, z których korzystają ludzie od Stanów Zjednoczonych po Australię.


– Nasze modele kryjemy specjalnym, kilkukrotnie szlifowanym fornirem topolowym. Drzewa, z których korzystamy, mają po 40-50 lat. Tego nikt nie jest w stanie od nas skopiować. Nawet Chińczycy – uśmiecha się współwłaściciel Art Hobby Wiesław Dzik.

Dzieje firmy, którą prowadzi razem ze współwłaścicielem Krzysztofem Jasińskim, sięgają lat Polski Ludowej. Art Hobby powstało ponad 35 lat temu. Pierwsze kroki były więc dla bardzo ciężkie. – Nie było dostępu do materiałów – surowców, rozpuszczalników. Nie było dosłownie niczego. W dodatku władze krzywo patrzyły na prywatną inicjatywę – opowiada Dzik.

Na szczęście pan Wiesław startował w tamtym czasie w aeroklubie. Znajomości, jakie zdążył sobie wyrobić w kontaktach z wojskowymi, pozwoliły mu ruszyć z interesem do przodu.

Sytuacja znacznie poprawiła się po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Dla Art Hobby wydarzenie stało się szansą na wyjście ze swoimi modelami poza granice kraju. – Jeździliśmy do Niemiec, spotykaliśmy się z innymi producentami na targach. Zanim jednak dostaliśmy pierwsze kontrakty, musieliśmy przełamać stereotyp Polaka-złodzieja. Firmy, które nawiązywały z nami współpracę, miały obawy, że weźmiemy pieniądze i więcej nas nie zobaczą – tłumaczy Dzik.


Po przełamaniu pierwszych lodów sprzedaż ruszyła. Obecnie Art Hobby eksportuje swoje modele do praktycznie wszystkich krajów Europy. Wiele zamówień wysyłanych jest również do USA, gdzie Polacy otworzyli swoje przedstawicielstwo. Z zamówienia płyną również z Australii, Japonii, czy Nowej Zelandii. – Pojedyncze egzemplarze szły nawet do Zjednoczonych Emiratów Arabskich – chwali się właściciel.

Przedsiębiorca podkreśla, że cały czas boryka się z problemem braku rąk do pracy. – "Politechnizacja" młodzieży skończyła się wraz z 89' – tłumaczy, Jego zdaniem obecnie bazujemy na osobach kształconych jeszcze w latach 80. – Widzę, jak do sklepu wchodzi młody mężczyzna, jak się okazało student 4-ego roku lotnictwa. Rozgląda się niepewnie po wnętrzu, widać, że nie jest pewien, jakich materiałów potrzebuje, ani jak się do swojej pracy zabrać. Jak tacy ludzie mają zostawać inżynierami? – denerwuje się Dzik.
Mężczyzna opowiada, że gdy zrobił rekrutację do działu produkcji, na zgłoszenie odpowiedziało 150 osób. Okazało się, że do pracy nadawała się zaledwie jedna.

Na szczęście Art Hobby w masową produkcję iść nie zamierza. Do produkcji zatrudnia 8 osób, które w ciągu miesiąca są w stanie wypuścić na rynek około 120 modeli. – To ręczna produkcja, nie da rady wyprodukować tysięcy sztuk – podkreśla współwłaściciel.

Mimo upływu lat problemem dla polskiej firmy wciąż pozostaje dostęp do materiałów. Poza wspomnianą topolą właściciele wszystko sprowadzać muszą z zagranicy. Dobre żywice lotnicze, tkaniny węglowe – to wszystko dużo bardziej opłaca się przywieźć z Niemiec – tłumaczy Dzik.

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl