Agnieszka Osytek z Migam była polskim finalistą konkursu "The Venture". Na zdjęciu przemowa uczestniczki w Nowym Jorku w ramach  półfinałowego pitchu przed jurorami
Agnieszka Osytek z Migam była polskim finalistą konkursu "The Venture". Na zdjęciu przemowa uczestniczki w Nowym Jorku w ramach półfinałowego pitchu przed jurorami Materiały prasowe

Na początku była szlachetna idea – chęć niesienia pomocy osobom niesłyszącym. Z niej zrodził się obiecujący start-up, który mimo że raz zajrzało mu w oczy widmo upadku, przezwyciężył wszelkie przeciwności. A potem przyszło dające zastrzyk energii zwycięstwo w polskiej edycji prestiżowego konkursu. Nie mówiąc już o szansie wygrania miliona dolarów w międzynarodowym finale. Ale udział w programie „The Venture” zmienił nie tylko Migam, ale też Agnieszkę Osytek, która reprezentowała polską firmę przez całą rywalizację w konkursie.

REKLAMA
– Poczułam się jak prawdziwa przedsiębiorczyni. Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że to jeden z najbardziej rozwijających programów edukacyjnych, w jakich miałam przyjemność brać udział – wyznaje w rozmowie z serwisem INNPoland znana z tłumaczenia języka migowego Agnieszka Osytek, menadżerka i koordynatorka kampanii społecznych, która pracuje już nad kolejnym projektem znoszącym bariery w życiu Głuchych, niesłyszących i słabosłyszących.
Kiedy współtworzyłaś Migam, spodziewałaś się, że ten start-up odniesie taki sukces?
Gdybym nie wierzyła w sukces, nie zaangażowałabym się całym sercem w ten projekt. Oczywiście pewne obawy były, jak to na starcie, ale przede wszystkim głęboko wierzyłam w ideę Migam – firmy, która buduje mosty między Głuchymi i słyszącymi, a wielu firmom i instytucjom państwowym pomaga znosić bariery w kontaktach z osobami porozumiewającymi się językiem migowym, które jako klienci czy petenci przestają czuć się wreszcie wykluczeni z życia społecznego.
I rzeczywiście pomysł chwycił i zebrał laury. O Migam było głośno m.in. po jej triumfalnym pochodzie w programie „The Venture”? Jak dowiedziałaś się o tym konkursie?
Rozwijałam wówczas Migam i działałam w niej operacyjnie. Zgromadziliśmy wokół niej mnóstwo ludzi kibicujących gorąco naszemu przedsięwzięciu. I właśnie te osoby, które były zaprzyjaźnione z Migam, zaczęły wysyłać nam maile z linkami do konkursu „The Venture”, twierdząc, że jest to konkurs idealnie skrojony pod naszą misję i dlatego koniecznie powinniśmy wziąć w nim udział.
Co przesądziło o tym, że zdecydowaliście się spróbować swoich sił?
Obok tak wyjątkowej inicjatywy po prostu nie można było przejść obojętnie. Jasne, sporo słyszy się o akcjach wspierających innowacyjne firmy, ale ten konkurs skierowany był do start-upów z misją społeczną, co wcale nie jest takie powszechne, bo na rynku polskim to dojrzewający jeszcze trend. Jak tylko wczytałam się, że startują w nim start-upy, które poza celami biznesowymi realizują też cele społeczne, nie zwlekałam z rejestracją. No i nie ukrywam – skusiła mnie nagroda [śmiech]
Czyli pieniądze podziałały na wyobraźnię.
Cóż, gdy przeglądasz stronę, gdzie wielkimi napisami informuje się odwiedzającego, że można wygrać dużą kasę na wsparcie, tym bardziej przestajesz mieć wątpliwości, że warto spróbować.
W puli było milion dolarów.
Każdemu byłoby miło zgarnąć taką sumkę [śmiech]. Zresztą, nie baliśmy się mierzyć wysoko, bo Migam miała na swoim koncie już kilka zwycięstw w różnych rywalizacjach.
logo
Zespół Migam (skład w styczniu 2016 r.) Agnieszka Osytek w centrum w pierwszym rzędzie Materiały prasowe
W jakiej kondycji znajdowała się firma, gdy zgłosiłaś ją do konkursu?
Byliśmy na etapie poszukiwania inwestycji, więc opcja wzięcia udziału w programie, w którym można wygrać nagrodę pieniężną albo grant i w ten sposób zrobić kolejne kroki w rozwoju firmy bez upłynniania jej udziałów, była wówczas perspektywą niezwykle kuszącą.
A jak smakował triumf, gdy okazało się, że głosami jury Migam zostało zwycięzcą polskiej edycji „The Venture”?
Zacznijmy od tego, że fantastycznie było się już dowiedzieć, iż dostaliśmy się do siódemki finalistów polskiej edycji. Gala finałowa odbyła się w Warszawie. Kiedy na tej uroczystości, która miała bardzo widowiskową oprawę, ogłoszono Migam zwycięzcą, przyznam, że było to niesamowite uczucie. Świadomość, że pokonało się w sumie 107 niezwykłych start-upów, dodaje skrzydeł każdemu, kto przeciera szlaki w biznesie.
Jak wyglądała prezentacja projektu w dniu finału w Polsce?
Każdy z finalistów miał 3 minuty na prezentację swojego projektu i 2 minuty, w czasie których mógł odpowiadać na dodatkowe pytania jurorów.
Pewnie zjadłaś trochę stresu podczas tego występu
Fakt, było to bardzo stresujące [śmiech]. Zwłaszcza, gdy musisz prezentować projekt w bardzo okrojonym czasie. Przyznam, że ze stresu w pewnym momencie zapomniałam, co mam powiedzieć dalej, zabrałam więc sobie parę bezcennych sekund. Na szczęście, w części przeznaczonej na pytania mogłam odrobić straty i dopowiedzieć to, czego nie powiedziałam wcześniej.
Musiałaś radzić sobie sama czy ktoś pomagał Ci w przygotowaniach do tej prezentacji?
Przed galą mieliśmy okazję wziąć udział w warsztatach. Szczególnie pouczające były szkolenia prowadzone przez Piotra Buckiego, które miały nas przygotować do przemowy finałowej. A wierz mi, to wcale nie łatwa sztuka, bo z jednej strony musi być ona zwięzła i oddająca istotę twojej działalności, a z drugiej na tyle przekonująca, by oczarowała słuchaczy twoją wizją biznesu.
logo
Agnieszka Osytek podczas ogłoszenia zwycięstwa Migam w polskim finale "The Venture" Materiały prasowe
Co jeszcze zapamiętałaś z tamtego dnia?
Poznałam tam mnóstwo wspaniałych ludzi ze sceny start-upowej, z którymi nawiązałam wiele wartościowych kontaktów. Wyróżnienie w takim gronie pasjonatów będących zarazem osobami wrażliwymi na problemy społeczne, było dla mnie naprawdę wielkim wydarzeniem. Tym bardziej, że ich projekty również przedstawiały świetne rozwiązania.
A potem były kolejne warsztaty, tym razem za granicą, i wielki finał w Nowym Yorku.
Dzięki udziałowi w międzynarodowym etapie konkursu mogłam poznać pozostałych finalistów z reszty 26. krajów. Możliwość nauki i pracy warsztatowej w towarzystwie tylu pozytywnie nakręconych ludzi, wierzących mocno w to, że swoimi pomysłami mogą ulepszyć jakiś fragment naszej rzeczywistości, stanowiło duże przeżycie.
A co dał Ci program akceleracyjny w Wielkiej Brytanii, który poprzedzał finał w USA?
Pierwsza część tego programu miała miejsce w Oxfordzie, mieście, którego marki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pobieraliśmy nauki na słynnym uniwersytecie pod okiem twórców studiów MBA na kierunku Social Entrepreneurship. To są fachowcy najwyższego formatu, którzy na co dzień pracują z przedsiębiorstwami społecznymi i pomagają ludziom zaszczepiać jak najwięcej wartości społecznych przy rozkręcaniu biznesu.
Jaki był fokus tych warsztatów?
Skupiano się na naszym rozwoju jako liderach, którzy są świadomi tego, że zarządzanie takim biznesem to nie tylko pieniądze, ale także impact społeczny. A to sprawia, że musisz trochę inaczej kierować zespołem nastawionym poza zyskiem na cele służące społeczeństwu. Istotny jest również sposób komunikacji twojego przedsiębiorstwa ze stroną publiczną – rządem czy samorządem.
logo
Wydarzenie zorganizowane przez Chivas w Natural History Museum w Londynie podczas programu akceleracyjnego "The Venture" Materiały prasowe
Za oceanem przyszedł moment oświecenia?
Udział w konkursie „The Venture” to był w ogóle przełomowy moment w moim życiu. Współzałożycielką Migam zostałam, będąc wcześniej tłumaczką języka migowego. W momencie, kiedy mieliśmy poważny problem finansowy i staliśmy na krawędzi bankructwa, zdecydowałam się na kredyt, żebyśmy po prostu mogli dalej działać.
Więc od początku miałaś w sobie ducha walki.
Tak, ale potrzebowałam też edukacji, takiego wsparcia, które pomogłoby mi poczuć się osobą sprawczą i działającą, mówiąc wprost przedsiębiorczynią przez duże „P”. A więc już nie tylko tłumaczką, a faktycznie liderką.
Możesz w takim razie wymienić trzy najważniejsze rzeczy, jakie wyniosłaś z tego programu?
Odwaga w działaniu. Świadomość siebie jako liderki. I poczucie wspólnoty z przedsiębiorcami społecznymi.
A jak program podniósł wartość Migam?
Korzyści dla Migam wypływały przede wszystkim z drugiej części programu akceleracyjnego, która miała miejsce w Londynie. Inspirujące warsztaty prowadzone m.in. przez brand managerów wskazały, jak promować swoją markę, budować jej świadomość i społeczność wokół niej, a także jak rozmawiać o niej z mediami. Ta wiedza bardzo przydała nam się w kolejnej części konkursu, w trwającym 5 tygodni głosowaniu, bo mogliśmy od razu przekuć zdobytą wiedzę w praktykę. Myślę, że to właśnie przyniosło największą wartość firmie.
Czy ta firma jest dzisiaj mocniejsza?
Jestem pewna, że tak. Po powrocie do Polski, gdziekolwiek się pojawiałam i przedstawiałam jako agent Migam, nie musiałam tłumaczyć, co kryje się za tą nazwą. Towarzyszące konkursowi akcje promocyjne faktycznie umocniły obecność marki Migam na rynku i zakorzeniły ją w świadomości wielu ludzi.
logo
27 przedsiębiorców z misją społeczną - finaliści "The Venture". Na zdjęciu trzecia od prawej w drugim rzędzie Agnieszka Osytek Materiały prasowe
Z tego, co się dowiedziałam, nie jesteś już związana bezpośrednio z Migam.
To prawda. Po konkursie po prostu dojrzałam jako lider i czułam, że dalszego rozwoju personalnego muszę szukać przy swoich własnych projektach. Przemek Kuśmierek, główny właściciel Migam, rozumiał moją sytuację. Jestem przekonana, że firma jest w dobrych rękach.
I jak poszły poszukiwania własnej drogi?
Dalej edukuję się jako bizneswoman, współtworząc i koordynując projekty społeczne. Pracuję też nad swoim autorskim pomysłem, kontynuacją #DeafRespect, którego misją jest podnoszenie świadomości ogólnospołecznej nt. Głuchych.
Kolejny start-up?
Nie chce przesądzać sprawy, jestem na razie na etapie przygotowawczym. A tym czym zajmuje się na co dzień jest współpraca z innymi podmiotami, którym pomagam w tworzeniu projektów społecznych. Taka ekspercka rola, ale też menadżerska, bo koordynuję część z tych projektów.
logo
Półfinał globalnego etapu "The Venture" w Nowym Jorku - 12 z 27 przedsiębiorców społecznych. Na zdjęciu pierwsza od prawej w pierwszym rzędzie Agnieszka Osytek Materiały prasowe
W ubiegłorocznej edycji konkursu wzięło udział ponad 2000 start-upów. Co powiedziałabyś tym, którzy myślą nad wysłaniem zgłoszenia, ale wahają się, czy to ma sens?
W tym roku więcej krajów zdecydowało się na udział w „The Venture”, w zeszłym roku było 27, teraz 32, ale tym bardziej myślę, że warto spróbować. Bo dla mnie każdy etap tego konkursu dawał jakąś wartościową lekcję, nawet wypełnienie aplikacji rejestracyjnej do konkursu było dobrym ćwiczeniem komunikowania swojego biznesu. Dodatkowo możliwość edukowania się wśród fantastycznych ludzi z bardzo ugruntowaną w praktyce wiedzą była na wagę złota.
Nadal masz z nimi kontakt?
Po dziś dzień jesteśmy w bardzo przyjacielskich relacjach, wspieramy się nawzajem i jestem pewna, że do któregokolwiek kraju chciałabym teraz pojechać w ramach np. rozwijania swojego projektu, na pewno dostałabym od nich wsparcie. Zresztą wszyscy finaliści tego typu konkursów stają się mile widziani na arenie start-upowej.
Jesteś ambasadorką aktualnej edycji „The Venture”?
Jestem na etapie ustalania zakresu swoich działań w tej edycji, natomiast ze swojej strony na pewno jestem ambasadorką. Po tym, jak przeszłam całą ścieżkę konkursu, bazując na swoim doświadczeniu, naprawdę w szczerości swojego serca stwierdzam, że to jeden z lepszych programów edukacyjnych, które mnie spotkały i mogą spotkać młodego przedsiębiorcę.
Masz takie zdanie, chociaż nie udało Ci się wygrać głównej nagrody [śmiech]?
Jak najbardziej. Oczywiście taki zastrzyk gotówki to fantastyczna sprawa, ale pieniądze to nie wszystko [śmiech]. Choć nie udało mi się wyjechać z Nowego Yorku z milionem dolarów na koncie – zresztą nikomu nie udała się ta sztuka, bo został on rozdzielony na kilka projektów – to, gdy rozmawiałam z tymi, których ominęły korzyści stricte finansowe, wiem, że wszyscy przed ogłoszeniem ostatecznych wyników czuliśmy się już zwycięzcami.
Jaką radę dałabyś polskiemu start-upowi, któremu przyjdzie reprezentować nasz kraj i rywalizować w ogólnoświatowym finale?
Mam całe mnóstwo rad i mam nadzieję, że będę miała okazję udzielić ich indywidualnie polskim finalistom w ramach mojego wsparcia dla tego programu. A moja główna rada to nie wahać się, tylko działać i spróbować swoich sił w konkursie. Nie ma absolutnie nic do stracenia, a bardzo wiele do zyskania.

Zgłoszenia do konkursu można wysyłać przez stronę The Venture
do 14 grudnia 2016 roku.
Artykuł powstał we współpracy z "The Venture"