
REKLAMA
Opublikowane dzisiaj przez Główny Urząd Statystyczny dane, dotyczące produkcji przemysłowej, nie nastrajają pozytywnie. W porównaniu z październikiem 2016 roku, spadła ona o 1,3 proc. Sprzedaż detaliczna natomiast wzrosła o 3,7 proc. w skali roku. Dane te wskazują, że gospodarkę naszego kraju dopada spowolnienie.
W raporcie, cytowanym przez serwis Money, GUS podaje również, że w porównaniu do września produkcja przemysłowa również nie radzi sobie najlepiej – spadła o 2,5 proc. Niezbyt dobrze radzi sobie sektor budowniczy – w porównaniu z zeszłym rokiem, produkcja spadła aż o 20 proc.
Witold Michałek z Business Center Club zapoznał się z danymi i w rozmowie z INN:Poland potwierdził, że mogą stanowić powód do obaw.
– Te spadki są tak naprawdę dalszym ciągiem pewnego trendu, który był najbardziej widoczny był w spadku inwestycji, a teraz przechodzi na przemysł – tłumaczy. – Ciężko jednak szacować, co będzie w następnych miesiącach. Bo jeśli rośnie konsumpcja, to przynajmniej zostaną sprzedane zapasy. To wynika z wprowadzenia socjalnych programów przez obecny rząd – dodaje.
Michałek ostrzega, że te dane wymuszą na rządzących zmiany w prognozach wzrostu na przyszły rok. Jego zdaniem jeśli uda się utrzymać średnią 3 proc., będzie można mówić o sukcesie. Jednak bardziej realny jest przedział 2,5-3 proc. Zdaniem eksperta wymusi to znaczne zmiany w projekcie budżetu na przyszły rok.
Ekonomiści NBP potwierdzają słabszy okres w polskiej gospodarce. W lipcowej prognozie przewidywali wzrost PKB na poziomie 3,2 proc. Teraz zaś przewidują tylko 3 proc.
Piotr Kuczyński, dziennikarz ekonomiczny i analityk rynku finansowego, mówi w rozmowie z INN:Poland, że w przyszłym roku gospodarka prawdopodobnie przyspieszy.
– W 2017 zostaną uruchomione środki unijne, bez których ciężko będzie pchnąć ją do przodu. Rząd zrobi wszystko, żeby do tego doszło, ale dużo będzie zależeć od samorządów. One niechętnie inwestują, bo są z innej bajki politycznej niż władza i na tej linii jest duża nieufność. Jeśli to przełamią, możemy oczekiwać wzrostu – podkreśla.
Obecne wyniki są, zdaniem Kuczyńskiego, rozczarowujące. Do tego dochodzi długoterminowy problem – w 2022 roku Polska będzie musiała rozliczyć środki unijne z perspektywy 2014-2020. – Pan Bóg raczy wiedzieć, co wtedy będzie – konkluduje.
Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl
